18 listopada
poniedziałek
Romana, Klaudyny, Karoliny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Na tamie we Włocławku

Ocena: 5
1056

Krzyż upamiętniający miejsce śmierci ks. Jerzego Popiełuszki na włocławskiej tamie stał się trzecim symbolem wielowiekowego miasta.

fot. Amelia Siuda-Koszela

Krzyż na tamie we Włocławku, w miejscu, w którym do Wisły wrzucono ciało zamordowanego ks. Jerzego Popiełuszki

Jeszcze do niedawna wjeżdżających do Włocławka witała – kto i dlaczego ją zdjął nie wiadomo – tablica informacyjna z trzema konturami: katedry, fary i krzyża. Te trzy znaki są, niemal aż po współczesność, skrótem dziejów tego miasta. Prawie od zawsze, dokładnie od XII w., stolicy biskupstwa. Od XVI w. siedziby pierwszego na rdzennych ziemiach polskich seminarium duchownego. W XX w. na podwalinach kościelnego grodu zaczęło rosnąć miasto przemysłowe. Po 1945 r. starano się przykryć politurą socjalizmu kościelny rodowód, eksponując w literaturze, grafice „postępowy” symbol grodu – fabrykę celulozy, z jej kominem wyższym niż wieże katedry. Pod koniec XX w., kiedy miasto starało się oddalić od krzyża, on sam przyszedł do miasta.

 


Ostatnia droga

Tu, we Włocławku, w piątkową październikową noc 1984 r., zakończyła się męczeńska droga ks. Jerzego Popiełuszki. Porwany w lesie pod Toruniem, bity na kolejnych postojach, został wrzucony do Wisły przy tamie na końcu miasta. Tam zakończył się ostatni etap jego 37-letniej drogi życia, tak podobny do Chrystusowego doświadczenia między Ogrodem Oliwnym a Golgotą. Podobno na godziny przed śmiercią wspominał, że kiedy w dzieciństwie skaleczył sobie dłoń gwoździem, pomyślał wtedy, że to takie podobne do tego, czego doświadczył Pan Jezus.

Teraz, po latach, dziecięce skojarzenie urealniło się aż nazbyt dosłownie – zatrzymano go w piątek nocą, też został skrępowany sznurami, bity, upadający pod ciosami oprawców. Jego ostatnia droga była dłuższa niż tamta, jerozolimska. I w odróżnieniu od tamtej, nie było na niej nikogo, ani matki, ani żadnego Cyrenejczyka, nikt nawet nad nim nie zapłakał. Zamiast wzgórza i krzyża była głębina rzeki, która natychmiast stała się jego pierwszym grobem, zamykając nad nim głaz wiślanych wód, na dłużej aniżeli na biblijne trzy dni.

 


ZAKAZ ZATRZYMYWANIA

Niemal natychmiast po odnalezieniu ciała ks. Popiełuszki ówczesne władze robiły wszystko, by nie dopuścić, aby w jakikolwiek sposób, na tamie czy na jej obrzeżach, upamiętnić to, co się tam stało. Podróżujący jezdnią na tamie nie mogli zatrzymywać się na – wcześniej zawsze dostępnym – miejscu postojowym, gdyż pod pretekstem, że jest to obiekt strategiczny, ustawiono tam znaki zakazujące zatrzymywania się samochodów osobowych. Znaki krzyża spontanicznie namalowane na barierce i chodniku, w miejscu, z którego wrzucono księdza do wody, zamalowywano. Kwiaty i znicze tam kładzione milicjanci i zomowcy natychmiast kopnięciem zrzucali do wody. Przechodzący tamą byli legitymowani. Przeprowadzono „łapankę” alumnów włocławskich modlących się na brzegu rzeki.

Nie przynosiły efektów starania ówczesnego bp. Jana Zaręby o jakąś formę znaku religijnego dla upamiętnienia tego, co się tam stało. W swej determinacji, w sierpniu 1986 r. bp Zaręba zapowiedział, że skoro nie można nic zrobić przy tamie, to postawi krzyż choćby na placu przy katedrze. Niestety, biskup zmarł nagle trzy miesiące później. Przed jedną z październikowych rocznic wojewoda włocławski posunął się do interwencji u biskupa i żądał, aby ten odwołał zapowiedziane wiernym z kościoła św. Witalisa modlitewne spotkanie na tamie.

Prof. Krystyna Daszkiewicz, która w książce „Uprowadzenie i morderstwo ks. Jerzego Popiełuszki” dokonała prawnej analizy tej zbrodni, tak opisała pobyt na włocławskiej tamie: „Taksówkarze czekający na pasażerów przed dworcem (we Włocławku) w ogóle nie chcieli jechać na tamę. Wyjaśniali, że im tego czynić nie wolno, że jeżeli zawiozą tam kogokolwiek, to są potem wzywani, przesłuchiwani, mają nieprzyjemności (…). Pytałam, czy na tamie są posterunki milicyjne, oficjalne zakazy wstępu (…). Wyjaśniono mi tylko, że jak już tam dotrę, «to sama zobaczę». Dotarłam do wylotu tamy. Nagle, bardzo sprawnie otoczyły mnie męskie postacie dziwnej «ekipy robotników drogowych». Z uporem, z naciskiem, stawiali pytania: «A dokąd to? A po co? A ten spacerek to dlaczego? A te kwiaty to w jakim celu? » (…). Stałam w miejscu, które było nie tylko śladem zbrodni. Ono miało być śladem zatartym, wymazanym na zawsze z ludzkiej pamięci (…). Stojąc na tamie we Włocławku, byłam jednak pewna, że ludzie nie zapomną”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 18 listopada

Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła.
Dziś w Kościele:
+ poniedziałek, XXXIII tydzień zwykły, wspomnienie obowiązkowe bł. Karoliny Kózkówny,dziewicy i męczennicy
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 1Mch 1,10-15.41-43.54-57.62-64; Ps 119,53.61.134.150.155.158; Łk 18,35-43
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -