20 listopada
środa
Anatola, Sedzimira, Rafala
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Agresja ze wschodu

Ocena: 0
685

Jest 17 września 1939 roku. Już ponad dwa tygodnie trwa wyniszczająca Polskę wojna z Niemcami, tymczasem przed świtem wojska sowieckie przekraczają granicę z Polską: około 460 tys. żołnierzy, ponad 5 tys. czołgów i ponad 3 tys. samolotów.

fot. archiwum / domena publiczna

Nawała ta runęła na liczące kilkanaście tysięcy żołnierzy strażnice Korpusu Ochrony Pogranicza i na polskie jednostki tyłowe. O godz. 3 w nocy do Ludowego Komisariatu (ministerstwa) Spraw Zagranicznych ZSRR został wezwany ambasador RP Wacław Grzybowski. Zastępca komisarza (wiceminister) Władimir Potiomkin odczytał mu notę podpisaną przez swojego szefa Wiaczesława Mołotowa: „Państwo polskie i jego rząd faktycznie przestały istnieć. (…) Biorąc pod uwagę tę sytuację, rząd sowiecki wydał rozkazy naczelnemu dowództwu Armii Czerwonej, aby jej oddziały przekroczyły granicę i wzięły pod obronę życie i mienie ludności zachodniej Ukrainy i zachodniej Białorusi”.

Grzybowski odmówił przyjęcia noty. „Odpowiedziałem mu na to, że jest to jednostronny i samowolny akt rządu sowieckiego w stosunku do Polski, z którą ma pakt o nieagresji, wciąż obowiązujący tak rząd sowiecki, jak i rząd polski. Potiomkin na to odpowiedział, że rząd polski nie istnieje, nie istnieje więc i pakt, i polscy dyplomaci” – wspominał Grzybowski. Ostatecznie umożliwiono naszym przedstawicielom opuszczenie Rosji, a pomógł w tym… ambasador Niemiec Friedrich-Werner von der Schulenburg.

 


W KUTACH I KOSOWIE

Kilka godzin po rozmowie Potiomkin-Grzybowski polska ambasada w Moskwie przesłała informacje o ataku do polskiej placówki w Bukareszcie, ta zaś do polskiego konsula w Czerniowcach – i wkrótce potem wiadomość trafiła do Polski. Szef polskiego MSZ Józef Beck odpisał do Grzybowskiego: „Wojska nasze stawiły czynny opór inwazji sowieckiej. Całkowicie aprobuję zachowanie Pana Ambasadora”.

W tym czasie polski prezydent i rząd znajdowali się w Kutach i Kosowie, położonych tuż przy rzece Czeremosz, będącej granicą z Rumunią. Czemu właśnie tam? Wynikało to z koncepcji obrony przed Niemcami tzw. przedmościa rumuńskiego, czyli południowo-wschodniego „trójkąta” polskich ziem, w oczekiwaniu na ofensywę francuską i dostawę broni (zwłaszcza samolotów), która płynęła statkami do rumuńskiej Konstancy. Ale choć daleko od linii frontu, były Kuty położone blisko granicy sowieckiej – około 50 km.

Minister Beck pisał: „W czasie kolacji [17 września], około godziny 20.15, Premier zatelefonował, komunikując, że wojska sowieckie pancerne i kawaleria znajdują się w odległości nie więcej 30 km od Kut, wobec czego w ciągu paru godzin grozi ostateczne odcięcie od granicy rumuńskiej. Na moje pytanie, jakimi środkami rozporządzamy dla zatrzymania marszu wojsk sowieckich, otrzymałem odpowiedź, że żadnymi poza eskortą Prezydenta, która według słów generała Schally składa się z 12 żandarmów obecnych w Kutach i około 40 żołnierzy oddziału zamkowego z niewiadomym miejscem postoju. Premier, powołując się na Naczelnego Wodza, żądał natychmiastowego przejścia granicy rumuńskiej przez Prezydenta i Rząd”.

Prezydent Ignacy Mościcki wydał wówczas orędzie: „Gdy armia nasza z bezprzykładnym męstwem zmaga się z przemocą wroga od pierwszego dnia wojny aż po dzień dzisiejszy, wytrzymując napór ogromnej przewagi całości bez mała niemieckich sił zbrojnych, nasz sąsiad wschodni najechał nasze ziemie, gwałcąc obowiązujące umowy i odwieczne zasady moralności. (…) Z przejściowego potopu uchronić musimy uosobienie Rzeczypospolitej i źródło konstytucyjnej władzy. Dlatego, choć z ciężkim sercem, postanowiłem przenieść siedzibę Prezydenta Rzeczypospolitej i Naczelnych Organów Państwa na terytorium jednego z naszych sojuszników”.

Zastępca Becka, Jan Szembek, opisywał późniejsze wydarzenia: „Do granicy rumuńskiej przez most na Czeremoszu mieliśmy niecałe dwa kilometry (…) droga była zapchana nieprzebraną ilością samochodów: licząc na oko, było ich niewątpliwie wyżej tysiąca. Mieszanina wozów rządowych, dyplomatycznych, prywatnych oraz samochodów ciężarowych zalegała i zatarasowywała wąską drogę. (…) Przeszliśmy piechotą przez most i przekonaliśmy się, że przejazd do Rumunii jest wolny, i że Rumuni dość szybko samochody przepuszczają. Po godzinie 9 wieczór pożegnaliśmy się z granicą Polski”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 listopada

Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem, abyście szli i owoc przynosili.
Dziś w Kościele:
+ środa, XXXIII tydzień zwykły, wspomnienie obowiązkowe św. Rafała Kalinowskiego, prezbitera
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 2 Mch 7,1.20-31; Ps 17,1.5-6.8.15; Łk 19,11-28
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -