16 lipca
poniedziałek
Mariki, Benity, Eustachego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Pod niemieckim butem

Ocena: 0
1249

Polacy w czasie II wojny światowej ratowali także włoskich jeńców wojennych.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Po bitwie pod Stalingradem, kiedy armia włoska poniosła ogromne straty, udział Włoch na froncie wschodnim był już nieznaczny. Rannych i pozostałych przy życiu zaczęto odsyłać do Włoch. Ewakuacja trwała do 22 maja 1943 r. Ogromne straty włoskiej armii przyczyniły się w dużej mierze do odsunięcia Benita Mussoliniego od władzy 25 lipca 1943 r. Niedługo potem, 13 października 1943 r., król Włoch Wiktor Emanuel III ogłosił wypowiedzenie wojny Niemcom i Japonii. W odwecie Niemcy aresztowali żołnierzy włoskich, których nie zdążono ewakuować z frontu wschodniego do Włoch i osadzali w tworzonych specjalnie dla nich obozach jenieckich, m.in. w okolicach Lwowa i na terenie okupowanej Polski, np. na terenie Twierdzy Dęblin, w Zajezierzu, Siedlcach, Żaganiu-Świętoszewicach, Chełmie Lubelskim, na terenie Warmii i Mazur, w niemieckich obozach koncentracyjnych Majdanek, Bełżec, Treblinka.

 

Świadkowie barbarzyństwa

W Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej dotarłam do dokumentów – zeznań świadków opisujących niemieckie zbrodnie na włoskich jeńcach. Wybrałam kilka z nich. Zeznania Polaków, którzy byli świadkami zbrodni popełnionych przez Niemców na włoskich żołnierzach – jeńcach wojennych osadzonych w niemieckich obozach jenieckich po październiku 1943 r., są wręcz porażające. Polacy, świadkowie niemieckiego barbarzyństwa, odnosili się serdecznie do jeńców włoskich. Także ryzykując życiem, pomagali Włochom. Widząc, że Niemcy nie zaopatrywali wystarczająco transportów z jeńcami i obozów jenieckich w żywność, w miarę możliwości dostarczali jeńcom pożywienie i ciepłe napoje.

W kwietniu 1962 r. w Sądzie Powiatowym w Garwolinie Stanisław Posłuszny zeznał: „Pracowałem w czasie okupacji hitlerowskiej w Twierdzy Dęblin jako piekarz od 1937 r. aż do wyzwolenia w maju 1945 r. Na początku 1943 r. Niemcy przywieźli jeńców włoskich. Przywieźli ich około trzystu. Byli oni w mundurach. Wpuszczono ich do specjalnie ogrodzonego kolczastym drutem placu. Mieli tam swoje bloki, gdzie mieszkali. Byli głodni i wynędzniali. Nieraz widziałem, jak Niemcy bili jeńców włoskich. Widziałem to, gdyż zaraz za ogrodzeniem mieściła się drwalnia, a ja tam chodziłem. Ja i inni piekarze, jak szli po drewno, to wzięli chleba za pazuchę i potem przerzucali jeńcom za ogrodzenie. Był to chleb pieczony dla Niemców. Jeńcy chwytali ten chleb, łamali go i traktowali, jak by im złoto rzuciło się. Specjalnie dla włoskich jeńców pieczono chleb składający się 25 proc. mąki, a 75 proc. trocin. Nie wiem, co to było, trociny czy perz. Na skutek złych warunków część jeńców zmarła, a część jeńców włoskich wywieziono. Nie pamiętam kiedy, gdzie, też nie wiem. Zdaje mi się, że w końcu 1943 r. czy na początku 1944 r. Pamiętam, że trzem oficerom włoskim udało się wydostać za druty i gdy szli oni w kierunku mostu na rzece Wieprz, strażnik niemiecki zabił ich. (…) Niemcy znęcali się nad jeńcami włoskimi, jak któryś oddalił się od bloku, to bili i kopali. Nie pamiętam, co się z nimi stało, gdyż jak było bombardowanie, to uciekliśmy. A potem już ich nie widziałem”.

 

Przez ogrodzenie

Część więźniów włoskich przywiezionych do Dęblina przesłano do Zajezierza: „Pochodzili ze zbuntowanych oddziałów, które nie chciały walczyć przeciw ZSRR – zeznała 18 kwietnia1962 r. w Sądzie Powiatowym w Garwolinie Irena Hasse, do 1942 r. prezes PCK Oddział w Dęblinie. – Wielu jeńców na skutek złych warunków zmarła, najwięcej w miesiącu czerwcu i lipcu 1943 r., gdy w obozie jenieckim panowała epidemia czerwonki. Wyżywienie w obozie było okropne. Warunki były okropne. (…) Mieszkańcom nie można było kontaktować się z jeńcami, jedynie potajemnie można było przerzucać przez ogrodzenie żywność czy inne rzeczy, np. lekarstwa, papierosy. Z pomocą chłopców mieszkających w okolicy, pomimo grożącego mi niebezpieczeństwa – pomagałam. Wybierałam najsprytniejszych, oni przerzucali przez ogrodzenie takie lekarstwa jak opium, mięta, waleriana. Jeden z chłopców znał język niemiecki i mógł się porozumieć z Włochami. (…) Widziałam, jak Niemcy rzucali chleb jeńcom włoskim i jak wszyscy jeńcy biegli, to Niemcy fotografowali i śmiali się. Jeńcy byli przeważnie oficerami, było ich około 500. Wielu jeńców zmarło z powodu złych warunków, a co z resztą jeńców stało się, tego nie wiem, gdyż w sierpniu 1943 r. zostałam aresztowana przez Niemców i osadzona w więzieniu w Lublinie”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI