24 maja
piątek
Joanny, Zuzanny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wymia na ciosów

Ocena: 0
557

Najpierw Izrael ostrzelał irański konsulat w Syrii. Potem Iran wysłał swoje rakiety i drony w kierunku izraelskiej bazy lotniczej. Izrael odpowiedział atakiem na irańskie instalacje jądrowe. Co dalej?

fot. PAP/EPA/ABIR SULTAN

Szczątki rakiety balistycznej znalezione po ataku Iranu w pobliżu Morza Martwego we wschodnim Izraelu

– Dziękuję naszym przyjaciołom za wsparcie dla obrony Izraela. Przekazali też wszelkiego rodzaju sugestie i rady, doceniam to, ale chcę jasno powiedzieć: sami podejmiemy decyzje, a państwo Izrael zrobi wszystko, co konieczne, aby się bronić – oznajmił premier Benjamin Netanjahu.

O ostrożność i rezygnację z podejmowania jakiejkolwiek akcji zbrojnej apelowali zwłaszcza Amerykanie. Prezydent Joe Biden oznajmił, że USA nie wezmą udziału w żadnej izraelskiej akcji przeciwko Iranowi. Sprawa była prosta: chodziło o uniknięcie eskalacji wojny na Bliskim Wschodzie. Z podobnymi apelami występowali też przedstawiciele Unii Europejskiej.

 


ZMASOWANY ATAK

Iran swój atak uzasadniał ostrzelaniem przez Izrael 1 kwietnia irańskiego konsulatu w Damaszku. Zginęło tam szesnastu Irańczyków, w tym Mohammad Reza Zahedi, jeden z czołowych dowódców tzw. Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej (według Izraelczyków w ostrzelanym budynku była placówka irańskiego wywiadu). W odwecie Iran wystrzelił w kierunku Izraela około 360 rakiet i dronów – tak oceniły izraelskie siły zbrojne. Najwyraźniej chodziło o to, by w ten sposób przełamać izraelskie systemy obrony. Był to atak trzykrotnie większy od największego rosyjskiego uderzenia powietrznego przeciwko Ukrainie. Zastosowano trzy rodzaje broni: dość powolne drony, zdecydowanie szybsze rakiety manewrujące oraz szybsze od dźwięku rakiety balistyczne. Tymczasem efekt tego uderzenia był raczej skromny – według Izraelczyków, obrona miała przechwycić około 99 proc. lecących obiektów. Na ziemię mogły więc spaść tylko cztery, może pięć, wywołując stosunkowo niewielkie szkody.

Izraelska obrona opiera się na trzech elementach: Żelaznej Kopule, Procy Dawida i systemie Strzała. Żelazna Kopuła składa się z kilkunastu baterii mających po trzy lub cztery wyrzutnie rakietowe wyposażone w rakiety Tamir. To system obrony krótkiego zasięgu, od 4 do 70 km. Tamir ma 10-kilową głowicę, mogącą niszczyć samoloty i drony, a także rakiety czy pociski artyleryjskie. Natomiast Proca Dawida (zwana też Magiczną Różdżką), działająca od około sześciu lat, to system średniego i dalekiego zasięgu. Może wykrywać i niszczyć rakiety manewrujące i balistyczne, jak również drony, na odległość do 300 km. W skład jednej baterii Procy Dawida wchodzą cztery pionowe wyrzutnie pocisków, a w każdej może być zamontowanych do 12 kontenerów z jednym pociskiem typu Stunner.

Żelazną Kopułę i Procę Dawida uzupełniają rakiety typu Arrow (Strzała, po hebrajsku Hets), powstałe przy współpracy z Amerykanami. Arrow 3 ma zasięg aż 2400 km i pułap ponad 100 km; może zestrzeliwać wrogie pociski w zewnętrznej sferze atmosfery ziemskiej, czyli na umownej granicy kosmosu. Co ciekawe, Arrow 3 mogą stać się kluczowym elementem europejskiej tarczy antyrakietowej, do której według zapowiedzi premiera Donalda Tuska może też przystąpić Polska.

Obrona przed setkami rakiet i dronów kosztowała Izrael równowartość 4–5 mld zł. Ale Iran też wydał na atak ogromne pieniądze. Irańskie rakiety były zresztą zestrzeliwane także przez Amerykanów i Brytyjczyków, a nawet Jordańczyków. Ci ostatni swoje działanie uzasadnili w szczególny sposób. – Niektóre obiekty, które wleciały w naszą przestrzeń powietrzną, zostały przechwycone, ponieważ stanowiły zagrożenie dla naszych ludzi i obszarów zaludnionych – oznajmił rząd Jordanii w specjalnym oświadczeniu. – Kilka fragmentów [zestrzelonych celów] spadło na terytorium kraju, nie powodując żadnych znaczących szkód.

 


NIE NAPASTNIK, ALE OBROŃCA

Na ataku skorzystał przede wszystkim Izrael. I nie chodzi nawet o to, że wykazał skuteczność swojej obrony powietrznej. W ostatnim okresie kraj ten był postrzegany jako agresor zabijający ludność cywilną Gazy, a atak Hamasu, od którego zaczęła się wojna, popadł w zapomnienie. Teraz Izraelczycy mogą być uznawani za ofiary potężnego (choć nieskutecznego) ataku irańskiego; nigdy nie doszło między obu krajami do starcia na taką skalę. To sytuacja bardzo dla nich wygodna. I rzecz oczywista, że władze Izraela zaczęły planować odwet.

W przeszłości do izraelskich akcji wymierzonych w Iran dochodziło wielokrotnie. W styczniu 2010 r. w ataku bombowym zginął w Teheranie profesor fizyki Massoud Ali-Mohammadi, zajmujący się badaniami nuklearnymi; według władz irańskich, był to zamach izraelski. W listopadzie w podobny sposób zginął profesor fizyki Madżid Szahriari, a w styczniu 2012 r. chemik Mostafa Ahmadi Roszan. Teheran twierdzi, że Izrael stoi też za śmiercią naukowca Mohsena Fakhrizadeha i pułkownika Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej Hassana Sadżdżada Chodedżego w 2022 r.

Zdaniem władz irańskich Izrael, poczynając od 2010 r., organizował też cyberataki przeciwko obiektom nuklearnym, a w 2018 r. agenci Mossadu przejęli w Teheranie tajne dokumenty dotyczące programu atomowego. Używali też dronów, np. w 2022 r. zastrzelili jednego z dowódców Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej. Rok później izraelskie drony atakowały obiekt wojskowy w Isfahanie, a w 2024 r. gazociąg (przynajmniej tak twierdzą Irańczycy).

Skoro tak, izraelski odwet może wyglądać zupełnie nieoczekiwanie. Władze USA spodziewały się, że nie dojdzie do ataku Izraela na dużą skalę, przypominającego to, co zrobił Iran. NBC News, powołując się na czterech anonimowych urzędników (z Białego Domu, a może z Pentagonu), dowodziły, że ewentualna reakcja Izraela będzie miała „ograniczony zakres” i najprawdopodobniej obejmie ataki przeciwko irańskim siłom zbrojnym i wspieranym przez Iran organizacjom terrorystycznym, jak działający w Libanie Hezbollah.

„New York Times” widział kilka możliwości rozwoju sytuacji. Po pierwsze, atak na bazę Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej, ale nie w Iranie, lecz np. w Syrii. Po drugie, uderzenie w symboliczny cel w Iranie. Po trzecie, cyberatak na infrastrukturę irańską. Po czwarte, przeprowadzenie przez Mossad ataków na kilka znaczących irańskich osobistości. I wreszcie po piąte, przekonanie sojuszników do bojkotowania Iranu przez Radę Bezpieczeństwa USA.

Jedno było pewne: Iran może się spodziewać dowolnych wrogich działań izraelskich. Od organizowania zabójstw oficerów i naukowców, poprzez cyberataki, po uderzenie izraelskiego wojska. I w odróżnieniu od Izraela nie dysponuje skuteczną obroną.

 


DOJDZIE DO ESKALACJI?

Co więcej, Izrael może nękać Irańczyków kolejnymi akcjami, różnicując ich cel i zasięg. W sumie, wydając znacznie mniej pieniędzy, może okazać się dużo bardziej skuteczny. Może dziwić, że Teheran zdecydował się na tak spektakularną, a jednak mało efektywną akcję.

Ale sytuacja na Bliskim Wschodzie jest bardzo niestabilna. Wpływają na nią przede wszystkim dwa kluczowe czynniki. Po pierwsze, trwa nierozwiązywalny spór między Izraelczykami i Arabami, a także szerzej: pomiędzy Żydami i muzułmanami. Po drugie, podzieleni są sami muzułmanie. W Iranie, a w mniejszym stopniu w Iraku, dominują szyici, obecni też w Libanie. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Jordania i Egipt zamieszkane są przez sunnitów. Wrogość sunnitów do szyitów jest tak wielka, że bywa silniejsza od niechęci muzułmanów jako całości do społeczności żydowskiej. Ale czasami muzułmanie mogą się zjednoczyć, jeśli poczują się szczególnie zagrożeni przez Izrael.

A przecież wciąż groźna jest sytuacja w Syrii: 5,2 mln mieszkańców tego kraju opuściło zrujnowane domy i żyje w sąsiednich krajach, zwłaszcza w Turcji. Lepiej jest w Iraku, ale i tam bywa niespokojnie. Trwa też wojna domowa w Jemenie, gdzie walczą wspierani przez Iran Huti ze wspomaganymi przez Saudyjczyków oficjalnymi władzami tego kraju. Ta wojna ma niszczące oddziaływanie na cały region, zwłaszcza że toczące się walki już spowodowały katastrofę humanitarną.

Bliski Wschód przypomina zatem wielką beczkę prochu, pod którą już pali się kilka lontów. I choć jest to obszar od nas odległy, to konflikt na dużą skalę będzie oddziaływał i na nas, choćby poprzez wzrost cen ropy naftowej. Bo jeśli na Bliskim Wschodzie dochodzi do wojny, to ropa, a więc i produkty ropopochodne, natychmiast drożeją.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 maja

Piątek, VII Tydzień wielkanocny
Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Wspomożycielki Wiernych
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą,
uświęć nas w prawdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 10, 1-12
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

+ Nowenna do św. Urszuli Ledóchowskiej 20-28 maja



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter