24 czerwca
poniedziałek
Jana, Danuty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bóg wyprowadza z kryzysu

Ocena: 0
264

Jego życie zaczęło się sypać: utrata pracy i mieszkania, niepowodzenia w relacjach, wypadek. W wieku 33 lat doświadczył żywego Boga, który wlał w jego serce miłość i pokój. Wtedy rozpoczął pracę z osobami bezdomnymi.

fot. arch. prywatne Marcina Ostrowskiego

Wychowywał się w wierzącej rodzinie, z tradycjami katolickimi. Kiedy miał półtora roku, ojciec odszedł. Mama związała się z innym mężczyzną. Pod względem finansowym chłopcu niczego nie brakowało, odczuwał jednak tęsknotę za tatą.

– Nieraz płakałem w poduszkę, przyrzekając sobie, że w przyszłości będę takim ojcem, jakiego nigdy nie miałem – wspomina Marcin Ostrowski.

 


PUSTKA I PIELGRZYMKA

Chciał być spełnionym i szczęśliwym człowiekiem. Ciągle za czymś gonił. Zatrudnił się w rodzinnym warsztacie samochodowym, potem w gastronomii, w agencji reklamowej, współprowadził punkt handlowo-usługowy, pracował w mediach, prowadził z przyjacielem restaurację i próbował zarabiać na giełdzie. Nic mu się jednak nie układało. Czuł coraz większą pustkę. Pragnął mieć rodzinę, ale kolejne związki szybko się rozpadały. Pod koniec lat 90. uzależnił się od heroiny.

Kiedy w 1997 r. z pielgrzymką do Polski przyjechał Jan Paweł II, mama Marcina załatwiła dwie wejściówki na Mszę Świętą z papieżem. Sama nie mogła pojechać do Warszawy, więc wysłała syna i młodszą córkę. Wyjeżdżając do stolicy, Marcin spotkał się z dilerem narkotyków i kupił od niego całą torbę heroiny. Jeszcze przed rozpoczęciem Eucharystii poszedł zapalić.

– Zaczęła się homilia, a ja po półgodzinie całkowicie wytrzeźwiałem. Byłem zły na dilera, bo myślałem, że sprzedał mi lewy towar – przyznaje. Musiał pilnować siostry, więc w końcu stanął w jednym miejscu i cierpliwie słuchał słów Ojca Świętego.

– Uświadomiłem sobie, że muszę zerwać z nałogiem, bo jeśli tak dalej będzie, to skończę jako bezdomny na dworcu lub złodziej. W najgorszym wypadku ktoś mnie zabije – mówi. Tamtego dnia po raz ostatni sięgnął po heroinę.

 


PRZEGRAŁEM WSZYSTKO

Po powrocie do domu spakował się i wyprowadził się z domu rodzinnego do dziadka. Niedługo potem stracił oszczędności i mieszkanie. – Pożyczyłem pieniądze uzyskane ze sprzedaży własnego mieszkania dziadkowi, aby mógł spłacić zobowiązania w warsztacie i zainwestować. W zamian miał przepisać swoje mieszkanie na mnie lub w ciągu paru miesięcy odkupić je dla mnie. Jednak ciężko zachorował i w ciągu kilku miesięcy odszedł, a rodzina pozbawiła mnie tego mieszkania – tłumaczy.

Potem cudem przeżył wypadek komunikacyjny. Miał 94 proc. zaniku funkcji życiowych, był częściowo sparaliżowany i sześć miesięcy spędził w szpitalu.

Po opuszczeniu placówki wydawało mu się, że najlepszym sposobem na polepszenie sytuacji materialnej będzie gra na giełdzie. – Przegrałem nie tylko wszystkie swoje pieniądze, ale również te, które pożyczyłem od innych. Nie miałem sił, aby od początku budować swoje życie – wspomina.

 


WEJŚCIÓWKA DO NAWRÓCENIA

Dziewczyna, z którą się wtedy umawiał, przyniosła mu wejściówkę na trzydniowe rekolekcje. Spotkanie z kapłanem głoszącym Słowo Boże pozwoliło Marcinowi uwierzyć w Boga i zaprosić Go do codzienności.

– Doświadczyliśmy z narzeczoną cudu przemiany serca. Bóg wprowadził nas w zupełnie inny świat. Zaczęliśmy żyć w czystości, zrozumieliśmy, że małżeństwo to wzajemne obdarowywanie się – mówi Marcin.

Po szczerej modlitwie serca siedział i płakał. Zobaczył całe swoje życie z Bożej perspektywy. – On zawsze się starał, abym Go zobaczył, był przy mnie obecny w różnych znakach, dbał o mnie, tylko ja nie potrafiłem tego dostrzec – zamyśla się mężczyzna.

 


OLŚNIENIE PRZY KAWIE

Pomysł założenia fundacji „Ja Jestem” zrodził się pewnego październikowego poranka, gdzieś pomiędzy kolejnymi łykami kawy.

– Siedziałem nad kubkiem, myśląc o swoim życiu. A dokładnie o tym, co bym chciał robić, gdybym miał wszystko, gdybym był już spełniony i niczego nie potrzebował. Pomyślałem: wziąłbym Pismo Święte i poszedł do osób bezdomnych! Aby podzielić się z nimi Ewangelią o Jezusie, który może odmienić ich życie, tak jak kilka lat temu odmienił moje – opowiada Marcin.

Jak teraz wygląda jego codzienność? – Jest pełna kryzysów i błędów – rozkłada ręce Marcin – ale wiem, że Jezus mnie z nich wyprowadzi. I nawet kiedy wszystko wokół się wali i z wieloma sprawami nie mogę sobie dać rady, to wiem, że pewnego dnia On to jakoś poukłada, bo do Niego należy ostatnie słowo.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Doktor z zakresu edukacji medialnej i dziennikarstwa


redakcja@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 24 czerwca

Poniedziałek, XII Tydzień zwykły
Uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela
Jan przyszedł świadczyć o światłości,
aby przygotować Panu lud doskonały.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Łk 1, 5-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter