17 lipca
wtorek
Anety, Bogdana, Jadwigi
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Paragraf na rodzinę

Ocena: 4.7
4821

– W Polsce wciąż – jak w Szwecji – dzieci odbiera się rodzicom bez wyroku sądu – mówi Marzena Kąkała z Fundacji Rzecznik Praw Rodziców

Karolina Elbanowska i Marzena Kąkąła; fot. arch. Fundacji Rzecznika Praw Rodziców

Z Marzeną Kąkałą z Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, prowadzącej Telefon Wsparcia Rodziców zagrożonych odebraniem dzieci, rozmawia Monika Odrobińska

 

Telefon Wsparcia Rodziców zagrożonych pochopnym odebraniem dzieci ma już pięć lat. Co się w tym czasie zmieniło?

Nic. W Polsce wciąż – jak w Szwecji – dzieci odbiera się rodzicom bez wyroku sądu, jest to możliwe nawet na podstawie anonimowego donosu. Tylko bez wyroku sądu do rodzin zastępczych trafia blisko tysiąc dzieci rocznie. Telefon powstał z inicjatywy Karoliny i Tomasza Elbanowskich jako odpowiedź na zgłaszane im przypadki odbierania dzieci.

Kiedy PiS szedł do władzy, obiecywał zmianę ustawy przeciwdziałania przemocy w rodzinie, tak by nie można było pozbawić rodziców opieki nad dziećmi tylko z powodu biedy. A działo się tak w jednej piątej przypadków. Rzeczywiście, taka poprawka została wprowadzona jeszcze na początku działania tego rządu. Niestety, była to zmiana powierzchowna, bez wpływu na rzeczywistość. Wciąż dochodzi do sytuacji, że urzędnicy szukają powodu odebrania dzieci biednym rodzinom dotąd, aż go znajdą. W trzecim roku rządów PiS wciąż działa prawo z 2010 r., przez które dzieci może w Polsce stracić dosłownie każdy, na przykład na podstawie niesławnego artykułu 12a.

 

Czego dotyczy artykuł 12a?

„W razie bezpośredniego zagrożenia życia lub zdrowia dziecka w związku z przemocą w rodzinie pracownik socjalny wykonujący obowiązki służbowe ma prawo odebrać dziecko z rodziny i umieścić je u innej niezamieszkującej wspólnie osoby najbliższej”. W praktyce na podstawie przepisów Niebieskiej Karty za przemoc wobec dziecka uznawane jest ubranie niewłaściwe do pogody. Bójka z rówieśnikami w szkole czy inne agresywne zachowanie jest coraz częściej podstawą do oskarżania całej rodziny.To mogą być także wszelkie ograniczenia wynikające z troski o dziecko: szlaban na komputer, zabranie komórki, ograniczenie kieszonkowego czy zakaz spotykania się z określonym towarzystwem. W aktach spraw takie przypadki wpisywane są jako przemoc psychiczna. Zdarzają się także przypadki odbierania dzieci w wyniku „przemocy słownej”. Bywa, że „winna” jest depresja mamy.

 

Kto stwierdza tę winę?

Na ogół jest to pracownik socjalny, ale może to być psycholog czy pedagog szkolny. Na podstawie podejrzenia może uruchomić procedurę Niebieskiej Karty. Wówczas spotyka się zespół interdyscyplinarny lub grupa robocza, gdzie może zasiadać dyrektor ośrodka pomocy społecznej, przedstawiciel służby zdrowia, policji, oświaty oraz inni „specjaliści” w dziedzinie przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Dotychczas nie było obowiązku uczestniczenia w jego posiedzeniach asystenta rodziny, który znał ją najlepiej. Ma się to zmienić, bo rodziny, których przypadki są omawiane, mogą nawet o tym nie wiedzieć. Zespół ma prawo gromadzić wszystkie dane o rodzinie, w tym dane o stanie zdrowia, nałogach, orzeczeniach i ukaraniach, i dyskutować o nich. To bardzo poważne naruszenie praw obywatelskich i całkowite zaprzeczenie zasady domniemania niewinności.

 

Zespół się zbiera i co dalej?

Zaprasza rodziców i zaczyna nad nimi pracować: wysyła na warsztaty wychowawcze, do psychologa, każe poprawić warunki dzieciom. Niektórzy rodzice skarżą się, że wygląda to jak sąd nad nimi, w czasie którego tylko wytyka się im błędy.

Rodzice twierdzą, że takie „rozmowy” im nie pomagają, wręcz przeciwnie: czują się inwigilowani. Uczestniczą w nich jednak, bo liczą na szybkie zakończenie procedur niesłusznie uruchomionych lub pomoc jeśli występuje problem. Ale o rzeczywistą pomoc trudno – rodzice mają zrealizować zalecenia zespołu i dostosować się do jego wymogów.

 

W jakich okolicznościach zaczęła obowiązywać ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie w obecnym kształcie?

Przepisy wprowadzono w 2010 r., mimo ogromnych protestów społecznych. Rzecznik praw obywatelskich prof. Janusz Kochanowski zapowiadał, że zaskarży je do Trybunału Konstytucyjnego. Niestety, zginął w katastrofie smoleńskiej. Nowelizację podpisał krótko później p.o. prezydenta Bolesław Komorowski. To był czas żałoby, który nie sprzyjał debacie publicznej wokół wprowadzanych zmian.

 

Od ośmiu lat nie da się ich odkręcić. Dlaczego?

Próby zmian napotykają opór instytucji realizujących Krajowy System Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie. Jego budżet na lata 2014-2020 wynosi 135 mln zł.

 

Odbieraniem dzieci udowadniają konieczność swojego istnienia i finansowania?!

Powstał wielki system, który ma umocowanie na wszystkich szczeblach państwa, od poziomu wiceministra rodziny, który pełni funkcję krajowego koordynatora, przez województwa, powiaty, aż do poziomu gminy. Jedyny samorząd w Polsce, który odmawia wprowadzenia systemu na swoim terenie, to Zakopane. Górale jasno postawili sprawę, że to niezgodne z ich sumieniem, mimo że wojewoda groził im rozwiązaniem rady miasta. System ma wymiar antyrodzinny, definiuje przemoc jako coś związanego z rodziną. Każda rodzina może łatwo paść jego ofiarą. „Dajcie mi człowieka, a ja znajdę paragraf”?

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI