22 marca
piątek
Katarzyny, Boguslawa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

O księdzu, który szukał Miłości

Ocena: 4.7
1160

– Był sobą zarówno w kontaktach z klerykami, profesorami, jak i z biskupem. Miał też ogromne poczucie humoru – mówi o ks. Januszu Pasierbie bp Wiesław Mering.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Z biskupem włocławskim Wiesławem Alojzym Meringiem rozmawia ks. Henryk Zieliński

Skąd się wzięła znajomość Księdza Biskupa z ks. Januszem Pasierbem?

Byłem na pierwszym roku w seminarium duchownym w Pelplinie, kiedy ks. Janusz Pasierb wrócił ze studiów na Zachodzie, w Rzymie i we Fryburgu, w Szwajcarii. Był to styczeń 1963 r. Zachód był wtedy dla Polaków, a szczególnie dla kleryków zamkniętych w murach seminaryjnych, przedmiotem marzeń. Jak kosmos. Kiedy usłyszeliśmy, że przyjeżdża do nas młody profesor po studiach na Zachodzie, była sensacja. Pamiętam, jak staliśmy w oknach seminarium, kiedy na dziedziniec podjechał renault i wysiadł z niego ks. Janusz. Wkrótce, od drugiego semestru, został naszym wykładowcą – zupełnie innym niż wszyscy nasi profesorowie.

Na czym ta inność polegała?

Przede wszystkim imponowała nam jego erudycja. Był niezwykle oczytany, zorientowany w świecie kultury i sztuki. Od niego po raz pierwszy usłyszałem takie nazwiska jak Gustaw Herling Grudziński, Witold Gombrowicz i cały szereg najsławniejszych autorów. Do tego posługiwał się piękną polszczyzną. Szczególnie kiedy na VI roku zaczął nas uczyć homiletyki, przekonaliśmy się, jak doskonale jest do tego przygotowany.

Był inny również w tym sensie, że był szalenie naturalny. Był sobą zarówno w kontaktach z klerykami, profesorami, jak i z biskupem. Albo się go takim akceptowało, albo odrzucało. Miał też ogromne poczucie humoru, o czym rzadko się dzisiaj mówi. Był niesamowity w opowiadaniu dowcipów. Wiele z nich pamiętam. To były inne czasy, kiedy ludzie bawili się słowami, bo nie było jeszcze tego wszystkiego, co dzisiaj kradnie czas i ciszę. Opowieści ks. Janusza wrosły w klimat Pelplina.

U ks. Pasierba zaskakuje umiejętność nie tylko dostrzegania rzeczy, ale i nazywania ich po imieniu…

On był w tym mistrzem. Do tego miał bardzo cięty język i potrafił poskromić tych, którzy chcieli z niego zakpić. Jego osobowość wzbudzała szacunek również u przełożonych. Chętnie przyjmował nas, kleryków, u siebie w domu, gdzie pomagaliśmy mu w korekcie tekstów i w innych pracach. Zawsze przy tej okazji częstował nas herbatą i była to okazja do błyskotliwych rozmów. Była w nim tak twórcza inteligencja, że nawet po pięćdziesięciu latach trudno mi go z kimkolwiek porównać. Może dlatego przez swoje środowisko nie zawsze był akceptowany. On po prostu był większy.

Gdyby miał Ksiądz Biskup najkrócej określić ks. Pasierba, powiedziałby o nim: poeta?

Kiedy byłem rektorem seminarium w Pelplinie, zorganizowaliśmy w pierwszą rocznicę śmieci ks. Janusza sympozjum, które zatytułowaliśmy: „Poeta. Pisarz. Kapłan”. Te trzy słowa najpełniej określają ks. Pasierba. Poeta nie przesłania w nim kapłana. U niego to się łączyło. Jako kapłan niósł słowo pociechy, akceptacji i przebaczenia. Dla niego Bóg to Miłość, bo Bóg nie umie nic innego, jak tylko kochać.

Wiersze zaczął pisać bardzo późno. Był już koło pięćdziesiątki. Mam przed sobą tomik „Ten i tamten brzeg”. Dał mi go, kiedy ostatni raz z nim rozmawiałem. Leżał w szpitalu, był już bardzo słaby. Wziął jeszcze do ręki brewiarz i chciał, żebyśmy wspólnie się modlili. Księga co jakiś czas wypadała mu z rąk, ale chciał modlić się dalej. Wbrew temu, co wielu o nim myślało, to był bardzo pobożny ksiądz. Tyle że był krytyczny w stosunku do każdego środowiska, także w stosunku do środowiska kapłańskiego. Ale krytyczny w taki sposób, że umiał uznać jego pozytywne strony, chociaż często widział jego bylejakość i miałkość.

Z tego tomiku przytoczę krótki fragment:
Nie możesz dać
czego nie masz
Czego nie możesz dać
to posiada ciebie

My dzisiaj jesteśmy w posiadaniu rzeczy, a posiadamy rzeczy nie po to, żeby się nimi dzielić. On zawsze mówił, że bogaty jest nie ten, kto ma, tylko ten kto daje. Tego nas uczył. Uważał, że poeta to człowiek, który ma prawo pokazywać siebie po to, żeby być wzorcem, autorytetem.

Z jego wierszy wynika, jakby miał poczucie niedorastania do wzorca, który w sobie nosił…

Istotą dobrze rozumianego autorytetu jest właśnie to, że człowiek wie o własnych słabościach, ale umie stawiać wymagania i sobie, i tym, z którymi przebywa. Ksiądz Pasierb swoimi rozważaniami religijnymi oddziaływał najskuteczniej. Widziałem to w Gdyni, gdzie na jego rekolekcje i wykłady przychodziło pół miasta. Był znany głównie na Pomorzu i w Warszawie. Ludzie chcieli go słuchać. W swojej twórczości miał kilka ulubionych tematów: Bóg, miłość, cierpienie, śmierć. To niesamowite, ile razy on pisze o śmierci. Dla niego poezja była najważniejszym środkiem przekazu, wyrażania siebie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl

 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -