28 listopada
niedziela
Leslawa, Zdzislawa, Stefana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Sztuka oswajania śmierci

Ocena: 0
517

Każde odejście osoby nam bliskiej jest stratą unikalną, i w ten sposób ją przeżywamy. Jak sobie z nią radzić? Jak pomóc innym? Czy można się na to przygotować?

fot. xhz

Reakcja na śmierć najbliższych zależy nie tylko od naszej kondycji psychicznej i duchowej, ale i od tego, kim była dla nas osoba zmarła i w jakich okolicznościach odeszła. Inaczej przeżywa się śmierć jedynego dziecka, inaczej ojca czy matki, którzy zostawili rodzinę. Inna jest reakcja na nagłą śmierć młodej osoby, inna na spokojne odejście 90-letniej babci. Zawsze jednak jest to sytuacja dotykająca nas do głębi, z którą trzeba się zmierzyć. Niektóre historie mogą nas wiele nauczyć i pomóc nam samym radzić sobie ze śmiercią bliskich. Bardzo bolesną stratą jest śmierć ukochanego współmałżonka.

 


JACEK I GRAŻYNA

Zanim Grażyna pożegnała Jacka w maju 2018 r., walczyli przez trzy lata. Pamięta pierwszą diagnozę, która była dla nich niespodziewana: rak prostaty z przerzutami na kości. Jak dziś przekonuje, warto – w miarę możliwości – zacząć przygotowywać się wcześniej do radzenia sobie ze stratą ukochanej osoby. Dlatego tak głęboki sens ma suplikacja, by Bóg zachował nas od śmierci nagłej i niespodziewanej. – My zdążyliśmy uczepić się Boga już wcześniej, przed „dokonaniem się wyroku”. Myślę, że te trzy lata były czasem ekspiacji za błędy naszego dawnego życia i głębokiego nawrócenia Jacka. Dlatego wizja śmierci była dla niego źródłem wielkiego smutku, ale nie rozpaczy – wspomina.

Nie pozostali bierni. – Uczepiliśmy się jeszcze mocniej Boga, Jego krzyża i miłosierdzia, i zajęliśmy się tym, co potrafiliśmy najlepiej, dzieląc się rolami – wspomina. Jacek walczył o życie i powrót do zdrowia, a Grażyna była blisko, dawała mu nadzieję, organizowała dom i szeroko zakrojoną akcję modlitwy w intencji męża. Był różaniec rozpisany dla rodziny, przyjaciół i wielu wspólnot, Koronka do Miłosierdzia Bożego, nowenny, zamawiane były Msze święte. Zadbali także o wszystkie sprawy prawno-materialne. Ale walczyli z całych sił jeszcze o jedno: o miłość. – Czas odchodzenia Jacka był czasem okazywania sobie, naszym dzieciom i wnukom, naszym bliskim miłości. Na ostatniej prostej Jacka byliśmy razem. I kiedy już naprawdę odszedł, mieliśmy za sobą wspomnienie wzruszającej walki, bycia razem, i poczucie, że zrobiliśmy wszystko jak należy – bez niezałatwionych rzeczy, nieprzegadanych spraw, nienaprawionych relacji. Dlatego pierwsze miesiące po śmierci Jacka były czasem wielkiego pokoju i zaufania. I dziś nie boję się za bardzo o niego stojącego przed Bogiem. Mam przekonanie, że czuwa nade mną i jest zadowolony, kiedy nadal żyję, daję sobie radę w życiu, wypełniam to życie czymś pożytecznym i twórczym. Czuję się zwolniona z „mrocznego wdowieństwa”. Staram się także – zwłaszcza wobec dzieci, ich rodzin i wnuków – by go dobrze pamiętano, i budować tradycję. Msza w kościele, cmentarz, wspomnienia rodzinne – to musi być! – podsumowuje Grażyna.

 


EWA I PAWEŁ

Diagnozę postawioną jesienią 2020 r. o zaawansowanym raku piersi z przerzutami na kręgosłup Ewa przyjęła ze spokojem. Niestety, w grudniu, w szpitalu, gdzie przeszła drugą operację, doszedł COVID-19. Nie tracili jednak ducha, gdyż od początku niosła ich modlitwa przyjaciół, wspólnoty i kilku zakonów. – To dawało nam pewność, że sprawa jest w Bożych rękach, i nadzieję, że Ewa Boże Narodzenie spędzi już w domu – wspomina Paweł. Niespodziewanie stało się inaczej.

– 20 grudnia była niedziela. Jako nadzwyczajny szafarz Najświętszego Sakramentu wystarałem się o możliwość przyniesienia Ewie Komunii świętej. Trzymałem ją za rękę, kiedy wieczorem uczestniczyliśmy we Mszy świętej „internetowej” z naszej parafii. Podczas Komunii przyjęła z moich rąk Ciało Chrystusa. Nie myślałem ani przez chwilę, że to będzie wiatyk. Trzy godziny później Ewa zmarła – spokojna, pogodna. Zabrakło jej sił, by pokonać i raka, i COVID. Nie byłem na to przygotowany, jednak to było dla mnie fundamentalnie ważne, że odeszła zaopiekowana duchowo i sakramentalnie. Przez pierwszy miesiąc odczuwałem ogromną siłę, by „dawać radę”. Odejście Ewy przeżywałem jako przejście przez drzwi, za którymi już czekał na nią Chrystus – wspomina.

Otuchy dodawały Pawłowi świadectwa ludzi, że ich sprawy i problemy, za które Ewa ofiarowywała swoje cierpienie, po jej śmierci się rozwiązywały. Jednak drugi i kolejne miesiące po pogrzebie były już o wiele trudniejsze. Wtedy – jak mówi – bardzo pomagała adoracja Najświętszego Sakramentu. Zgłosił się na rekolekcje ignacjańskie i został skierowany do Jastrzębiej Góry.

– Tam spędziliśmy z Ewą nasz ostatni urlop, stąd był to dla mnie nie tylko czas odzyskiwania pokoju serca, ale także powrót do miejsc, gdzie byliśmy szczęśliwi. I to też było ważne pożegnanie z Ewą – przyznaje.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent UW, dziennikarz i publicysta związany z "Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Były członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A. VII kadencji 2017-2021, były redaktor naczelny portalu idziemy.pl. Członek Domowego Kościoła.
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 28 listopada

Niedziela, I Tydzień Adwentu
«Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie».
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): Łk 21,25-28.34-36
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Spojrzenie w niebo (komentarz "Idziemy")

+ Odpust dla zmarłych przez cały listopad



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter