7 czerwca
niedziela
Roberta, Wieslawa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

W sprawie kardynała Pella

Ocena: 0
1150

„Sądzę, że ja umrę we własnym łóżku, mój następca w więzieniu, jego następcy zaś zostanie zadana śmierć męczeńska w miejscu publicznym” – powiedział niecałe 10 lat temu wybitny amerykański kardynał Francis Eugene George.

fot. Kerry Myers / wikipedia commons / CC BY 2.0 / Link

Przedstawił tę opinię w obliczu wzrostu nietolerancji i nieustannych ataków na Kościół. Na razie sprawdziła się pierwsza część jego przepowiedni – kard. George zmarł w 2015 r. w swej rezydencji – druga zaś zdaje się dokonywać. Tyle że nie w jego rodzinnej archidiecezji, w Chicago, ale niemal dokładnie po drugiej stronie kuli ziemskiej, w australijskim Melbourne.

Tam bowiem 21 sierpnia Sąd Najwyższy stanu Victoria odrzucił wniosek kard. George’a Pella, byłego arcybiskupa Melbourne, a potem Sydney – który przez ostatnie lata był w Watykanie prawą ręką papieża ds. finansów – o unieważnienie wyroku sądu niższej instancji skazującego go na sześć lat więzienia za rzekome molestowanie trzynastoletniego chłopca. Kardynał Pell przez cały czas kategorycznie odrzuca zarzuty, zaś w przeszłości należał do biskupów na każdym kroku potępiających przypadki molestowania nieletnich i jako arcybiskup zdecydowanie je ścigał.

 


UŚCISK RĘKI PRZED KATEDRĄ

Przypadek kard. Pella jest godny najwyższej uwagi ze względu na okoliczności sprawy. Został on oskarżony o to, że w 1996 r. w Melbourne zaraz po zakończeniu – pierwszej po objęciu arcybiskupstwa – niedzielnej Mszy Świętej miał samotnie udać się do zakrystii, gdzie miał przyłapać dwu chłopców, członków chóru katedralnego, na piciu mszalnego wina i wykorzystując tę okoliczność, miał obnażyć się przed nimi i potem dokonać czynu nierządnego. Przez cały czas tego liczącego 6-8 minut incydentu, drzwi do zakrystii miały być otwarte, ale nikt z kręcących się w pobliżu zakrystian i wiernych, nadal modlących się w katedrze, nie zauważył niczego podejrzanego.

Tu należy dodać jeszcze jeden szczegół. Otóż w Australii, tak jak i na przykład w USA, po zakończeniu Mszy Świętej celebrans, bez względu na zajmowane stanowisko, razem z koncelebransami i ministrantami przechodzi głównym przejściem do głównego wejścia do kościoła, staje przed świątynią i żegna się z wiernymi wychodzącymi z kościoła, podając im rękę. Fakt ten podkreślała obrona, jak i te, że nikt nie zauważył, aby arcybiskup po owej Mszy Świętej odłączył się od pochodu i szybko udał się do zakrystii. Ponadto – podkreślano – jest zupełnie nieprawdopodobne, żeby w takich okolicznościach nowo mianowany arcypasterz był samotny. Wydarzenie to miało mieć miejsce w roku 1996, proces zaś odbywał się zeszłym roku i siłą rzeczy nikt z obecnych nie pamiętał szczegółów, zatem nikt nie był w stanie pod przysięgą zeznać, że owego feralnego dnia kard. Pell o tej a o tej godzinie uścisnął jego rękę przed katedrą i nie mógł w tym czasie być w zakrystii.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 7 czerwca

Niedziela, X Tydzień zwykły, Uroczystość Najświętszej Trójcy
Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu,
Bogu, który jest i który był, i który przychodzi.

+ czytania liturgiczne (rok A, II): Wj 34,4b-6.8-9; Dn 3,52-56; 2 Kor 13,11-13; J 3,16-18
+ komentarz Bractwa Słowa Bożego
+ komentarz tygodnika Idziemy

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter