27 maja
środa
Augustyna, Juliana, Magdaleny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Epidemia jest dla nas egzaminem z wiary

Ocena: 4.63333
1738

Co Bóg chce nam powiedzieć przez wydarzenia, które przeżywamy – oto zasadnicze pytanie. - mówi o. Józef Augustyn SJ w rozmowie z Ireną Świerdzewską

o. Józef Augusty SJ | fot. archiwum prywatne

Co Ojciec odpowiada pytającym o pandemię koronawirusa? Że to kara Boża, dopust Boży – czy lepiej Boga w to nie mieszać?

Cierpienie to tajemnica, przed którą staje człowiek. Ono jest wyzwaniem; zmusza człowieka, by podjął „pytania ostateczne” o swój los: o genezę życia, jego cel, sens. Słowa: „lepiej Pana Boga w to nie mieszać” są dla osoby wierzącej nie do przyjęcia. Głęboka wiara w Syna Bożego, który bierze na siebie wszystkie ludzkie cierpienia, otwiera nam drogę do „rozumienia” i pokornej zgody na cierpienie, wobec którego jesteśmy zupełnie bezradni.

 

W Biblii Bóg posługuje się chorobą, by zbliżyć grzesznika do siebie.

Wielu z nas mogłoby dać świadectwo, w jaki sposób choroba pomogła nam w zbliżeniu się do Boga, traktowania Go bardziej na serio. Ale pobożność nie jest gwarancją zdrowia, braku cierpienia. Dla człowieka wierzącego wszystko jest znakiem obecności Boga. Choroba jest szczególnie ważnym i wymagającym znakiem. Rodzi się jednak pytanie: o jaką chorobę chodzi? Co jest jej źródłem? Choroba, która jest konsekwencją destrukcyjnego życia, jest zupełnie innym znakiem niż choroba niezawiniona przez nikogo.

Używane wyrażenie, że choroba jest „dopustem Bożym”, jest w jakiś sposób uzasadnione. Przecież nic nie dzieje się bez Jego Opatrzności. Gdybyśmy jednak powiedzieli człowiekowi „małej wiary”:„Pan dopuszcza na ciebie chorobę, bo cię kocha”, zrobilibyśmy i Bogu, i samemu cierpiącemu niedźwiedzią przysługę. W rozmowie o cierpieniu musimy uwzględnić kontekst konkretnej osoby. Widzimy, jak mało adekwatny jest nasz język w mówieniu o najtrudniejszych sprawach wiary.

Rabin Abraham J. Heschel, myśliciel żydowski, mówi, że Biblia jest nie tyle księgą teologiczną, ile raczej antropologiczną. Opowiada nam bowiem o tym, jak człowiek doświadcza Boga na przestrzeni historii. Ta refleksja Heschela dobrze wyjaśnia, skąd tyle sprzecznych stwierdzeń o Bogu w Biblii. W Bogu nie ma żadnych sprzeczności, ale w ludzkim doświadczeniu Boga – już tak. Jezus przestrzega nas przed mechanicznym wiązaniem cierpienia z grzechem, własnym lub cudzym. Na pytanie: „Kto zgrzeszył, że się urodził niewidomym – on czy jego rodzice?”, Jezus odpowiedział: „Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby się na nim objawiły sprawy Boże” (J 9,2-3).

 

Czy mamy podstawy sądzić, że Bóg bardziej chroni tych, którzy się do Niego uciekają?

Psalmy są pełne obietnic, że Pan ochrania tych, którzy go wzywają. Ale pytanie zasadnicze: przed czym chroni? Często takie wyrażenia stosujemy do siebie mechanicznie i, jako pewien skrót myślowy, stwierdzamy: Pan chroni nas przed chorobą, przed wypadkiem, utratą pracy itp. Przecież żadna modlitwa nie ochroni nas, ani naszych bliskich, przed śmiercią. Modlitwa, w której człowiek powierza się Bogu, chroni go przed rozpaczą, nienawiścią, pychą. „Ci, którzy nie wzywają Pana, drżą ze strachu” – jak mówi Psalmista. Jezus w Ogrójcu „z głośnym wołaniem (...) zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości” (Hbr 5,7). Jak został wysłuchany, skoro umarł na krzyżu? A przecież prosił: „Ojcze, jeżeli chcesz, zabierz ode mnie ten kielich” (Łk 22,42). Mimo Jego prośby kielich nie został Mu zabrany, ale wypił go do końca. Wzorem Jezusa musimy dodawać w naszych prośbach: „Jeżeli to jest zgodne z Twoją wolą, Ojcze”.

Człowiek jest istotą kruchą, śmiertelną, a czasami – jak obecnie, w dramatycznych tygodniach – „niespodziewanie śmiertelną” (Michaił Bułhakow). Ale wiara i zaufanie Bogu mówi nam, że nasze życie jest w Jego Boskich rękach. „I choćbym przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę” (Ps 23,4). W naszych świątyniach działają te same prawa wirusologii, co w każdej innej. Twierdzenie, że jesteśmy bardziej chronieni, ponieważ jesteśmy w przestrzeni kościelnej, byłoby jakąś arogancją.

 

Jakie znaczenie ma w takim razie śpiewanie suplikacji o oddalenie pandemii?

O oddalenie chorób, wojen, kataklizmów modlą się wierni wszystkich autentycznych religii. Kościół zachęca nas do odmawiania Różańca w intencji panującej pandemii. Nasza wiara zobowiązuje nas do powierzania miłosierdziu Boga całej ludzkości, każdego człowieka, bliskich, nas samych. Tak modlił się Jezus, a my, Jego uczniowie, naśladujemy Go. Mamy więc prosić Pana nieustannie, pokornie. Nasze zaufanie Bogu polega na tym, że nie rozliczamy Go, w jaki sposób wysłuchuje, kiedy nas wysłuchuje itp. W chwili zagrożenia możemy wołać jak apostołowie: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” (Mk 4,38). To ludzki odruch zniecierpliwienia, małej wiary, zagubienia, który Bóg przyjmuje ze zrozumieniem.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

- Reklama -
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 27 maja

Środa, VII Tydzień Wielkanocny
+ dzień powszedni albo wspomnienie św. Augustyna z Canterbury, biskupa albo wspomnienie św. Pawła VI, papieża
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą,
uświęć nas w prawdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Dz 20,28-38; Ps 68,29-30.33-36; J 17,11b-19
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter