20 października
wtorek
Ireny, Kleopatry, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Między zmianą i ciągłością

Ocena: 0
1080

Niektórzy nazwali ironicznie koronawirus fenomenem pobożnym, bo trzyma się tylko kościoła, a gdzie indziej nie istnieje. - mówi abp. Stanisław Gądecki, przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski, w rozmowie z ks. Henrykiem Zielińskim.

fot. xhz

Jak Ksiądz Arcybiskup w aktualnym kontekście odczytuje hasło tego roku duszpasterskiego: „Eucharystia daje życie”?

W życiu Kościoła następuje wiele zdarzeń, które czytane w duchu nadprzyrodzonym nabierają głębszego sensu. Tak jest też i z hasłem tego roku. Jest ono nieprzypadkowe, zwłaszcza w kontekście doświadczenia swoistej eucharystycznej pustyni, którą w minionym czasie przeżywaliśmy. Ta pustynia stała się dla wielu okazją do przemyślenia swojej wiary i jej praktykowania. Dzięki niej mogliśmy doświadczyć zbawiennej tęsknoty za Eucharystią – prawdopodobnie jeszcze nigdy do tej pory, poza wojną – nie doświadczyliśmy takiej tęsknoty. W minionych tygodniach wiele osób pisało o tym do mnie w listach i mailach.

Byliśmy przyzwyczajeni, że Eucharystia jest zawsze na wyciągnięcie dłoni. Nawet jeśli ktoś nieregularnie w niej uczestniczył, to jednak zawsze miał świadomość jej dostępności. Z tej racji nieraz zbyt mało ją ceniliśmy, może nawet popadliśmy w rutynę. Jej brak uświadomił nam, że bez Eucharystii – w sensie duchowym – usychamy. Dzięki epidemii hasło tego roku naprawdę może przestać być jedynie pobożnym sloganem, a stanie się zadaniem, z którym utożsamia się nasze serce.

 

Czy jednak w pewnym momencie nie doszło do odwrócenia pojęć, kiedy pójście na Mszę Świętą zaczęto kojarzyć z zagrożeniem życia, a jeden z biskupów nazwał to nawet grzechem?

Poprzez epidemię w nasze codzienne funkcjonowanie wkradło się wiele lęków. Boimy się witać uściskiem ręki, lękamy się bliskości w kolejce, stresujemy się, spotykając kaszlącą osobę. Dziadkowie boją się wnuków, a wnuki dziadków. Nie wiemy nawet, czy bardziej boimy się o siebie, czy o naszych bliskich. Trwożymy się wobec niewidzialnego wirusa, ale zaczęliśmy się też bać siebie nawzajem i panicznie uciekać od wspólnoty. Te lęki dotknęły także świątyni, tj. przestrzeni, która stworzona jest do życia wspólnotowego. Troska o to, aby nie zarazić się wirusem w kościele, stała się w niektórych sytuacjach nieporównywalnie większa aniżeli obawy przed ryzykiem zarażenia w innych miejscach publicznych. Stąd niektórzy nazwali ironicznie koronawirus fenomenem wyjątkowo pobożnym, który trzyma się tylko kościoła, a w innych przestrzeniach nie istnieje.

Już na początku marca, zanim rozpoczęła się w Polsce dyskusja o ograniczeniu życia społecznego, niektóre środowiska zaczęły wywierać szczególną presję na zamykanie świątyń. Zjawisko to jeszcze wyraźniej było zauważalne na Zachodzie, skutkiem czego wielu wierzących na długo zostało zupełnie odciętych od sakramentów. Jednocześnie przyznawano, że istnieją przestrzenie – jak np. sklepy czy apteki – które muszą nieustannie pozostawać otwarte dla podtrzymania życia. Roztropność jest zawsze konieczna i dlatego rzeczywiście działania lekkomyślne są grzechem przeciwko miłości. Trzeba jednak równocześnie pielęgnować świadomość, że wizyty w kościołach nie są sposobem na spędzanie czasu wolnego, ale są chwilami, które naprawdę podtrzymują nasze życie, dają siłę i nadzieję, która pozostaje ostatnią deską ratunku, gdy wszystko inne zawodzi.

 

Po etapie zgody na obostrzenia wystąpił Ksiądz Arcybiskup publicznie do władz z postulatem zwiększenia dozwolonej liczby uczestników liturgii. Czym była spowodowana ta zmiana?

W sytuacjach kryzysu należy zawsze kierować się równocześnie wiarą i roztropnością. Roztropność nakazuje podjąć racjonalne środki, aby zminimalizować szkody wynikające z choroby. Zgodna opinia ekspertów wskazuje na to, że najskuteczniejszym środkiem do walki z wirusem jest prewencja, polegająca na ograniczeniu kontaktów międzyludzkich. Stąd jako pasterze Kościoła z respektem podeszliśmy do wprowadzanych przez władze restrykcji, które dotyczyły nie tylko praktyk religijnych, ale i całości życia społecznego. Wierzący winni bowiem solidarnie znosić trudy, jakie dotykają wszystkich. Jest to zresztą też wymóg miłości bliźniego.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Redaktor naczelny tygodnika "Idziemy"
henryk.zielinski@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 20 października

Wtorek, XXIX Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Jana Kantego, prezbitera
Bądźcie podobni do ludzi oczekujących swego Pana...
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Ef 2,12-22; Ps 85,9ab.10-14; Łk 12,35-38
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter