24 maja
piątek
Joanny, Zuzanny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Żyd katolik

Ocena: 0
526

Relacja z Jezusem Chrystusem wszystko zmienia. Jest dużo bardziej wewnętrzna, daje wolność i uniwersalne spojrzenie. - mówi Jean-Marie Élie Setbon w rozmowie z Barbarą Stefańską

fot. Barbara Stefańska

Jak to się stało, że Żyd stał się wyznawcą Chrystusa?

Urodziłem się w zasymilowanej rodzinie żydowskiej we Francji. Od dzieciństwa czułem, że przyciąga mnie Jezus na krzyżu. Nie była to refleksja nad ofiarą, ale odczuwanie czyjejś Obecności. Krzyże miałem okazje spotykać np. w czasie wakacji. Kiedy miałem 12 lat, zacząłem przygotowania do bar micwy, uroczystości, poprzez którą chłopiec staje się dorosły – z religijnego punktu widzenia. Zgłębianie judaizmu nie przeszkadzało mojemu ukrytemu upodobaniu do Chrystusa. W końcu postanowiłem wstąpić do kościoła Sacre Coeur na wzgórzu Montmartre w Paryżu, który widziałem przez okno naszego domu. Powtarzałem te wizyty. Tam też po raz pierwszy podszedłem do Komunii, oczywiście nie wiedząc, że to jest Ciało Chrystusa. Regularnie – i w tajemnicy – uczestniczyłem w Eucharystii, przyjmując Komunię. Jednocześnie uczyłem się w szkole żydowskiej i stawałem się praktykującym żydem, bardziej niż moja rodzina.

Mając 18 lat, postanowiłem szukać Boga w mojej religii. Wyjechałem do Ziemi Świętej. Rozpocząłem studia rabiniczne w ultraortodoksyjnej jesziwie (wyższej szkole talmudycznej). Po ośmiu latach wróciłem do Francji w kapeluszu, z brodą i w czarnym stroju, co było szokiem dla krewnych.

 

Jak się Pan z tym odnalazł we Francji?

Byłem nauczycielem i rabinem w żydowskiej szkole. Przyłączyłem się do chabadzkich chasydów. Wtedy też poznałem moją przyszłą żonę Martine. Ślub wzięliśmy, gdy miałem 26 lat. Wspólnie wyjechaliśmy do Izraela, gdzie chciałem zgłębiać mistykę żydowską. Po dwóch latach wróciliśmy do Francji. Pracowałem jako rabin. Na świat przychodziły dzieci. Kiedy mieliśmy ich siedmioro, żona zachorowała na raka i dwa lata później zmarła. To było w 2004 r. Zająłem się wtedy dziećmi.

 

Czy w tym czasie powracała fascynacja krzyżem i Chrystusem?

Kiedy wróciliśmy z żoną do Francji, powrócił też na dobre mój „Chrystusowy syndrom”. Zacząłem po kryjomu nosić krzyż. Znów chodziłem do kościoła i przyjmowałem Komunię. Nawiązałem kontakt z pewnym dominikaninem, który przychodził do mnie, gdy żony nie było w domu, i rozmawialiśmy. Spotkania skończyły się, gdy żona odkryła mój krzyż i Ewangelię.

Trzy lata po jej śmierci byłem z dziećmi na wakacjach. Nagle przeszył mnie dreszcz i powiedziałem do dzieci: „Kardynał Lustiger właśnie umiera w szpitalu”. Później usłyszałem w telewizji, że kardynał zmarł. Jean Marie Lustiger, nawrócony żyd, dał mi znak. Potem wielokrotnie około drugiej w nocy budziły mnie dreszcze i czułem obecność Jezusa.

We wrześniu 2007 r. natrafiłem na film „Karol”. Jest tam scena, gdy w czasie wojny Jan Tyranowski daje Karolowi Wojtyle książkę św. Jana od Krzyża. „Jan” i „krzyż” – to mnie zaintrygowało. Zacząłem szukać książek tego autora. Kolejnym krokiem było spotkanie z karmelitą, którego mi polecono w księgarni religijnej. Regularnie spotykaliśmy się i rozmawialiśmy. Zaprzyjaźniliśmy się. Zwierzyłem mu się, że w nocy budzą mnie dreszcze i przebywam w obecności Jezusa. Powiedział: „Gdy to się następnym razem zdarzy, zacznij odmawiać Różaniec”. Odpowiedziałem, że nie, bo człowiek nie modli się do jakiejś kobiety, ale do Boga. Zaproponował, żebym odmawiał Zdrowaś Maryjo tak, jakbym do Niej mówił „dzień dobry”. Zgodziłem się. Przed pójściem spać ćwiczyłem, jak się odmawia Różaniec, żeby w nocy od razu zacząć. Zasnąłem, odmawiając Różaniec, a gdy się obudziłem nad ranem, miałem tylko jedno pragnienie: uklęknąć u stóp Maryi.

Zakochałem się w niej. Moja religijność jest maryjna. Ale nie powiedziałbym, że Maryja mnie prowadzi do Jezusa. Po prostu kiedy jestem z Maryją, jestem z Bogiem.

 

Kiedy zaczął Pan myśleć o chrzcie?

Przez spotkaną w kościele zakonnicę nawiązałem kontakt z siostrami betlejemitkami. Całą rodziną, z dziećmi, spędziliśmy w tym klasztorze kontemplacyjnym trzy dni z okazji Wielkanocy. Byłem już katechumenem. Potem pojechałem do betlejemitek w Nemours. Tam w kaplicy przykuł moją uwagę wizerunek Świętego Oblicza. Nagle oczy wizerunku otworzyły się i ogarnął mnie strach. Za chwilę to się powtórzyło i straciłem grunt pod nogami. To był całkowity przewrót. Byłem gotowy odrzucić żydowskie prawo. Bez tej łaski w żadnym wypadku nie byłoby to możliwe dla ortodoksyjnego żyda.

Chrzest przyjąłem 14 września 2008 r., w święto Podwyższenia Krzyża, w klasztorze betlejemitek. Proponowano mi, żeby Benedykt XVI udzielił mi chrztu, gdyż był z pielgrzymką we Francji. Odmówiłem, gdyż chciałem, żeby odbyło się zwyczajnie. Później jeszcze przez 10 lat odbywałem kolejne studia, ale już w Kościele katolickim. Moim tutorem był kard. Georges Cottier, dominikanin, tomista i teolog Domu Papieskiego, z którym spotykałem się w Watykanie.

 

A jak dzieci i krewni przyjęli tę konwersję?

Jeśli chodzi o braci i siostry, to mój chrzest pociągnął za sobą całkowite przecięcie relacji. Dzieci, które były jeszcze dość małe, przyjęły to dobrze. Nie były zdziwione, gdy zmieniłem strój rabina na dżinsy i koszulę. Sposób, w jaki przyjęły moją konwersję, to cud, kolejna łaska.

 

Trudniej było ze wspólnotą żydowską, z którą był pan związany?

O tak, ich reakcja nie była miła. Ale niestety, reakcja wielu przedstawicieli Kościoła katolickiego we Francji też nie była miła.

 

Dlaczego?

Gdyż od Soboru Watykańskiego z Żydami się dialoguje, ale nie wolno im głosić Ewangelii. Kiedy więc nagle rabin nawraca się na katolicyzm, to Kościół ma problem…

 

We Francji łatwiej być Żydem czy chrześcijaninem?

Obecnie – żydem. Republika Francuska bardzo atakuje katolicyzm, biskupi nie stają w obronie Kościoła. Trudno prowadzić szkoły katolickie, podczas gdy nikt nie robi problemów, by Żydzi mieli swoje szkoły.

 

Czuje Pan wsparcie ze strony chrześcijan?

Katolicyzm we Francji jest bardzo uwarunkowany społecznie. Jeśli ktoś należy do mieszczańskiej rodziny katolickiej z dziada pradziada, to jest akceptowane. Ale to są zamknięte grupy, niechętne do wejścia w relację z kimś nowym. Tradycjonaliści zaś są gorliwi, ale nie lubią żydów.

 

W jaki sposób znajomość judaizmu pomaga Panu w rozumieniu chrześcijaństwa?

Skoro Pan Bóg wykonał ze mną tak dużą pracę i posłał mnie, bym był jego sługą, to znajomość źródeł żydowskich odgrywa w tym dużą rolę. Zgłębiałem mistykę żydowską i nadal mogę z niej korzystać. Czasami to sprawia, że mogę mieć inne spojrzenie na Nowy Testament, np. nauczanie Pawła Apostoła. Mam bowiem dostęp do źródeł, z których on sam korzystał w swojej teologii. W Liście do Efezjan Paweł pisze, że Bóg wybrał nas w Chrystusie przed założeniem świata (por. Ef 1,4). Ale przecież wtedy jeszcze nie istniałem i nie było Wcielenia. Skąd Paweł wziął myśl, że zanim jest się stworzonym, jest się wybranym przez Boga? Tu jest potrzebna znajomość mistyki żydowskiej, by lepiej rozumieć Pawła.

 

Jakie różnice w pojmowaniu Boga i relacji z Nim dostrzega Pan w judaizmie i katolicyzmie?

Judaizm zatrzymał się na Torze. W Księdze Wyjścia (Wj 20) Izraelici mówią do Mojżesza, żeby on szedł rozmawiać z Bogiem, bo w nich to wzbudza lęk. Mojżesz mówi im: „Nie bójcie się! Bóg przybył po to, aby was doświadczyć i pobudzić do bojaźni przed sobą, żebyście nie grzeszyli”. Stąd pytanie: dlaczego ten sam Bóg się wcielił?

Żeby zbliżyć się do ludzi…

„Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3,16). Jest to przejście z pedagogii bojaźni do pedagogii miłości. Żydzi wprawdzie też powiedzą, że Bóg nas kocha. Jednak judaizm zatracił tę bezpośrednią relację z Bogiem, z serca do serca. Nie ma takich sytuacji, że ktoś się udaje do synagogi, żeby zwrócić serce do Boga i pomodlić się w ciszy. W Stary Testamencie mamy przykłady więzi osobistej z Bogiem, jednak generalnie judaizm się zinstytucjonalizował.

 

Na co jeszcze otwiera wiara katolicka?

Relacja z Jezusem Chrystusem wszystko zmienia. Jest dużo bardziej wewnętrzna, daje wolność i uniwersalne spojrzenie. Otwiera serce na cały świat, a nie tylko na własny naród. Oprócz tego – spowiedź i przebaczenie. W judaizmie nie ma tak rozumianego przebaczenia. Jest w książkach, ale nie w praktyce. A spowiedź to doświadczenie wręcz mistyczne.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 maja

Piątek, VII Tydzień wielkanocny
Wspomnienie Najświętszej Maryi Panny, Wspomożycielki Wiernych
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą,
uświęć nas w prawdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mk 10, 1-12
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

+ Nowenna do św. Urszuli Ledóchowskiej 20-28 maja



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter