14 lipca
wtorek
Ulryka, Bonawentury, Kamila
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Tajemnica nieba

Ocena: 5
1134

Święci nigdy nie pasowali do tego świata, oni odstawali od niego - mówi o. Józef Augustyn SJ w rozmowie z Ireną Świerdzewską.

fot. Bożena Sztajner

Czy my, zwykli grzesznicy, możemy marzyć o świętości? 

Świętość jest dla wszystkich, dosłownie. Nie jest związana z pozycją społeczną, z wysokim urodzeniem, wykształceniem. Mało tego, właśnie bogactwo, jakie człowiek posiada, zdobywa czy otrzymuje w darze – bywa, że staje się bardziej przeszkodą niż pomocą w dążeniu do świętości. Świętość związana jest najpierw z postawą serca, z otwartością na Boga, intymną więzią z Nim, ze sposobem myślenia.

 

O jakiej postawie i jakim sposobie myślenia Ojciec mówi?

Istotą świętości jest radykalne powierzenie życia Bogu: całym sercem, całą duszą, całą mocą, ze wszystkich sił. Pierwszym, zasadniczym sposobem dążenia do świętości jest zmiana myślenia. Jako ludzie wierzący wiele nieraz robimy od strony obrzędowości, praktyk, ale to często nie ma przełożenia na naszą świętość, ponieważ nasze myślenie o nas samych, o Bogu, o bliźnich, jest nieświęte, pełne złych myśli. Uważamy, że coś się nam należy, ktoś winien nas chwalić, nagrodzić. Ciągle mamy jakieś pretensje, żale, czujemy się pokrzywdzeni, pogrążeni w poczuciu niższości. Ewagriusz z Pontu mówił, że kto kocha prawdziwą modlitwę, a jednocześnie rozpamiętuje się w złu, nie może pozostać wolny od szaleństwa. W zależności od tego, jak ktoś myśli, rozeznaje, ocenia to, co jest w nim samym i w świecie, staje się święty albo nieświęty.

Gościłem ostatnio w pewnej wspólnocie, gdzie odmawia się modlitwę św. Antoniego M. Klareta: „Dzieckiem Niepokalanego Serca Maryi jest ten, kto płonie miłością (...) i usiłuje rozpalić wszystkich ludzi na swej drodze. Nic go nie odstrasza, raduje się w niedostatkach, podejmuje trudy, chętnie się poświęca, znajduje upodobanie w oszczerstwach, radość w udrękach”. Jak my zachowujemy się, kiedy jesteśmy obmawiani, oczerniani, okradani? W „Listach matki” mojej matki, do moich sióstr, które odkryłem niedawno [Anna Augustyn, „Listy matki”, Wydawnictwo M, Kraków 2019], znalazłem niezwykłe wyznanie. Gdy mąż się jej sprzeciwił w ważnej dla niej sprawie, nie obraziła się, ale zareagowała radykalną decyzją duchową: „ja swojej woli nie mam”. Wola Boża – to kluczowe pojęcie, na które często powołuje się w listach do dzieci. Świętość to nieustanne przekraczanie barier wyznaczanych przez konwencje społeczne, mody, ludzkie potrzeby. Święci nigdy nie pasowali do tego świata, oni odstawali od niego.

 

Mama, wychowując dziewięcioro dzieci, zajmując się gospodarstwem, nie miała wiele czasu na modlitwę, nie mogła też być codziennie na Mszy Świętej, za czym tęskniła. Czy nie łatwiej budować świętość w zakonie, gdzie jest czas na budowanie więzi z Jezusem?

Odkryte listy matki, kilkadziesiąt lat po jej śmierci, były dla mnie zaskoczeniem. Rzuciły mnie wręcz na kolana. Pokazują one bowiem, co jest istotą świętości, oraz że nie ma „metody” na zdobywanie świętości. Gdy rozważamy o sposobach modlitwy, rozeznawaniu duchowym, rachunku sumienia – rozmawiamy o metodach życia duchowego, o zimnych narzędziach. Ponad metodami jest postawa serca. Długie modlitwy, rekolekcje, udział w pięknej liturgii, pielgrzymki – wszystko to jest absolutnie względne. Jeżeli człowiek do tego się przywiązuje, wówczas odwodzi go to od świętości. Prowadząc od wielu lat rekolekcje ignacjańskie, zauważam, że pomagają one tylko tym, którzy podchodzą do życia w sposób skruszony, pokornie. Natomiast tam, gdzie gromadzą się żale, pretensje, gdzie brakuje – choćby w małym stopniu – pokory wobec ludzi, wielkiej tęsknoty za Bogiem, wówczas to, co robimy w życiu duchowym, łatwo staje się pożywką dla autokreacji, wyniosłości, pychy, samozadowolenia. Wielkimi „ekspertami” w dążeniu do świętości byli Ojcowie Pustyni, którzy ostrzegali, że długie modlitwy, surowe umartwienia pozbawione pokory łatwo stają się okazją do pychy.

 

Czy widział Ojciec, jak jego mama budowała bliskość z Panem Bogiem?

Byłem świadomy, że jest to bardzo dobra mama, ciepła, dyskretna, cierpliwa, pogodna, otwarta na ludzi. Potrafiła jednak upomnieć stanowczo, ale zawsze z największą miłością. Po śmierci męża, gdy miała więcej czasu, odwiedzała ubogich. To, co było samą istotą świętości, było dla mnie wręcz niewidoczne. Listy ukazują wielkie cierpienie, które mężnie znosiła. Trudne małżeństwo, ciężka praca, tragiczne doświadczenia wojenne, kłopoty z dziećmi, śmierć dziecka – wszystkie te bolesne doświadczenia stawały się wyzwaniem dla jej wiary. Po śmierci siedemnastoletniego syna napisała do córki: „w wyrokach Bożych było, że Kaziu taką śmiercią pójdzie z tego świata, a to dlatego, żebyśmy w tym wielkim bólu i żalu oczyścili nasze serca do większej miłości Bożej, żeby ta miłość nasza ku Panu Jezusowi nie była taka zamącona światem, tylko czysta, piękna i święta”; że tak właśnie przeżywała tę śmierć, dowiedziałem się pół wieku później z odkrytych listów.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 14 lipca

Wtorek, XV Tydzień zwykły Rok A, II
+ Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Kamila de Lellis, prezbitera albo wspomnienie św. Henryka
Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 7,1-9; Ps 48,2-8; Mt 11,20-24
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter