14 grudnia
piątek
Alfreda, Izydora, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Poznań: życie po Czerwcu

Ocena: 0
1466

Ojciec nie mógł dostać pracy, ja pracowałem za najniższe stawki. Kilka lat musiałem się leczyć – opowiada Włodzimierz Marciniak, jeden z bohaterów Poznańskiego Czerwca. Jak potoczyły się losy osób, które w roku 1956 upomniały się o wolność i chleb?

„Świecą z murów kul białe rozpryski/ gwiazdy mściwych, sczerniałych nieb./ Nie wrócili do domów, do bliskich,/ ci, co wyszli, by wołać o chleb./ Czołgi stoją na rogach ulic./ Rzucił bęben zły dobosz – głód./ Nie wrócili, polegli od kuli/ ci, co strzelać nie chcieli w lud” – pisał w lipcu 1956 r., zaledwie kilka tygodni po tragicznych wydarzeniach poznańskiego powstania, poeta Franciszek Fenikowski. Swojemu utworowi nadał wszystko mówiący tytuł: „Czarny Czwartek”.

Dziś, w 60. rocznicę zrywu czerwcowego, żyje niewielu już świadków i bezpośrednich uczestników tamtych dni. Jednym z nich jest ppłk rez. Włodzimierz Marciniak, prezes Związku Kombatantów i Uczestników Powstania Poznańskiego Czerwca 1956. Jest pomysłodawcą pomnika Poległych w Powstaniu Poznańskim w 1956 r., który był budowany przez 20 lat i stanął przy ul. Kochanowskiego w Poznaniu.

Urodzony w stolicy przed II wojną światową, mieszka w Poznaniu i daje świadectwo, szczególnie młodym ludziom, jak ważny w drodze do odzyskania niepodległości był Czerwiec ’56. Jego rodzice w czasie wojny byli zaangażowani w działalność podziemną. Bliskim kuzynem pana Włodzimierza był – dziś rzadko wspominany i mało już znany, poza harcerzami – Florian Marciniak, pierwszy naczelnik Szarych Szeregów.

– Zanim po Powstaniu Warszawskim przyjechaliśmy do Poznania, widziałem, co najpierw robili Niemcy i co potem zrobili z Warszawą Rosjanie. Mieliśmy nadzieję, że będą tu na krótko. Jednak sfałszowane w 1947 r. wybory pokazały, że władza całkowicie została przywieziona ze Związku Radzieckiego i że nigdy nie będzie dobra dla Polski – opowiada Włodzimierz Marciniak.

I wspomina ciężkie czasy: – Robiliśmy normy 200 proc, a dostawaliśmy płacę za 100 proc. Podstawą jedzenia był tylko chleb, suchy lub namoczony słodzoną wodą. Panował głód i terror, pamiętam represje, chociażby za słuchanie Radia Wolna Europa czy za wywieszanie polskiej flagi w dniu Bożego Ciała.

Kiedy rozpoczęły się wydarzenia pamiętnego czerwca, pan Włodzimierz miał 20 lat. Pracował w hurtowni Centrofarma. Dziś potrafi odtworzyć każdy moment z tamtych dni.

– Ludzie wyszli na ulice 28 czerwca. Spotkali się na pl. Stalina, dzisiaj Mickiewicza, na którym stoją znane krzyże. Chcieli rozmawiać z władzami miasta, niestety, władze opuściły Poznań, więc udali się do Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Chcieli wejść do pierwszego sekretarza. Stróż, którzy otworzył drzwi, powiedział, że nikogo nie ma. Ludzie byli porażeni, gdy zobaczyli, ile produktów – dla nich niedostępnych – znajdowało się w całym budynku. Nagle do nich dotarło, jak dobrze miała władza, a jak byli traktowani robotnicy – opowiada Włodzimierz Marciniak.

Wziął udział w ataku na budynek Urzędu Bezpieczeństwa. – Ubowcy otworzyli ogień, nie tak, żeby zranić, ale żeby zabić. Strzelano w głowę, klatkę piersiową, zastrzelono kilkadziesiąt osób – opowiada. Następnego dnia, z samego rana, został aresztowany.

– Przesłuchiwano mnie w bestialski sposób. Wybito mi zęby, złamano obojczyk i nos, uszkodzono kręgosłup. Oskarżono mnie zgodnie z obowiązującym wówczas dekretem, groziło mi od 15 lat więzienia do kary śmierci włącznie. W październiku odbywał się proces, ale zostałem zwolniony. Po wyjściu z więzienia leczyłem się kilka lat. Straciłem od razu pracę. Przecież byłem już znany, oznaczony jako wróg ludu. Pracowałem jako ślusarz, ale krótko. Potem zatrudniłem się na wsi pod Poznaniem, w jednym z PGR-ów. Przez cały czas kontrolowano mnie. Ja jednak włączyłem się w działalność podziemną w stanie wojennym, m.in. kolportując ulotki, znaczki Solidarności, z których fundusze były przekazane na Solidarność Walczącą. Za to byłem inwigilowany; moja sprawa nosiła kryptonim „Kwiaciarnia”.

Na zakończenie Włodzimierz Marciniak podaje smutną konkluzję: – Ci, którzy z nami walczyli, dzisiaj z nas się śmieją. Ubowcy mają wysokie emerytury, a my mamy po 1200 zł. Boli mnie, że zapomniano o Poznańskim Czerwcu, podobnie jak zapomniano o Powstaniu Wielkopolskim. Jednak skoro nauczanie historii w szkole tak mocno kuleje, to skąd młodzi ludzie mają dowiadywać się o tak ważnych wydarzeniach?

 

O chleb i wolność

– Zginęło 60 niewinnych ludzi, w tym 17 bardzo młodych, poniżej 18. roku życia. Najmłodszy, Romek Strzałkowski, miał tylko 13 lat. Stał się ikoną Poznańskiego Czerwca – opowiada Krzysztof Głyda, kierownik Muzeum Powstania Poznańskiego Czerwiec 1956.

Akty oskarżenia przeciwko 132 uczestnikom zostały przekazane do rozpatrzenia przez sądy. Doszło do trzech procesów – nazwanych procesami „trzech” (proces dotyczący linczu na funkcjonariuszu UB), „dziewięciu” i „dziesięciu”. – Był to typowy efekt represji władz. Procesy zakończyły się wyrokami skazującymi, choć nie zostały one wykonane do końca ze względu na zbliżającą się już „odwilż” – wyjaśnia Krzysztof Głyda.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -