7 czerwca
niedziela
Roberta, Wieslawa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bliźniacy w koloratkach

Ocena: 0
1092

Powiedziałem Bogu, że dla Niego jestem gotów zostawić mieszkanie, pracę i brata.

fot. arch. prywatne

W gronie księży Innocenta i Angelusa Montgomerych z Nowego Jorku czy Paula i Felipego Lizamów z Chile mamy także „naszych” księży biźniaków: Antoniego i Andrzeja Dominów (rocznik 1935) czy Leszka i Roberta Kruczków, wyświęconych w 2001 r. Ale droga Bartosza i Macieja Stasiaków była wyjątkowa.

Mają po 45 lat. Ksiądz Maciej święcenia kapłańskie przyjął 26 maja 2018 r. Jego brat, diakon Bartosz, kończy seminarium Redemptoris Mater w Winnicy na Ukrainie. Księdzem miał zostać 6 czerwca, jednak koronawirus pokrzyżował plany. – Podczas święceń diakonatu to brat nałożył mi dalmatykę – wspomina dk. Bartosz wydarzenie z października 2019 r. – Chciałbym, aby uczynił to także w czasie święceń kapłańskich. Pragnąłbym obecności rodziny i wspólnoty, która kilkanaście lat modliła się o moje powołanie. Ale wszystko w rękach Boga.

 


STOPIONE OSOBOWOŚCI

Słowa o ufności w plany Boże jeszcze 23 lata temu nie przeszłyby mu przez usta. – Byłem nie tylko niepraktykujący, ale i niewierzący, wręcz wrogo nastawiony do Kościoła – wspomina. – Formacji nie mieliśmy ani w domu, ani na katechezie – dodaje jego brat bliźniak, wikariusz parafii św. Tomasza Apostoła na warszawskim Ursynowie. – Trochę do kościoła prowadzał nas ojciec, choć sam był niewierzący. Jako nastolatek powiedziałem, że Boga nie ma, i tak też żyłem.

Braciom nie udało się zdać matury, co pogorszyło ich i tak wątłą samoocenę. Legły w gruzach także plany związane z szermierką wyczynową. – Do tego nasze osobowości stopiły się w jedno, poszliśmy do tej samej pracy, mieszkaliśmy razem, ubrania mieliśmy wspólne i nawet mówiliśmy o sobie „my” – wspomina ks. Maciej. – Nasza relacja była tak silna, że nie byłem w stanie związać się z żadną dziewczyną – zaznacza dk. Bartosz.

Mieli po 22 lata, gdy usłyszeli o Bogu od swojej siostry. – Nie rozumiałem tego, dokuczałem jej – mówi ze wstydem ks. Maciej. – Teraz wiem, że jej świadectwo budziło we mnie tak wielki niepokój, bo dotykało najczulszych strun. Ona jednak była cierpliwa, z pokorą znosiła upokorzenia z mojej strony. Zacząłem czytać Pismo Święte, by ją zagiąć, by udowodnić, że Słowo Boże jest złe i fałszywe. Kiedy dotarłem do listów św. Pawła, spostrzegłem, że złe i fałszywe jest moje życie i ja sam.

– Siostra mówiła o Bogu i wierze tak delikatnie, jakby od niechcenia, że nawet mnie to zaintrygowało – opowiada dk. Bartosz. – Poszedłem na pierwsze spotkanie jej wspólnoty neokatechumenalnej, potem na kolejne, i w ten sposób wróciłem do Kościoła. Po jakimś czasie zacząłem zadawać sobie pytanie o Boże plany co do mnie. Kapłaństwo przemknęło mi przez myśl, ale szybko ją odepchnąłem: bez matury?

Maciej, także w neokatechumenacie, borykał się z tymi samymi problemami. – Chciałem ponownie przystąpić do matury – wspomina. – To był ogromny wysiłek. Do tego ta nasza relacja. Trudno mi było myśleć o jakimkolwiek powołaniu, uciekałem przed tym.

Ale gdy tylko zaczynał się modlić o rozeznanie woli Bożej, wracała myśl o kapłaństwie. – Więc przestałem się modlić – mówi ks. Maciej. W neokatechumenacie przeszedł jednak porządną formację. – Tam Bóg uzdrowił mnie z wielu lęków i życiowych paraliżów.

 


UPUSZCZANIE KRWI

Momentem przełomowym był wyjazd do Ziemi Świętej w 2009 r. Wybierał się tam Benedykt XVI i prosił wspólnoty na świecie o towarzyszenie mu w tej pielgrzymce. – Nastawiałem się na wycieczkę –przyznaje ks. Maciej. – A tam towarzyszący nam księża „męczyli” mnie pytaniami o powołanie, od czego uciekałem. Od wędrownego katechisty usłyszałem: „Kto chce rozeznać swoje powołanie, niech przyjrzy się temu, przed czym ucieka”.

I Maciej zaczął się przyglądać: swojemu buntowi przeciw Bogu, unikaniu myśli o seminarium, o posłudze księdza. – Po powrocie do Polski znów zacząłem się modlić o rozeznanie powołania – mówi 11 lat później. – Coraz wyraźniej widziałem siebie na ścieżce kapłaństwa. Miałem 35 lat, gdy ponownie zacząłem przygotowywać się do matury. Nadal nie wierzyłem, że ją zdam. Ale na egzamin poszedłem, bo wierzyłem, że Bóg mi pomoże. I rzeczywiście, miałem poczucie, jakby przez te kilka godzin ktoś mi dyktował. To utwierdziło mnie w obranej drodze.

Została jeszcze kwestia relacji z bratem. Bez niego nie umiał funkcjonować. Katechiści ze wspólnoty zasugerowali, by bracia przestali razem mieszkać i pracować, mieć wyłącznie wspólnych znajomych. – Moment wyprowadzki Bartosza był niezwykle bolesny, czułem, jakby mi ktoś krwi upuszczał – przyznaje ks. Maciej. – A ja miałem poczucie rozrywania – dodaje dk. Bartosz.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 7 czerwca

Niedziela, X Tydzień zwykły, Uroczystość Najświętszej Trójcy
Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu,
Bogu, który jest i który był, i który przychodzi.

+ czytania liturgiczne (rok A, II): Wj 34,4b-6.8-9; Dn 3,52-56; 2 Kor 13,11-13; J 3,16-18
+ komentarz Bractwa Słowa Bożego
+ komentarz tygodnika Idziemy

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter