23 października
wtorek
Marleny, Seweryna, Igi
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Górnik jest jak Ewangelia

Ocena: 4.94
1381

Kogokolwiek zapytać w Jastrzębiu o ks. prałata Bernarda Czerneckiego, zaraz się rozpromienia. Ludzie mu ufają i wiedzą, że zawsze mogą na niego liczyć.

fot. Kancelaria Prezydenta

– Pisze pani o człowieku wyjątkowym i wielkim – mówią. – Bez jego udziału na pewno nie byłoby dziś wolnej i niepodległej Polski.

– Order Orła Białego należał mu się już dawno. Co roku od 2010 r. górnicy wciąż się o to upominali. Nie tylko Jastrzębie zawdzięcza mu wiele, ale i cały region, i nasz kraj. Zawsze miał wsparcie całej „Solidarności” – tłumaczy Alojzy Pietrzyk, też człowiek-legenda, dziś prezes Stowarzyszenia „Pamięć Jastrzębska”.

fot. Katarzyna Migdoł-Rogóż

Nikt chyba nie wyobraża sobie miasta bez prałata z kościoła „na górce”. Ksiądz jest z nimi od 40 lat i choć od 1994 r. jest na emeryturze, jego telefon wciąż dzwoni, dziennikarze proszą o spotkania, a jeszcze i chodzi po kolędzie. Ma 87 lat, mieszka przy parafii Najświętszej Maryi Panny Matki Kościoła, gdzie był wieloletnim proboszczem. Dalej posługuje górnikom jako ich duszpasterz, do tego dochodzą pielgrzymki oraz codzienne spotkania w szkołach całego regionu, które prowadzi razem z górnikami-weteranami, uczestnikami strajków i członkami „Pamięci Jastrzębskiej”. Człowiek, któremu zawsze się chce i który nigdy nie narzeka.

– Ludzie codziennie się za mnie modlą i ja się modlę za nich. Kochają mnie i są dla mnie serdeczni, traktują jak rodzinę, a to daje mi siłę – odpowiada z uśmiechem ks. Czernecki.

Wszędzie i dla wszystkich jest taki sam. I to chyba stanowi o jego wielkości. Skromny, pełen ciepła i optymizmu, urzeka od pierwszej chwili. Jak mówią „jego” górnicy, zawsze ma czas dla drugiego człowieka, a jeśli nie ma, to na pewno znajdzie.

 

Walka o pamięć

Kiedy Alojzy Pietrzyk był przewodniczącym podziemej „Solidarności”, to właśnie u ks. Czerneckiego „na górce” miał siedzibę. W konspiracji górnicy nazywali księdza „Dziadkiem”, i tak pozostało do dziś.

– On tego nie lubi, ale był od nas dużo starszy i łatwiej nam było między sobą mówić: idź do „Dziadka”, on ci pomoże. Zawsze pomagał. W stanie wojennym siedziałem w więzieniu i mogłem na niego liczyć. Dziś zresztą także – mówi Alojzy Pietrzyk.

Na lekcje patriotyczne w szkołach chodzą po kilka lub kilkanaście osób, zawsze na zaproszenie. – Podróżujemy często razem, prałat śpiewa w samochodzie, żartuje. Nie jest „przygnieciony ciężarem” odpowiedzialności narodowej. To bardzo pogodny, wesoły człowiek, którego nic nie złamało. Ale też jasno postawił sprawę: powiedział nam, że w krzyżu Chrystusa ma oparcie, Jemu zawierzył się bezgranicznie – opowiada Kazimierz Grajcarek, który w 1980 r. był jednym z założycieli „Solidarności” w kopalni „Silesia”. – Prałat znalazł drogę do górników. Jesteśmy twardymi ludźmi, nasza praca jest ciężka, pod ziemią musimy mieć do siebie zaufanie, a on potrafił grać na delikatnych nutach, które były ukryte w naszych sercach.

Widocznie potrafi trafić do serc również młodzieży, bo na spotkaniach są pełne sale, a młodzi o najnowszej historii Polski słuchają z wypiekami na twarzy.

 

Orzeł nadleciał

Najwyższe odznaczenie państwowe ks. Bernard Czernecki otrzymał 11 listopada tego roku, w Święto Niepodległości Polski. Z dumą pokazuje order, z Orłem w koronie i napisem: „Za Ojczyznę i Naród”.

– Robiłem to, czego wymagali ode mnie robotnicy, czego wymagała ode mnie ojczyzna, czego oczekiwał ode mnie Kościół i wreszcie to, do czego jestem powołany. Nie myślałam o takim orderze, ale kiedy już ten orzeł do mnie przyleciał, to widzę w tym całe moje życie. Jest w nim moje serce, miłość do Boga, do Kościoła i do matki-ojczyzny – przyznaje ks. Czernecki. – Jest naturalnie radość, są łzy i na pewno trochę męki, bo trudne to były czasy. Z robotnikami byłem zawsze, cieszyłem się z nimi, bałem się o nich. Były też takie chwile, kiedy kładłem się na betonie i leżałem krzyżem.

 

Umiesz z nimi rozmawiać

Ksiądz Czernecki zawsze rozumiał ludzi ciężkiej pracy. Pochodzi z biednej, wielodzietnej rodziny. – Mój dom rodzinny był polski, tata był górnikiem na Kopalni „Wujek” i nie miałem kłopotu, żeby być blisko ludzi pracy. Nie tylko rdzennych Ślązaków, ale również tych napływowych.

Towarzyszył robotnikom i ich rodzinom w każdej sytuacji, ale też nigdy nie im się nie narzucał. – Dla mnie ks. Bernard to człowiek przeźroczysty, skromny, niesamowicie ciepły i dobry. Mimo jego ogromnych zasług na wielu polach i zaangażowania zawsze pozostawał w cieniu. Chyba i ja do tej pory nie widziałem we właściwych proporcjach jego osobowej i kapłańskiej wielkości, umiejętnie zresztą przykrytej, a może nawet i schowanej za zasłoną wyniesionej ze śląskiego domu logiki niepchania się na afisz i po zaszczyty – relacjonuje ks. Piotr Brząkalik, proboszcz parafii Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Katowicach.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane komentarze

 

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -