21 lipca
niedziela
Daniela, Diany, Wawrzynca
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Śpiew, wiara i rodzina

Ocena: 5
1234

Krystyna Szostek-Radkowa – legenda muzyki operowej i sakralnej, uhonorowana niedawno medalem „Za zasługi dla Archidiecezji Warszawskiej”, opowiedziała „Idziemy” o swoim życiu, karierze, wierze i niezwykłym małżeństwie. 

fot. Radek Molenda / Idziemy

Przytulne mieszkanie z widokiem – jak z obrazów Canaletta – na warszawski Plac Teatralny. Na stole pączki i pyszna kawa, a przy stole skromnie siedzi najlepszy polski powojenny mezzosopran: Krystyna Szostek- Radkowa. Choć – jak mówi – nie czuje swojego wieku, 14 marca skończyła 86 lat, z czego 65 lat w pracy artystycznej. – Ludwiczku, usiądź z nami – prosi męża, z którym od ślubu w listopadzie 1954 r. rozstawali się tylko wtedy, gdy wyjeżdżali na koncerty. Ludwik Radek jest wybitnym skrzypkiem, jednak jak zawsze pozostawał w cieniu słynnej żony, tak i teraz oddaje jej głos. 

 

Urodzona, by śpiewać 

Śpiewaczy talent odkrył w córce ojciec, także śpiewak operowy, tenor, współzałożyciel w 1945 r. Opery Śląskiej w Bytomiu. – Wychowywałam się w domu pełnym muzyki a wieczorami – w kanale orkiestrowym, słuchając, jak tata śpiewa – mówi artystka. – Nauczył mnie wszystkiego, także jak się zachowywać w artystycznym świecie, a najbardziej punktualności i prawdomówności. 

Debiutowała jako czterolatka, stojąc na krześle i śpiewając dziecięcą piosenkę o zimie w Polskim Radiu Katowice. Po wojnie było liceum muzyczne i studia w Wyższej Szkole Muzycznej w Katowicach, którą ukończyła w 1959 r. z najwyższym wyróżnieniem. Już na II roku dała swój pierwszy koncert oratoryjny: „Juda Machabeusz” G.F. Händla. 

– Byłam zawsze uparta i kiedy ktoś zwracał mi uwagę, że robię jakiś błąd, ćwiczyłam, aż wyćwiczyłam – wspomina. 

Nie dziw, że szybko zaczęła śpiewać z najlepszymi: Bogdanem Paprockim, Kazimierzem Kosowskim, Stefanią Woytowicz czy Kazimierzem Pustelakiem. 

Już w 1957 r. została zaangażowana do Opery Śląskiej, gdzie debiutowała rolą Ulryki w „Balu maskowym” Verdiego. Rok później pojechała na konkurs operowy do Tuluzy, wróciła z główną nagrodą i – jak mówi – zaczęło się poważne śpiewanie. W Operze Śląskiej grała główne role przez sześć lat. Szczególnie umiłowała sobie partię starej cyganki Azuceny w „Trubadurze” Verdiego. – Tą partią dostałam się w 1961 r. do nowo tworzonej Opery Warszawskiej, i to od razu z najwyższą gażą – opowiada.

Z mężem, którego także zaangażowano do operowej orkiestry, przenieśli się do Warszawy. Mieli już dwie córki i doskonale się uzupełniali i w domu, i w pracy, a to pozwoliło Krystynie Szostek-Radkowej wciąż rozwijać karierę. Już wtedy z uznaniem pisano o niej: „ma głos jak flet altowy”. Zwyciężała w kolejnych międzynarodowych konkursach, a że miała także prawdziwy talent aktorski i prezentowała nieskazitelną intonację, szybko rozpoczęły się zagraniczne kontrakty: triumfalny debiut jako Ebola w „Don Carlosie” Verdiego w Operze Wiedeńskiej, role na najlepszych scenach operowych świata: Teatrze Operowym w Lyonie, Deutsche Staatsoper w Berlinie, Operze Paryskiej, Teatro Colón w Buenos Aires. Partię Carmen w operze Bizeta śpiewała na niemal wszystkich scenach świata. – W brukselskiej operze La Monnaie wystawiano „Don Carlosa”, którego Verdi napisał w wersji włoskiej i francuskiej. Śpiewałyśmy co drugi dzień partie księżniczki Eboli: ja w wersji włoskiej, a starsza ode mnie o 10 lat pani Rita Gorr po francusku. Gdy zachorowała, w kilka dni trzeba było się nauczyć partii francuskich i co wieczór na przemian śpiewałam obie wersje – wspomina. Za zarobione wtedy pieniądze państwo Radkowie kupili sobie w Mostówce niedaleko Warszawy posiadłość „Bell Canto”, gdzie od niemal 50 lat wyjeżdżają, gdy się zrobi ciepło i wracają do stolicy na zimę. O swoim kunszcie śpiewaczym artystka mówi bez skrępowania, przyznaje jednak: – Od Pana Boga jest talent, ale trzeba go było poprzeć ciężką pracą. Przez całą swoją karierę zaśpiewała ok. 1200 spektakli operowych, niewiele mniej oratoryjnych i nieprzeliczoną ilość recitali. – Urodziłam się po to, by śpiewać. Do dziś robię to na każdym kroku: w domu, idąc na spacer, przy gotowaniu, wieczorem, kiedy się modlę… A najchętniej pieśni maryjne – mówi. 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz. W „Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Od lutego 2017 r. członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A.
Od kwietnia 2019 r. redaktor naczelny portalu idziemy.pl
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

NIEDZIELNY DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 21 lipca

"Błogosławieni, którzy w sercu dobrym i szlachetnym zatrzymują słowo Boże"

Dziś w Kościele: niedziela XVI tygodnia zwykłego
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Rdz 18, 1-10a; Ps 15; Kol 1, 24-28; Łk 10, 38-42
+ komentarze Bractwa Słowa Bożego do czytań
 

Lato z SalveNet - na okres wakacji proponujemy formację duchową w przystępnej formie: codziennie jeden kilkuminutowy film z cyklów prezentowanych na portalu SalveNet.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

PATRONUJEMY

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -