18 czerwca
poniedziałek
Marka, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Wojna potrwa długo

Ocena: 0
1075

Niedawne informacje o śmierci rosyjskich najemników w Syrii uświadomiły już wszystkim, że wojna domowa w tym kraju przybrała charakter międzynarodowy.

Miasto Guta niedaleko Damaszku jest ostatnio areną krawawych walk; fot. PAP/EPA/MOHAMMED BADRA

W Syrii oprócz zwaśnionych stron: rządu i jego przeciwników zaangażowane są potężne siły z zagranicy. Tymczasem Syrię dotyka gigantyczna katastrofa humanitarna. ONZ szacuje, że każdego dnia kraj ten opuszcza 5 tys. osób. W wyniku siedmiu lat walk swoje domy opuściło 13 mln ludzi, z czego połowa wciąż pozostaje na terytorium Syrii. Do Europy trafił ich milion, z czego ponad połowa do Niemiec, do Turcji 3,4 mln, a w sąsiednim, niewielkim Libanie, jest ich także około miliona. To zaś powoduje, że wiele państw odczuło skutki wojny syryjskiej bezpośrednio  u siebie.


Rosjanie na wojnie

Moskwa zdecydowanie popiera prezydenta Syrii Baszara Asada. Syria była w przeszłości ważnym bliskowschodnim sojusznikiem Związku Radzieckiego, a po upadku ZSRR lewicowy rząd syryjski utrzymał bliskie kontakty z Rosją. W Tartus od dawna funkcjonuje rosyjska baza morska; podpisana w 2017 r. umowa przewiduje jej dzierżawę na 49 lat i prawo do obecności w niej do 11 okrętów rosyjskich. W Hmeimim niedaleko Latakii zaś istnieje od 2015 r. rosyjska baza lotnicza.

W październiku 2015 r. rozpoczęły się rosyjskie naloty w Syrii (i zapewne dlatego stworzono bazę Hmeimim). Według Moskwy, uderzono na „kryjówki terrorystów” z tzw. Państwa Islamskiego – jednak w rzeczywistości głównymi celami Rosjan były siły opozycji syryjskiej, z ISIS nie związane. Ostatnio siły rosyjskie wraz z wojskami rządowymi atakują wschodnią Gutę niedaleko Damaszku, oficjalnie – islamistów, a zdaniem źródeł zachodnich – opozycję syryjską i cywilów.

Na początku lutego pojawiły się informacje, że w wyniku amerykańskiego ataku lotniczego w prowincji Deir al-Zor zginęli rosyjscy najemnicy. Podawano różne liczby; agencja Reuters pisała o trzystu osobach zabitych i rannych, z których część trafiła do szpitali pod Moskwą i w Petersburgu.

Francuska stacja telewizyjna France 24 opisywała rozmowę z rosyjskim najemnikiem, mieszkającym w Jekaterynburgu. Jak twierdził, co tydzień zgłasza się do niego kilku zainteresowanych wyjazdem do Syrii. I zainteresowanie to wzrosło po tym, jak rosyjski MSZ poinformował, iż 7 lutego w kraju tym, w wyniku amerykańskiego bombardowania, zginęło pięciu (a nie trzystu…) Rosjan. „Teraz bardziej, niż o pieniądze, chodzi im o zemstę” – dowodził najemnik. Ale on sam twierdzi, że podczas amerykańskiego bombardowania zginęło 218 jego rodaków. Do kraju powróciło jak na razie tylko 150 zwłok.

„Jeśli podpisałeś kontrakt z prywatną firmą, sprzedałeś się im za pieniądze” – twierdzi wspomniany najemnik. I wcale się nie dziwi, że rodziny zabitych wciąż nie wiedzą, co się z nimi stało. Jego zdaniem, żadna informacja nie pojawi się przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi w Rosji.

Wagner PMC (Private Military Company – Prywatna Firma Wojskowa) została w czerwcu 2017 r. objęta amerykańskimi sankcjami, bo bierze udział w walkach w Donbasie. Zdaniem Amerykanów, jej szefem jest Dmitrij Utkin. Ze źródeł rosyjskich wynika, że Utkin służył wcześniej w specjalnej brygadzie rosyjskiego wywiadu wojskowego GRU. Do Syrii wyjechał w 2013 r. z grupą bojowników wynajętych przez firmę Slav Corps. GRU podobno wciąż nadzoruje działalność Wagnera. Firma może mieć w Syrii aż 2,5 tys. ludzi. Zarabiają tam oni nawet do 300 tys. rubli (15 tys. zł) miesięcznie. Wagner jest ponoć finansowany przez bliskiego Władimirowi Putinowi biznesmena Jewgienija Progożina.

Dlaczego Rosjanie działają jako najemnicy? Przede wszystkim, jest to wygodne dla Moskwy – oficjalnie władze rosyjskie nie są w to zaangażowane. Podobnie zresztą działają Amerykanie w Iraku, gdzie funkcjonują amerykańskie firmy wynajmujące „ochroniarzy”, a faktycznie – najemników. Wagner miał jakoby pomóc Asadowi odbić Palmyrę: najpierw zaatakowali Rosjanie, a dopiero potem, już przed kamerami – Arabowie.


Amerykanie na dłużej

Ale oczywiście dużo bardziej, niż Rosjanie, w Syrii zaangażowani są Amerykanie. Oczywiście wcale przez rząd tego kraju nie zaproszeni. Od 2014 r. wspierali syryjską opozycją i zwalczali ISIS, a od 2017 r. rozpoczęli też ataki na syryjskie wojska rządowe.

USA najpierw przekazywały tzw. Wolnej Armii Syrii (z początku była to główna siła opozycyjna, dziś w rozsypce) pomoc humanitarną i sprzęt, ale potem rozpoczęły też szkolenie rebeliantów. Od 2014 r., razem z Arabią Saudyjską i kilkoma mniejszymi państwami arabskimi, zaczęły atakować siły ISIS w Syrii. Natomiast działania przeciwko siłom rządowym mają obecnie na celu – jak wskazała rzeczniczka Białego Domu Sarah Sanders – doprowadzenie do przerwania walk sił rządowych z opozycją i zaniechania represji wobec ludności cywilnej. – Myślę, że prezydent [Trump] przekazał reżimowi Asada tę wiadomość już jakiś czas temu. I teraz tylko ją ponawiamy – mówiła. Oficjalnie Waszyngton nie domaga się ustąpienia Asada, ale zdecydowanie potępia jego działania, np. użycie gazów bojowych. To on obwiniany jest o użycie śmiercionośnego sarinu w 2017 r. w Chan Szajchun, ale czy rzeczywiście to ludzie Asada go użyli, nie jest pewne. Teraz jednak Trump grozi syryjskiemu prezydentowi „konsekwencjami”, jeśli „znów użyje gazów bojowych”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarz, politolog, analityk, działacz społeczny. W przeszłości związany z "Tygodnikiem Demokratycznym", "Kurierem Polskim" i "Rzeczpospolitą". Specjalizuje się w tematyce wschodniej.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły