13 sierpnia
sobota
Diany, Hipolita, Poncjana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Lekarz dusz

Ocena: 0
637

Był doświadczonym lekarzem, szefem oddziału toksykologii, kiedy zdecydował się wstąpić do seminarium. Teraz ks. dr Sławomir Abramowski tworzy parafię św. Jana Pawła II w Warszawie.

fot. Irena Świerdzewska

Bóg wywrócił jego życie do góry nogami. Kiedy wybierał się na medycynę – jak mówi o sobie – był antyklerykałem. Kiedy się nawrócił, karierę medyczną zostawił dla kapłaństwa. Nie tylko koledzy z kliniki toksykologii nie byli w stanie zrozumieć jego decyzji.

 


NAWRÓCENIE

– W klasie maturalnej przeżywałem kryzys. Nie miałem nic do księży ogólnie, ale miałem zastrzeżenia do proboszcza mojej parafii. W kościele bywałem rzadko – wspomina dawne czasy ks. Sławomir Abramowski. Z ciekawości poszedł na katechezę „dla pracujących” – formułę lekcji religii zorganizowaną w niedzielne poranki przez wikariusza w parafii. – Spotkałem tam paru moich kolegów i zostałem. Spodobał mi się taki pakiet: lekcja religii, papieros z kolegami i Msza święta, na którą zwykle przychodziliśmy w połowie – wspomina ks. Abramowski.

Niezdany egzamin na studia okazał się znakiem Opatrzności. Jako sanitariusz poszedł do pracy w szpitalu wojskowym, żeby uniknąć poboru do wojska. – Nie mogłem zaakceptować wielu rzeczy na oddziale, w przeciwieństwie do kolegi, który dwa miesiące po mnie przyszedł do pracy, a ze wszystkiego był zadowolony. Jak się okazało, był w Neokatechumenacie. Za jego sprawą poszedłem na katechezy, od których zaczęło się moje nawrócenie – opowiada ks. Abramowski.

Od kiedy trafił do wspólnoty, szary świat, pełen zła, niesprawiedliwości, komunistów, hipokrytów, nagle zmienił barwy. Jawił się pozytywnie, był pełen interesujących ludzi. – Pojawiła się motywacja, żeby zmieniać otoczenie na lepsze, wróciła chęć do nauki – opowiada ks. Abramowski.

Dostał się na medycynę i powoli zaczął odkrywać plany Boże. – Najpierw było powołanie do ewangelizacji. Wspólnota neokatechumenalna wybrała mnie na katechistę – opowiada. Po piątym roku medycyny wyjechał więc pierwszy raz na misje do Związku Radzieckiego, do miejscowości Homel, Żłobin, Swietłahorsk, Rzeczyca. KGB mimo zakusów nie mogło wydalić księdza ani katechistów, bo po pierestrojce za czasów Michaiła Gorbaczowa obowiązywała ustawa, że dwudziestu wyznawców religii może zarejestrować związek wyznaniowy i szukać duszpasterza. – Przyjechał wtedy kapłan z Lublina, ja byłem jego socjuszem. Kiedy miejscowi słyszeli Dobrą Nowinę, wierzyli i podejmowali radykalne decyzje. Dwie siostry odrzuciły intratną propozycję pracy z mieszkaniem w Leningradzie. Niesamowita była też wiara tamtych starych ludzi, zachowana, mimo że przez siedemdziesiąt lat nie mieli kapłana. Odprawiali tzw. suche Msze. Rozkładali ornat kapłana na stole i czytali formułę Mszy świętej bez konsekracji – opowiada ks. Abramowski.

Powrót z misji nastąpił już po rozpoczęciu roku akademickiego. Dzięki decyzji dziekan prof. Barbary Dąbrowskiej ostatni, szósty rok studiów miałem w trybie indywidualnym – opowiada ks. Abramowski. Znów mógł wyjechać na misje. – To był moment, kiedy zaczął do mnie docierać głos o kapłańskim powołaniu. Nie wyobrażałem sobie siebie jako kapłana. Obok tego, że interesowały mnie dziewczyny, zasadniczym problemem było moje postrzeganie kapłanów. Dzieliłem ich na księży we wspólnotach, biskupów i gorszą resztę. Powołaniu opierałem się jeszcze trzy lata – wspomina.

 


LEKARSKA KARIERA

Pracował wtedy w renomowanej klinice kardiologii Centrum Kształcenia Podyplomowego, w Szpitalu Grochowskim. – Obok pracy i dyżurów szpitalnych trzeba było przygotowywać referaty, jeździć na sympozja. Nie mogłem wtedy wyjeżdżać, żeby ewangelizować, do czego czułem się powołany. Prosiłem Boga, by dał mi inną pracę w medycynie – wspomina.

Dr Luba Szawdyn wystąpiła z inicjatywą stworzenia oddziału detoksykacji lekowej w nowej placówce medycznej. – Odebrałem to jako znak od Boga dla mnie. Dr Szawdyn zajmowała się sprawami organizacyjnymi, ja – pisaniem do Ministerstwa Zdrowia programu na konkurs. Dostaliśmy pieniądze na organizację oddziału. Kiedy pani doktor zaproponowano organizację większej placówki, zostałem szefem – wspomina ks. Abramowski.

Zaczął specjalizację z toksykologii, będącej niezwykle trudną gałęzią medycyny. Na oddziały toksykologii trafiają pacjenci z zatruciami toksycznymi środkami, uzależnieniami chemicznymi, ostrymi zatruciami np. muchomorem sromotnikowym czy barem, co zdarzało się fotografikom. Ratuje się tam też ludzi po próbach samobójczych.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 13 sierpnia

Sobota, XIX tydzień zwykły
Stwórz, o mój Boże, we mnie serce czyste
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Mt 19, 13-15
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz



POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter