18 czerwca
wtorek
Marka, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czerwony pasek możliwości

Ocena: 2.65
803

Wszyscy chcą być prymusami, a tylko nielicznym się udaje. I choć pozornie walka toczy się o uzyskanie średniej ocen 4,75, dającej prawo do otrzymania świadectwa z biało-czerwonym paskiem, to przecież stawka powinna być znacznie wyższa. Czy wiedza i umiejętności idą w parze z dobrymi ocenami?

fot. Marta Kawalec

– Nigdy nie zależało mi na ocenach, bo często były one wystawiane subiektywnie i niesprawiedliwie – zaczyna Piotr Michalski, wiceprezes dużej firmy konsultingowej. – Swoje dzieci też przestrzegam, żeby nie brały udziału w wyścigu po najwyższe oceny, ale raczej skupiły się na tych przedmiotach, które je interesują, i w tej dziedzinie poszerzały swoją wiedzę. Ja robiłem w ten sposób i nie żałuję, bo nigdy nie byłem asem z biologii czy geografii, za to z matematyki czy fizyki zawsze miałem najwyższe oceny, co pomogło mi potem dostać się na wybraną uczelnię. Tymczasem moi koledzy prymusi mieli problemy nie tylko z egzaminami, ale też potem z pracą, ponieważ ich wiedza, jak się okazało, była średnia z każdego przedmiotu – wyjaśnia Michalski.

Nie do końca zgadza się z tą teorią jego żona, która mówi, że w liceum nie będzie już zachęcać dzieci do zdobywania czerwonego paska, ale na poziomie szkoły podstawowej powinny one, jej zdaniem, zdobyć wiedzę z każdego przedmiotu.

 


LIST ZAMIAST CYFRY

Sprawa jest jednak bardziej złożona. Od wielu lat toczy się dyskusja, czy wystawianie dzieciom ocen i kategoryzowanie ich w ten sposób jest sprawiedliwe i pokazuje ich rzeczywiste osiągnięcia. Są szkoły niepubliczne, które odeszły od tego schematu całkowicie lub w pewnym zakresie.

Siostra Beata Zawiślak zaznacza, że jest przeciwna ocenom, zwłaszcza z religii. – To był dla mnie zawsze wielki trud, aby wystawiać oceny na koniec roku… Przez ostatnie lata pracowałam więc w szkole Montessori, gdzie są oceny, ale nie ma ciśnienia i bardzo dobrym rozwiązaniem były „opisówki” na semestr. Był to taki jakby krótki list do ucznia z opisaniem, co potrafi, co musi poprawić, nad czym popracować. To jest prawdziwa ocena, a nie cyfra, która tak naprawdę niczego nam nie mówi i jest jakąś średnią z różnych prac klasowych, które uczeń pisał przez cały rok – mówi katechetka.

Inaczej sprawa wygląda w edukacji domowej, do której przekonuje się w ostatnich latach coraz więcej osób. Kamila Gnilka jest mamą szóstki dzieci i, jak zaznacza, trudno byłoby jej najstarsze dzieci codziennie wyszykować, odwieźć, a potem przywieźć ze szkoły, zajmując się jednocześnie maluchami. Edukacja domowa pomaga więc zaoszczędzić czas, ale ogranicza także powody do stresu, bo, jak mówią dzieci, mama nie wystawia ocen.

– W szkole dzieci motywują do pracy oceny, u nas – przywileje i czas wolny. Musimy zrealizować program i im szybciej to zrobimy, tym więcej czasu dla siebie mają moi uczniowie. To z kolei mobilizuje nas do tego, aby gdzieś wyjechać i spędzić czas razem – opowiada Kamila i dodaje, że kiedy wcześniej skończą zadany materiał, dzieci mogą poświęcić czas na kółka zainteresowań lub rozwijać dodatkowe pasje, których mają bardzo dużo.

Jedyny kontakt z ocenami dzieci pani Kamili mają w szkole muzycznej, do której uczęszczają popołudniami. Najstarszy syn nie mógł się doczekać, kiedy w końcu trafi do klasy czwartej i będzie mógł otrzymywać „prawdziwe” oceny, świadectwo z paskiem i stypendium. W tym roku spotkało go jednak rozczarowanie, bo do bycia wzorowym zabrakło mu jednej wyższej oceny. Jednocześnie czuje chęć poprawy w przyszłym roku. Jego młodsza siostra też ma wielką ochotę na pasek i smuci się, kiedy dostaje słabsze oceny, bo wie, że to oddala ją od tej nagrody.

– Ich te oceny z pewnością mobilizują, ale czy świadczą o umiejętnościach i tym, że rzeczywiście pojęli wymagany program, to wątpię. Kiedy dostają słabą ocenę, to zawsze twierdzą, że mogli dostać lepszą, a kiedy dostają bardzo dobrą, to uważają, że na nią zasłużyli. Ja nie mam problemu, kiedy dostają trójki albo czwórki, bo to często świadczy o surowości nauczyciela, a ja i tak wiem, co potrafią – przyznaje Kamila Gnilka.

 


CO OCENIAMY?

– Trudno jest obiektywnie ocenić czyjąś wiedzę, zresztą, nie rozumiem, po co to robić – zastanawia się s. Beata Zawiślak. – Każdy z nas ma lepsze i gorsze dni, czasem jest lepiej lub gorzej przygotowany, na to wszystko składa się mnóstwo czynników, a oceny czy świadectwo z czerwonym paskiem na pewno nie oddają zaangażowania, wysiłku i pasji ucznia – wylicza katechetka. – To bardzo trudny temat, a ponieważ od osiemnastu lat uczę w tym systemie, to widzę, jak wiele łez i kontrowersji budzą oceny, zwłaszcza te wystawiane na koniec roku. Czy one naprawdę są obrazem człowieka, dziecka, ucznia? – pyta retorycznie s. Beata.

Zdaniem Elżbiety Wagner, dyrektorki niepublicznej placówki doskonalenia nauczycieli Instytut Educare, czerwony pasek ma bardzo wymierne znaczenie w ostatniej klasie szkoły podstawowej, bo przekłada się na przyszłość. – Wtedy się liczy i może dać awans do dobrej szkoły średniej. Potem jego znaczenie maleje – podkreśla dyrektor Instytutu, jednak dodaje, że będąc rodzicem, z każdym kolejnym dzieckiem coraz lepiej rozumiała celowość oceniania. – Obserwując rozwój dzieci na przestrzeni lat, zdałam sobie sprawę z tego, że ich oceny w dalszej perspektywie nie przekładały się na ich przyszłość. Większe znaczenie miało to, czy dziecko zostało nauczone systematycznej pracy, pokonywania trudności, radzenia sobie z porażką. Jeśli w ciągu swojego kształcenia dziecko doświadcza porażek, to tym lepiej, bo ma szanse nauczyć się radzenia sobie z problemami i rozwinąć pewne kompetencje, których nie miałoby, osiągając same sukcesy.

Trochę inaczej sprawa odbierana jest przez uczniów, którzy z jednej strony czują presję rodziców, aby zdobywać jak najwyższe oceny w nauce, z drugiej strony ich chęci nie zawsze przekładają się na rezultaty.

– Są nauczyciele, którzy chętnie stawiają piątki, a nawet szóstki, ale są i tacy, których zdaniem nie każdy może na nie zasłużyć. Często się zdarza, że pomimo wielu godzin spędzonych nad książką nie dostanę nawet czwórki, bo rzekomo nie zasługuję – narzeka Lidia Domańska, uczennica ósmej klasy. – Kiedyś zostałam odpytana z historii. Wszystko umiałam, ale zostałam oceniona na dostateczny, a nauczyciel powiedział, że tylko Pan Bóg umie na piątkę, nauczyciel na czwórkę, a uczeń na trójkę – dodaje.

Ważne jest więc to, co nauczyciel zamierza sprawdzać: wiedza, umiejętności, postawa czy wysiłek, jaki uczniowie włożyli w proces nauki. W opinii Elżbiety Wagner pod uwagę powinno się brać wszystko. – Główna myśl w systemie oceniania powinna być skierowana na osobę ucznia, żeby to on dostał informację zwrotną, coraz lepiej poznawał siebie i wiedział, w czym jest dobry, a co powinien poprawić. Wszystko dlatego, że dzieci są różne i ich style uczenia też. Niektóre uczą się bardzo szybko i nie wkładają dużego wysiłku w pracę, a warto oceniać przede wszystkim zaangażowanie w swój rozwój. Jeśli oceny skupiają się tylko na wyniku, a nie uwzględniają wysiłku, to mamy porażkę. A wystarczyłoby dodać czasem jakiś komentarz do oceny i dziecko będzie wiedziało, że nauczyciel dostrzegł jego pracę, i to jest motywujące – tłumaczy Elżbieta Wagner.

Lidia Domańska zaś ma jeszcze inny pomysł na poprawę komfortu uczniów. – Nauczyciele powinni poprzez klasówki sprawdzać, na ile uczniowie zrozumieli dany materiał, i oceniać też swoją pracę. Potem powtarzać tematy, które są najbardziej niezrozumiałe, a kiedy będą przekonani, że wszyscy uczniowie pojęli całość materiału, zrobić test sprawdzający na ocenę. To oszczędzi wielu osobom stresu, a jednocześnie sprawi, że dzieci nie będą się uczyły dla ocen, ale dla samej wiedzy – dodaje Lidia.

 


DŁUŻSZA PERSPEKTYWA

Dla wielu rodziców zła cenzurka to porażka, jednak zdaniem specjalistów powinien to być sygnał przede wszystkim dla nich, aby więcej skupić się na potrzebach dziecka i jego kompetencjach. – Zamiast wywierać presję i wyrażać pretensje, warto poszukać przyczyny gorszych stopni. Porozmawiać z dzieckiem i dowiedzieć się, czy rozumie to, czego się uczy, co sprawia mu największe trudności i czy potrafi tę wiedzę wykorzystać. To pomoże odnaleźć mocne strony ucznia, a budując na tym, można osiągnąć sukces i pasek nie będzie tu miał żadnego znaczenia – wyjaśnia Elżbieta Wagner. Jej zdaniem naciskanie na najlepsze oceny nie jest właściwe i niewiele pomoże. – Warto jednak sprawdzić, czy dziecko wkłada wysiłek w to, co robi, czy jego oceny nie są przypadkiem wynikiem lenistwa albo lekceważenia obowiązków. A jeśli tak, to przypomnieć, że nauka jest przede wszystkim odpowiedzialnością dziecka, bo to ono będzie korzystało z wiedzy, którą posiądzie – wyjaśnia dyrektor Instytutu.

W drugiej połowie czerwca, kiedy sytuacja na cenzurkach jest już najczęściej przesądzona, warto zastanowić się nad sensem edukacji, nie skupiając się tylko na ocenach, ale wykorzystując raczej talenty dzieci i ich potencjał.

Trudno wymagać od uczniów, aby ich motywacja do nauki wynikała z planowania przyszłości. Umiejętność patrzenia na pewne zjawiska długofalowo to raczej cechy ludzi dorosłych. – Zawsze radzę rodzicom, aby skupiając się na obecnych problemach wychowawczych, zawsze rozpatrywali je w szerszej perspektywie – dziesięciu czy dwudziestu lat. Warto się zastanowić, co wtedy będzie miało znaczenie, i skupić się na tym, co doprowadzi nas i nasze dzieci do założonego celu. Uczniom zaś życzę, aby w wakacje odpoczęli i nabrali sił do dalszej nauki – mówi Elżbieta Wagner i dodaje, że odpoczynek wcale nie musi polegać na nicnierobieniu.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autorka jest dziennikarką Polskiego Radia, absolwentką dziennikarstwa i psychologii


marta.kawalec@polskieradio.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 czerwca

Wtorek, XI Tydzień zwykły
Dzień powszedni
Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali,
tak jak Ja was umiłowałem.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 5, 43-48
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter