25 października
poniedziałek
Darii, Wilhelminy, Bonifacego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Chrystus tak, Kościół nie?

Ocena: 0
483

Czy może istnieć wiara bez lub pomimo Kościoła? Co dziś oznacza wierzyć z Kościołem i w Kościół? Przyglądamy się różnym możliwym postawom i ich konsekwencjom.

fot. xhz

Alfred Loisy, wypowiadając na początku XX w. zdanie: „Jezus głosił królestwo Boże, a przyszedł Kościół”, nie zdawał sobie sprawy, że zostanie opacznie zrozumiany. Tezę francuskiego teologa wbrew intencjom autora potraktowano nie jako opis wewnętrznej ciągłości i łączności między nauczaniem Jezusa a Kościołem, lecz widziano w niej dowód olbrzymiego kontrastu między wizją i jej realizacją. Z kolei pod koniec XX w. emancypacyjne ruchy rodzące się wśród katolików zachodniej Europy, głosząc hasło „Chrystus tak, Kościół nie”, już wyraźnie odmawiały Kościołowi racji bytu. Skupiając się jedynie na indywidualnym i subiektywnym wymiarze wiary, postulowały odrzucenie widzialnej struktury wspólnoty, czyli „odkościelnienie” religii chrześcijańskiej. To radykalne „nie”, negujące sens instytucji, każe nam zapytać o początki Kościoła i jego Chrystusowe korzenie.

 


WIARA BEZ KOŚCIOŁA

Do połowy XX w. w teologii katolickiej obowiązywała teza, że Jezus, przekazując św. Piotrowi „władzę kluczy” (Mt 16, 18 – „Ty jesteś Piotr, czyli Skała, i na tej Skale zbuduję Kościół mój”), wprost i bezpośrednio ustanowił Kościół. Z czasem, odwołując się do najnowszych historycznych i biblijnych badań, poszerzono teologiczną perspektywę. Dzisiaj mówimy o procesie rodzenia się Kościoła, na który składają się ściśle ze sobą powiązane fazy. Są nimi: zrealizowanie przez Jezusa obietnic dotyczących Ludu Bożego zawartych w Starym Testamencie, wezwanie do nawrócenia i wiary w Niego adresowane do wszystkich, ustanowienie Dwunastu jako szczególnej wspólnoty, wybór Piotra i nadanie mu misji, odrzucenie Jezusa przez przywódców żydowskich, ustanowienie Eucharystii, odnowienie przez Chrystusa w fakcie zmartwychwstania swojej wspólnoty z uczniami, zesłanie Ducha Świętego, które staje się proklamacją istnienia Kościoła, wyjście uczniów do pogan i formowanie się wśród nich Kościoła.

Wbrew wcześniej przywoływanym tezom musimy z całą stanowczością stwierdzić, że „Jezus chciał założyć swój Kościół” i wprowadzić tym samym zgromadzonych wokół siebie ludzi w porządek królestwa. Wspólnota wierzących nie jest zatem wymysłem uczniów, którzy pragnęli jedynie przechowywać pamięć o swoim Mistrzu. Początek Kościoła należy widzieć w planie Bożym, który stopniowo ujawniał się w historii. Dzieło budowy tej wspólnoty to proces złożony, a nie jednorazowe wydarzenie. W jego centrum stoi osoba Jezusa, którego całe ziemskie życie było ukierunkowane ku powołaniu ludu Nowego Przymierza.

W roku 2000 Klaus Berger, wybitny niemiecki egzegeta i oryginalny myśliciel, prowokacyjnie pytał, czy jest możliwa wiara bez Kościoła. Szukając rozwiązania tej kwestii, dokonał interesującej typologii, która nadal pozostaje aktualna. Przyjrzyjmy się jej, nadając poszczególnym etykietom aktualną treść.

 


KOŚCIÓŁ NIEPOTRZEBNY

W tej perspektywie Kościół jawi się jako instytucja niepotrzebna do wyznania wiary. Można wierzyć bez niego, mieć własną wiarę, polegając jedynie na osobistych i subiektywnych przeświadczeniach. Taka postawa wiąże się z wyjściem z Kościoła, odrzuceniem go i potraktowaniem jako zbędnego balastu. Co wtedy dzieje się z wiarą, która traci swój kościelny wymiar? Czy nie będzie jedynie zbiorem pobożnych życzeń, katalogiem krytycznych uwag i litanią pretensji? Czy bez Kościoła możliwa jest dojrzała relacja z Bogiem? Kim staje się w tej propozycji „odkościelniony” Jezus, wyjęty z ram dogmatu? Terapeutą, charyzmatycznym kaznodzieją, zwolennikiem przebaczającej miłości? Wierzyć bez Kościoła to wybrać dom na piasku, pozbawiony fundamentu. To samemu wypłynąć w rejs i nie wrócić – jak mawiał św. J.H. Newman – do portu, którym jest Kościół. Doprawdy, niebezpieczna to wyprawa.

 


WIARA MIMO KOŚCIOŁA

Taka postawa zakłada krytyczną relację do Kościoła. Człowiek wierzy pomimo tego, że kościelna instytucja mu w tym nie pomaga czy go zawiodła. Zachowuje dystans wobec Kościoła, dostrzega jego słabości. Nie rezygnuje jednak z osobistej wiary, która czemuś służy. Nawet Kościół nie jest w stanie „zniszczyć” w nim tego dziedzictwa. Wspólnota jawi mu się jako rywal osobistej wiary, a nie sprzymierzeniec. Wierzący, decydując się na własną ścieżkę, tworzy subiektywne itinerarium wiary, jak mawiał Ch. Taylor, porzucając przy tym zinstytucjonalizowaną formę religii. Niebezpieczeństwem tej postawy jest nadmierny krytycyzm, upór i ostateczne odrzucenie Kościoła jako środowiska, w którym nie może rozwijać się osobista relacja z Bogiem.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest kapłanem diecezji łomżyńskiej, doktorem habilitowanym, specjalistą w zakresie teologii fundamentalnej, profesorem UKSW

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 25 października

Poniedziałek, XXX Tydzień zwykły
Dzień Powszedni
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą,
uświęć nas w prawdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Łk 13,10-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter