23 maja
czwartek
Iwony, Dezyderego, Kryspina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wolny nie tylko z nazwiska

Ocena: 0
538

Wiara to piękno, radość, nadzieja i siła. Dlaczego miałbym się tego wstydzić? Wręcz przeciwnie! Trzeba dzielić się tym, czego świat tak bardzo dziś potrzebuje.

fot. arch. Tomasza Wolnego

Tomasz Wolny, mąż, ojciec i dziennikarz. Przez ostatnie czternaście lat, najpierw w TVN 24, a potem w Telewizji Polskiej, pracował, zdobywając nagrody. Prowadził koncerty, widowiska i inne wydarzenia, np. „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”. Podczas jednego z nich tuż przed wyjściem na scenę dostał od zaprzyjaźnionej łączniczki Zofii Czekalskiej „Sosenki” zrobioną na drutach kamizelkę z powstańczą z kotwicą na sercu. Na rzecz powstańców warszawskich udziela się jako wolontariusz.

– Pomoc i kultywowanie pamięci naszych najwspanialszych bohaterów uważam za swój obowiązek. To wielki zaszczyt móc nie tylko im służyć, ale i słuchać ich. Każde z tych spotkań jest doświadczeniem bezcennym. Mógłbym o tym mówić godzinami, co zresztą uskuteczniam z moimi dziećmi – wyznaje. Dziennikarstwo od początku traktuje jako misję. Fakt, że jest rozpoznawalny, pomaga mu włączać się w wiele akcji. – Nie chodzi mi o zdobywanie lajków ani wspieranie akcji swoim wizerunkiem, ale o zakasanie rękawów i działanie – zapewnia. – Szczególne miejsce w moim sercu zajmują siostry i bracia z zespołem Downa i coroczna urodzinowa akcja z naszą ferajną z 21. chromosomem miłości. Od lat jest ambasadorem Wiosek Dziecięcych SOS i Olimpiad Specjalnych Polska dla osób z niepełnosprawnością intelektualną. – Ci ludzie pokazują, jacy my powinniśmy być: szczerzy, prawdziwi, bezinteresowni, z sercem na dłoni. Życie z niepełnosprawnością może być wielkie, piękne, inspirujące, pełne miłości i radości – wskazuje dziennikarz. Kiedy widzi telefon od dyrektor olimpiad Joanny Styczeń, nawet nie pyta, o co chodzi, tylko melduje gotowość pomocy: Jestem!

 


WIDOK NA MANHATTAN

– Tak naprawdę to nigdy nie chciałem być dziennikarzem – opowiada o swoich planach na życie przed rozpoczęciem studiów. Ukończył Stosunki Międzynarodowe na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. – Myślałem o misjach, o dyplomacji. Od zawsze ciągnęło mnie w świat. Wcześniej z drużyną harcerską przemierzyliśmy Polskę „od Helu do Tatr”. Jako student pracował z kolegą w Londynie na budowie. Potem w Nowym Jorku, najpierw na skefrach, czyli wiszących rusztowaniach, na których murowali i łatali ubytki w wieżowcach. Wysokość na poziomie 80. piętra, wilgotność 100 procent, ponad 40 stopni Celsjusza w słońcu. – Na tej wysokości słychać było już tylko warkot helikopterów i hulający wiatr, ale za to widok na Manhattan jak za milion dolarów. Dostaliśmy ostro w kość. Z moim przyjacielem Arturem harowaliśmy tak, że pod koniec dnia z wyczerpania nie mieliśmy siły odkręcić kranu, aby się umyć – wspomina. Potem była praca kelnera w restauracji. W końcu udało się zarobić na wymarzone praktyki w głównej siedzibie Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, a następnie w polskiej ambasadzie w Meksyku. Kolejne lata spędził w Kalifornii, gdzie chwytał się kilku fachów. Mieszkał w górach, nad jeziorem Tahoe, zimą pracował jako instruktor narciarstwa w wiosce olimpijskiej Squaw Valley, latem malował domy i pracował w kuźni artystycznej, wykuwając żyrandole, poręcze, narzędzia i ozdoby. Kolejnym kontynentem była Ameryka Południowa. – W Brazylii pojechałem do akademii ju-jitsu w Rio de Janeiro, a potem na kilka miesięcy do Argentyny na krótką misję – mówi.

 


MISJA RODZINA

Po siedmiu latach wrócił do Polski z plecakiem pełnym zdjęć, notesem z adresami przyjaciół, nauczony ciężkiej pracy i życiowej mądrości. Rozpoczął pracę w portalu tvn24.pl. Wkrótce został reporterem TVN 24, gdzie poznał przyszłą żonę, Agatę Tomaszewską. W 2009 r. wzięli ślub. Na świat przyszły dzieci: Zosia, Tymon i Halszka. – Agata to dziennikarka z krwi i kości, wyjątkowej klasy profesjonalistka. Jej przygotowanie antenowe, etyka pracy, inteligencja i błyskotliwość są dla mnie inspiracją. Nie tylko zawodowo jest dla mnie wzorem, bo w domu to najlepsza, najukochańsza mama z niewyczerpalnym źródłem pomysłów, sił i cierpliwości dla naszych dzieci. Dzięki niej moja hierarchia życiowa jest prosta: po pierwsze – mąż, po drugie – tata, po trzecie – dziennikarz. W tej kolejności – podkreśla. Dla obojga rodzina jest priorytetem. – Ludzie inwestują w różne dobra: obligacje, złoto, nieruchomości. My zdecydowaliśmy się zainwestować oszczędności naszego życia w to, co w życiu uważamy za najważniejsze i najcenniejsze. W rodzinę i budowanie w niej relacji – mówi Tomasz Wolny. W grudniu wyruszyli w pięcioro w podróż dookoła świata. Przygotowania trwały kilka lat: oszczędzanie, wyrzeczenia, by zgromadzić finanse. Ostatecznie, aby domknąć budżet, sprzedali samochód. – Niemal 80 dni razem, 24 godziny na dobę. Bez postów, zdjęć, filmów czy innych wirtualnych relacji. Liczyła się tylko relacja realna i prawdziwa więź, bycie razem. I to się udało. Podróżowanie z dziećmi z prędkością dwustu pytań na godzinę to przygoda życia – mówi z dumą Tomasz Wolny.

Nie ukrywa, że dom z trojgiem dzieci obok pracy zawodowej wymaga sporo energii i siły. – Sport jest genialną formą spędzania czasu z dziećmi i budowania więzi rodzinnych. Mnie przy tym pozytywnie naładowuje, pozwala zachować formę i zdrowy dystans do wielu spraw, chroni przed nadwagą i zawałami.

Od pewnego czasu służy swoimi sportowymi pasjami innym. Jako właściciel konia, dyplomowany hipoterapeuta i wolontariusz pracuje z małymi dziećmi.

 


KOD Z LEDNICY

– Pomoc słabszym, biedniejszym, chorym czy samotnym to nasz podstawowy ludzki obowiązek. Jan Paweł II mówił, że człowiek jest wielki nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi. Pierwszymi, którzy mi to przekazali, a przede wszystkim pokazali, byli moi rodzice – mówi Tomasz Wolny. – Mama zawsze zaangażowana w przeróżne osiedlowe akcje pomocowe. Tata także żadnej ludzkiej prośby nie zostawił bez odpowiedzi.

– Dostałem od losu wielki prezent. Wychowałem się w szczęśliwej, pełnej rodzinie, w której były i są wyjątkowe relacje. Zarówno między mną i moim rodzeństwem, jak i rodzicami. Rodzina zawsze była dla mnie wsparciem, i nic się nie zmieniło. Choć w naszym rodzinnym M3 na ósmym piętrze w bloku na osiedlu Kopernika w Poznaniu nie przelewało się, to z bratem i siostrą mieliśmy pod dostatkiem tego, co uważam w życiu dziecka za podstawowe i bezcenne – miłości, bliskości, bezpieczeństwa, akceptacji i przykładu żywej wiary. Dom i wierzący rodzice byli tą pierwszą szkołą wiary. Dalej duchowo poprowadzili mnie dominikanie, o. Jan Góra i spotkania młodych na Lednicy.

Na dorocznych spotkaniach młodzieży był kilkanaście razy, w różnych rolach: jako harcerz na służbie, śpiewający w scholi czy zwykły uczestnik. Teraz przyjeżdża, by dzielić się z młodymi ludźmi świadectwem wiary.

– Zawsze było to dla mnie niesamowite przeżycie i doświadczenie żywego Kościoła. Lednica to moje DNA – stwierdza. I zaprasza do przyjazdu na tegoroczne spotkanie, w którym weźmie udział.

– Nie warto żyć normalnie, warto żyć ekstremalnie! – dodaje, zachęcając też do Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, którą w tym roku przeszedł po raz kolejny.

– Samotna nocna wędrówka i medytacja przez ponad 40 km buduje i ożywia bardzo osobistą relację z Bogiem, wzmacnia i hartuje ducha. Daje siłę i inspirację, by płynąć pod prąd, nie popadać w przeciętność, nie ulegać dyktatom mody i wygodnictwu. Dla mnie to szkoła pokory i wdzięczności. Wszystko, co najważniejsze i najpotrzebniejsze, czyli kochająca rodzina, jest mi w życiu dane. Chciałbym tego nie zmarnować, mieć szansę za to wszystko podziękować i „odpracować w polu”. Żyć ekstremalnie, a przy tym pozostać normalnym, naturalnym. I oczywiście wolnym, nie tylko z nazwiska.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 maja

Piątek, VII Tydzień wielkanocny
Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Wspomożycielki Wiernych
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą,
uświęć nas w prawdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 10, 1-12
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

+ Nowenna do św. Urszuli Ledóchowskiej 20-28 maja



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter