4 grudnia
piątek
Barbary, Krystiana, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kuba Anatom Nowak: Wiara niezwyciężona rodzi się na spotkaniu z Jezusem

Ocena: 0
2732

„Wiary moim zdaniem nie da się nauczyć. Nie można jej wyczytać z mądrej książki, pojąć rozumem w ramach pouczającego wykładu czy pięknej historii opowiedzianej ustami blogera, księdza, rapera" – twierdzi Kuba Anatom Nowak (facebook.com/an4tom) w Kampanii „Siedem dusz".

Fot. Kampania "Siedem dusz"

– Taką wiarę teoretyczną można obalić bardzo łatwo, na przykład poprzez zamach na jakąś wyższą wartość, chociażby życie. Wiara niezwyciężona rodzi się w drodze, na spotkaniu. Brzmi bardzo górnolotnie, filozoficznie? Spróbuję prościej. Jeżeli nie wiem, kim osobiście jest DLA MNIE Jezus, nie dla całej ludzkości, nie według katechizmowej regułki, ale DLA MNIE. Jeżeli nie potrafię opowiedzieć o chociażby jednym spotkaniu z Nim, które nieodwracalnie odmieniło moje życie, to najpewniej nie wierzę naprawdę. Jeśli jednak rzeczywiście spotkałem Jezusa i pielęgnuje w sobie to niezwykłe doświadczenie, to NIKT nie będzie w stanie mi wmówić, że On nie istnieje.

No bo jak mógłby nie istnieć, skoro JA GO SPOTKAŁEM!?

Chciałbym Cię zaprosić, abyś wyruszył(-ła) w drogę na swoje osobiste spotkanie ze Zbawicielem, bo choćbyś przeczytał(-ła) setki takich świadectw, jak te tutaj. Jeśli sam(-ma) nie doświadczysz tej absurdalnej miłości, która przemienia wszystko – to nie uwierzysz, bo to jest doprawdy NIEWIARYGODNE!

Nazywam się Kuba, mam 27 lat i odkąd pamiętam byłem marzycielem. Pochodzę z rodziny o modelu dosyć typowym jak na dzisiejsze czasy – tata alkoholik, mama starająca się być tatą i mamą w jednej osobie i starszy brat, w wielu sytuacjach zastępujący tatę dla mnie, a życiowego partnera i oparcie dla mamy. Wiara w naszym domu była tylko w teorii, jak w wielu na pozór katolickich rodzinach. Nie przywiązywałem więc do niej zbyt dużej wagi. Marzyłem o wielkiej karierze muzyka i byłem pewien, że ta droga da mi spełnienie i szczęście. Robiłem co mogłem, aby tak się stało. Chciałem w ten sposób być lubiany, akceptowany, kochany. Mając 14 lat, zacząłem grać koncerty. Doświadczyłem wtedy świata rozrywki od wewnątrz. Pochłonął mnie on na długie 7 lat.

Zabawa i rock’n’rollowy styl życia sprawiały mi ogromną przyjemność. Wtedy to było moim szczęściem. Nie widziałem w tym nic złego, ponieważ masa moich idoli z tamtego czasu żyła w taki sposób i wyglądała na zadowolonych. Chciałem dla siebie takiego samego scenariusza. Bardzo szybko wpadłem w sidła wielu uzależnień, z czego na tamten moment kompletnie nie zdawałem sobie sprawy. W konsekwencji raniłem swoją rodzinę, zawaliłem szkołę, rozwój sportowy. Odciąłem wiele wartościowych relacji, które zamieniłem na bezwartościowe, przelotne i destrukcyjne znajomości. Koniec końców, przez lenistwo i wieczną zabawę, przegrałem nawet swoją wymarzoną muzyczną karierę, która była dla mnie najważniejszym życiowym celem. Mając 21 lat, w 2014 r. zaraz przed rozpoczęciem wakacji, zostałem z niczym.

Całe tamto lato wspominam jako stromą równia pochyła w dół, która w efekcie doprowadziła mnie na skraj życia i śmierci. Wyrzuty sumienia męczyły mnie przy każdej możliwej okazji, a nadzieja na jakąkolwiek zmianę bezpowrotnie odeszła. Na początku września dałem sobie ostatnią szansę na zmianę, a w wypadku niepowodzenia postanowiłem odebrać sobie życie.

W sobotę 13 września, w dzień planowanego przeze mnie samobójstwa, w moim rodzinnym mieście odbywało się wydarzenie w ramach akcji Wspólny Mianownik. Były to spotkania organizowane przez chrześcijańskich raperów, mające na celu dobrą zabawę przez muzykę i sport. Jednak w dodatku z ewangelizacją i wspólną modlitwą nie były dla mnie atrakcyjną opcją. Nie planowałem się tam wybierać, jednak ciekawość i zwyczajny „zbieg okoliczności” zwyciężyły. Około godz. 15:00 znalazłem się na ogrodach kościoła, przy którym odbywało się spotkanie. Nadmienię, że w tamtym okresie czasu do kościoła chodziłem jedynie w okresie Świąt Wielkanocnych, a spowiadałem się ostatni raz przed przyjęciem Sakramentu Bierzmowania, czyli jakieś 3 albo 4 lata wcześniej.

Po chwili bezczynnego stania i gapienia się w radosny tłum, wdałem się w rozmowę z Olą, moją koleżanką z ‘dawnych czasów’. Ola była także osobą po przejściach, zapewne nawet cięższych niż ja. Opowiadała mi historię swojego nawrócenia z gigantycznym uśmiechem na twarzy. W tamtej chwili byliśmy jak dwie skrajności stojące naprzeciw siebie. Jednak w moim sercu pojawiła się iskierka nadziei. Pomyślałem, że „może warto spróbować? Przecież nie masz nic do stracenia!” Ola po tym wydarzeniu zaprosiła mnie na afterparty, a ja – nie wiedzieć czemu – od razu się zgodziłem. Skazałem się na całą noc z „nawiedzonymi kato-świrami”. Ale to właśnie tamto spotkanie odmieniło moje życie. Po raz pierwszy zobaczyłem ludzi naprawdę szczęśliwych, którzy na sto procent postanowili żyć Ewangelią. Byli jakby nie z tego świata! Ich otwartość, serdeczność, dobroć i miłość, bijące na wszystkie strony, wydawały się tak nierealne, niespotykane w świecie, w którym żyłem do tej pory! Byłem pewien, że skoro dzisiaj ludzie potrafią tak żyć i to im zupełnie wystarcza, to musi być Bóg, który ich do tego uzdolnił. I wtedy zdecydowałem się pójść tą samą drogą.

„Pamiętasz? Tamtego dnia miałem nie żyć, a tu się życie zaczęło od nowa”.

Dzisiaj, po sześciu latach od tamtej chwili, jestem szczęśliwym Bożym Dzieckiem, mężem, synem, bratem, przyjacielem, posiadaczem własnego mieszkania, raperem i ewangelizatorem, Młodym Wilkiem Popkillera i można by tak wymieniać i wymieniać! Wiem, że wtedy na Wspólnym Mianowniku spotkałem Jezusa. W Oli i w jej historii, w każdym z ekipy na afterparty. Spotykam Go do dzisiaj. Regularnie pozwala mi się poznawać, a przyjaźń z Nim, to najwspanialsza przygoda mojego życia! Zapytacie, czy wszystko idzie jak po maśle i życie jest lekkie jak nigdy wcześniej? Jasne, że nie! Szczerze, to największe wyzwanie przed jakim kiedykolwiek stałem. Najtrudniejsza droga, jaką mogłem sobie wybrać! Ale kupił mnie swoją Miłością i wiem, że nic i nikt już nigdy nie da mi tego samego.

„Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6, 68) – Twój, Jakub

Czytaj także:

Kampania "Siedem dusz" - pierwsze świadectwo!

"Siedem dusz" - świadectwo Moniki i Marcina Gomułków

Życie z Jezusem to wspaniała przygoda! - świadectwo Mikołaja Kapusty

Skład „Siódemki":

1. Ks. Teodor Sawielewicz "Teobańkologia"
facebook.com/teobankologia
2. "Początek Wieczności" (Monika i Marcin Gomułkowie)
facebook.com/malzenstwojestboskie
3. Mikołaj Kapusta "Dobra Nowina"
facebook.com/dobranowinanet
4. Jakub "Anatom" Nowak
facebook.com/an4tom
5. Ks. Michał Olszewski SCJ
facebook.com/KsMichalOlszewski
6. "BÓGowscy" (Zuzia i Michał "PAX" Bukowscy)
facebook.com/pg/BOGowscy
7. Sebastian Banasiewicz
facebook.com/banasiewiczblog

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 4 grudnia

Piątek, I Tydzień Adwentu
+ Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Jana Damasceńskiego, prezbitera i doktora Kościoła albo wspomnienie św. Barbary, dziewicy i męczennicy
Oto nasz Pan przyjdzie z mocą
i oświeci oczy sług swoich.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Iz 29,17-24; Ps 27,1bcde.4.13-14; Mt 9,27-31
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter