20 października
wtorek
Ireny, Kleopatry, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

"W Bożej Obecności" - przejmujące świadectwo Ani

Ocena: 2.5
334

„Rodzice podjęli decyzję o separacji. Ten niełatwy czas pokazał mi, że Bóg naprawdę z każdej, nawet po ludzku trudnej sytuacji, potrafi wydobyć dobro" – wyznaje Ania z „W Bożej Obecności".
Zachęcamy do przeczytania przejmującego świadectwa w ramach kampanii „Siedmiu dusz”.

Fot. Kampania "Siedem dusz"/graf. Weronika Porębska

– Pamiętam, jak w dzieciństwie często spędzaliśmy wakacje na wsi. W głowie mam obraz babci, którą widziałam klęczącą co rano do modlitwy, albo idącą na 7:00 na Eucharystię do pobliskiego kościoła. Wieczorem często całą rodzinę, która przyjeżdżała, babcia gromadziła na wspólnej modlitwie różańcowej. Pod koniec szkoły podstawowej bardzo chciałam znać wszystkie części różańca na pamięć. Babcia znała. Takie wycinki pamiętam z dzieciństwa.

Na co dzień w domu nie było jednak tak kolorowo. Sporo napięcia, krytyki, poniżających słów. Takie „życie na bombie”. Moim azylem było podwórko. Później harcerstwo. W domu na co dzień wiara była nam przekazywana w tradycyjny sposób. Pojawialiśmy się w niedzielę w kościele, byliśmy prowadzeni do sakramentów.

Można powiedzieć, że przez większość życia miałam świadomość, że Bóg jest. Mam wrażenie jednak, że nie miałam z Nim żywej relacji. Wszystko zmieniło się w trudnym dla mnie momencie życia, który przechodziła moja rodzina. Rodzice podjęli decyzję o separacji. Ten niełatwy czas pokazał mi, że naprawdę Bóg z każdej, nawet po ludzku trudnej sytuacji, potrafi wydobyć dobro. U mnie tak było.

Dotychczas większość życia zajmowała mi szkoła, sport i harcerstwo. W wieku 11-12 lat ze wszystkimi koleżankami i kolegami z klasy poszłam na pierwszą zbiórkę do harcerskiej drużyny i jako jedyna z tej paczki zostałam na dłużej. Drużyna harcerska była dla mnie jak rodzina. Tam czułam się dobrze. Tam też poznawałam ludzi o różnych poglądach. Uczyłam się z nimi rozmawiać, współpracować, traktować z szacunkiem. Była to dla mnie niesamowita lekcja, której owoce dostrzegam do dzisiaj. Uwielbiałam sport, a szczególnie koszykówkę. W pewnym momencie myślałam nawet, żeby grać w koszykówkę zawodowo.

Zaczęłam szkołę średnią. Trudna sytuacja, którą przeżywaliśmy w naszej rodzinie miała miejsce mniej więcej w tym samym czasie. Z tego czasu bycia w szkole średniej chciałabym przytoczyć kilka ważnych momentów, w których doświadczyłam Bożej Obecności.

Jedno z wydarzeń miało miejsce na pierwszej katechezie w tej szkole. To co przeżyłam na tej lekcji nazywam „moim osobistym Zesłaniem Ducha Świętego”. Ta lekcja organizacyjna i to w jaki sposób Bóg do mnie „przemówił”, to dowód na to, że Bóg jest naprawdę pomysłowy. Nie umiem tego opisać ani wytłumaczyć, ale po tej lekcji wiedziałam, co chcę robić w życiu, a raczej jaki Bóg ma pomysł na moje życie. Oczywiście do realizacji planu potrzebna jest też zgoda człowieka. Nie wiedząc, że istnieje taki kierunek, wiedziałam, że chciałabym studiować teologię. Bardzo się z tego cieszyłam! Bo ta świadomość, że wiem, co chcę w życiu robić, to jest coś pięknego, co ogarnia całego człowieka i napełnia radością! Ja tak miałam! W ogóle nie zastanawiałam się nad niczym, gdzie, co, za co. Nie kalkulowałam.

Drugie, patrząc z perspektywy czasu, widzę, że było spotkaniem z Bogiem, który jest Miłością. Po jednej z lekcji religii katechetka poprosiła mnie, żebym na chwilę została. Nie byłam chętna. Nie chciałam z nikim rozmawiać. Ale, kto zna Panią Anię, bo o niej mowa, wie, że umie ona rozmawiać z młodzieżą i że jest nieugięta (w pozytywnym tego słowa znaczeniu i dziękuję jej, jeżeli to czyta). Ma ona niesamowitą zdolność widzenia rzeczywistości w świetle wiary. Zauważyła, że coś jest nie tak i bardzo chciała mi pomóc. Wysłuchała i… zaproponowała, żebym wzięła udział w czymś, co nazywa się Kurs Filip (dzisiejszy Kurs Nowe Życie). Poszłam pierwszego dnia i… w ogóle nie chciało mi się iść na kolejne dwa dni. Byłam zniechęcona. Do tej pory nie wiem, co się stało, że jednak przemogłam się i poszłam na kolejne katechezy. Ta sytuacja nauczyła mnie, że im bardziej mi się nie chce, tym bardziej warto wytrwać do końca. Sam Jezus powiedział: „Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24,13).

Z perspektywy czasu bardzo się cieszę, że przyszłam drugiego dnia. Wtedy przeżyłam coś dla mnie bardzo ważnego. Pierwszą ważną rzeczą była modlitwa przebaczenia. Przebaczenia wszystkim, którzy zawinili przeciwko mnie. Sama nie dałabym rady, ale obraz Jezusa, który będąc na krzyżu, modli się: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą co czynią”, tak bardzo mnie poruszył, że Pan dał mi tę łaskę, żeby zdecydować, przebaczyć. Miałam wtedy 17-18 lat, a mam poczucie, że ta decyzja nadal rezonuje na całym moim życiu w pozytywny sposób. Następnie zdecydowałam się na wybranie Jezusa, jako mojego Pana i Zbawiciela. Potem była modlitwa wstawiennicza. Pamiętam, że modliły się za mnie dwie osoby. I stało się dla mnie coś, co naprawdę zmieniło moje życie. To doświadczenie niewyobrażalnej, nie do opisania Bożej Miłości. Czułam się, jak w niebie! To było coś niesamowitego! To doświadczenie spotkania żywego Boga zmieniło moje życie. Spotkałam Jezusa, który jest Osobą, który chce mieć ze mną relację, który jest mi bliski. Czułam w ciele (można powiedzieć) taki ogień. Ogień symbolizuje Ducha Świętego i On mnie „ogarnął”, prowadził dalej. Było to tak mocne doświadczenie, rodzące we mnie głęboką radość, że miałam takie poczucie, że wszystkim chcę opowiedzieć o tym doświadczeniu.

W międzyczasie dzięki Panu historykowi ze szkoły średniej zaczęłam czytać Pismo Święte. Czytane tylko dlatego, że nauczyciel często zadawał nam pytania dotyczące Biblii. Zaczęłam je czytać, ale tak jak jedną z wielu książek, które się czyta. Nie było to dla mnie w tamtym momencie żywe Słowo. Dużo zmieniło się na rekolekcjach ignacjańskich w ramach Szkoły Kontaktu z Bogiem, gdzie pojechałam w szkole średniej. Będąc 3 dni w milczeniu, uczyłam się słuchać Boga, który mówi w ciszy. Na tamtych rekolekcjach na I i II stopniu Pan do mnie mówił przez Słowo. To było niesamowite! Tym oto pozytywnym akcentem skończyłam szkołę średnią.

Bardzo chciałam pójść na teologię. Było to możliwe dopiero rok po maturze, w międzyczasie zaczęłam inne studia, które jak się potem okazało, były „po coś”. W tym pierwszym roku studiów uczestniczyłam też w spotkaniu ewangelizacyjnym z dr Carol Razzą i tam wydarzyła się kolejna rzecz, która cały czas owocuje w moim życiu. Carol powiedziała: „Kto ma poczucie, że Pan wzywa go do ewangelizacji, niech wyjdzie na środek, to się pomodlimy”. Wyszłam. Modlili się za mnie i po jakimś czasie od tego momentu zaczęły się dziać „dziwne rzeczy”, a to miałam udzielić jakiegoś wywiadu w gazecie, innym razem w telewizji. A… Zapomniałam wspomnieć, że wystąpień publicznych unikałam przez całą edukację, jak ognia. Praktycznie nie pamiętam momentów bycia w szkole, gdy miałam rękę w górze, żeby o coś zapytać, czy odpowiedzieć na zadane pytanie. Teraz wiem, że pytać warto i często zachęcam do tego moich uczniów.

W międzyczasie studiowałam i pracowałam w szkole, ucząc religii (to jest też osobna historia, jak Pan Bóg o to wszystko się zatroszczył). Następnie w 2017 r. pojawił się pomysł założenia ewangelizacyjnej strony o nazwie „Harcerka od Pana Boga”, aktualnie „W Bożej Obecności”. W międzyczasie pytałam Pana Boga o kanał. Mówiłam: Boże jeśli chcesz tego kanału, to zakładam zbiórkę na sprzęt. Jeśli zbiorę pieniądze, to znaczy, że to jest Twoja wola. Szczerze, nie sądziłam, że to się w ogóle uda i… trochę odetchnęłam z ulgą, bo nie sądziłam, że zbiorę wyznaczoną kwotę, gdyż nie opublikowałam wcześniej żadnego filmiku (poza tym, co musiałam w ramach zbiórki). Wystąpienia publiczne w moim wykonaniu działają tylko, jeśli wierzysz w słowa: „moc doskonali się w słabości” (2 Kor 12, 9b) – te słowa wiszą nad moim biurkiem i są słowami, na których się opieram, odkąd tylko uczę w szkolę. W pewnym momencie zbiórki był też taki moment, że było ponad 50 kwoty, której potrzebowałam. Wierzę, że Bóg się o to zatroszczył, i że prawdziwe są słowa: „«Starajcie się najpierw o królestwo Boże i Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane»” (Mt 6, 33).

Odkąd doświadczyłam Boga, który jest żywą Osobą mogę śmiało powiedzieć, że moje życie to nieustanna, niesamowita przygoda. Relacja z Duchem Świętym, który jest we mnie, który sam wkłada swoje słowa w moje usta jest dowodem na to, że Bóg posługuje się słabymi ludźmi, którzy naprawdę sami z siebie w życiu nie robiliby tego, co robią.

Dzięki Ci Jezu za tę historię. Za to, że mnie znalazłeś, że jesteś żywy. Chwała Tobie Panie za prawdziwych świadków wiary, którzy mają żywą relację z Bogiem i którzy potrafią innym Ciebie pokazywać. Dziękuję Ci, że przez życie innych możemy przeczytać Ewangelię. Dzięki Ci Boże, że miałam okazję takich ludzi na swojej drodze spotkać! Dziękuję Ci Boże za trudne momenty, z których potrafisz wydobyć dobro – dzieli się Ania Kasperek, kiedyś Boża harcerka, dzisiaj katechetka, która ewangelizuje w sieci.

Czytaj także: Szczęśliwa Rodzinka - pierwsze świadectwo w ramach 2. edycji "Siedmiu dusz"!

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 października

Wtorek, XXIX Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Jana Kantego, prezbitera
Bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego Pana...
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 2,12-22; Ps 85,9ab.10-14; Łk 12,35-38
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter