3 lutego
piątek
Blazeja, Oskara
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Przemijanie - dramat czy nadzieja?

Ocena: 5
1628

Człowiek odchodzi w momencie dla niego najlepszym, bo Pan Bóg jest dobry. - mówi o. Leon Knabit OSB w rozmowie z Radosławem Molendą

fot. Robert Krawczyk/ fotokrawczyk.pl/Facebook

Jak Ojciec, mając 92 lata, traktuje swoje przemijanie?
Jako coś zupełnie normalnego. Na świecie pewne rzeczy trwają, ale cała reszta z tego, co nas otacza, na ogół przemija. Mam tyle lat, ile mam, nie dziwię się więc, że większość życia i tego, co mnie spotyka, jest już za mną. Pozostaje mi przyjąć tę kolej rzeczy i się do niej dostosować.

Brzmi to nieco ponuro. Przemijanie jest bardziej dramatem, czy nadzieją?
I tym, i tym? Dla człowieka niewierzącego w Boga i w życie wieczne przemijanie zawsze będzie dramatem, ponieważ niezależnie od tego, jak swoje życie przeżywa, co mu się udało bądź nie, czego doświadczył, jakie ma aspiracje i cele, jak dobrze funkcjonuje – w praktyce widzi, że z czasem jest coraz gorzej i słabiej. A potem śmierć i więcej nic.

Co innego dla człowieka wierzącego. Dla niego jest wielka nadzieja, którą daje Jezus mówiąc „kto we Mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie” (J 11,25). Dla tej nadziei i tego, co się nam objawi w przyszłości, warto przeżywać nasze życie doczesne nawet z jego utrapieniami. Jako 92-latek wspominam swoje życie, jego wiosnę i lato, obecnie mam jesień, a kiedyś nadejdzie zima, czyli śmierć. Jednak ona wszystkiego nie kończy. Dla człowieka wierzącego jest to tylko etap, po którym będzie nowa wiosna. A ta nigdy nie minie.

Kiedy pozostaje nam już jedynie przeszłość, jest to jednak częstokroć także dramat dla nas, wierzących.
Oczywiście, oderwanie duszy od ciała dla każdego jest pewnym dramatem. To są jednak dwie cząstki jednej istoty, które dotąd zawsze były razem. Jednocześnie jednak wspomniana nadzieja, którą mamy w Jezusie Chrystusie, w którego niezbicie wierzymy, jest nieporównanie większa.

Podejście do przemijania i śmierci egzaminuje naszą wiarę?
Dlatego modlimy się, i słusznie, o wiarę, która jest łaską. Na szczęście mamy możliwość wierzenia mimo trudności; to dar dany nam już podczas chrztu świętego. I im silniejsza wiara, która prowadzi do zjednoczenia z Chrystusem, z tym większym przymrużeniem oka możemy patrzeć na doczesność. Było wspaniale, ale było. Teraz trzeba nastawić się na to, co przed nami, zwłaszcza kiedy „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy Bóg przygotował tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2,9). Wystarczy popatrzeć na świętych, którzy szli na śmierć mając przy tym wielką radość. Nie bali się w pełni żyć i tak samo nie bali się umierać, czekając na zjednoczenie z Chrystusem. Wszystko – jak wskazywał św. Paweł - uznając za rzeczy małej wartości, byleby pozyskać Chrystusa (por. Flp 3,8). Jeśli jednak wiara jest słaba, wierzy się półgębkiem – trudniej jest także wierzyć, że tam, po drugiej stronie, będzie lepiej. A wtedy smutno jest porzucać doczesność, do której tak żeśmy się przywiązali.

Po co jest przemijanie? Co w nim dobrego? Nie lepiej by było funkcjonować w pełni sił aż do śmierci?
O to już trzeba pytać Pana Boga. Tak ten świat jest urządzony. Przemijanie z pewnością wiąże się z upływem czasu. Arystotelesowskie numerus motus secundum prius er posterius (czas jest miarą zmiany według tego, co „wcześniej” i „później”) pozwala nam spojrzeć na nasze życie, jak przebiega, zastanowić się nad nim.

„Przemijamy, jak wszystko, by w ten sposób przetrwać” – pisał ks. Jan Twardowski. Może umieramy we „właściwym”, samemu Bogu wiadomym czasie, by nie rozmienić na drobne tego, co przeżyliśmy i dokonaliśmy do momentu śmierci?
Jeszcze arcybiskup, Karol Wojtyła mówił niejednokrotnie: że „człowiek odchodzi w momencie dla niego najlepszym, bo Pan Bóg jest dobry”. Warto podejmować tę refleksję. Wymyślamy sobie nasze życie, robimy plany, ale Pan Bóg wie lepiej, kiedy jest dobry dla nas czas, by odejść.

Przypomina mi się historia matki bł. ks. Jerzego Popiełuszki, która po stracie ukochanego syna powiedziała: „on nie był mój. Należał do Boga”. Taka wielka wiara prostej kobiety.
Wspominam także często historię tynieckiego furtiana, śp. o. Michała Bigosza OSB, który umieścił na furcie napis: „Nasz czas należy do Chrystusa”. Św. Ignacy Loyola w Fundamencie swoich „Ćwiczeń duchownych” wyjaśnia, że „człowiek został stworzony, aby Boga wielbił, czcił i służył Mu – i dzięki temu zbawił duszę swoją. Inne rzeczy na ziemi są stworzone dla człowieka i po to, by mu pomagały w zmierzaniu do celu, dla którego został stworzony”. Wierzący człowiek zdaje sobie sprawę, że jest całkowicie zależny od Boga. Nie ubliża mu to, że jest Jego własnością, ponieważ wie, że Bóg go kocha. Podobnie w małżeństwie kochająca żona czy mąż nie krępują się ani nie wahają, by się dla siebie nawzajem poświęcać, oddawać swój czas, swoją suwerenność, umierać dla kochanej osoby. Czas naszego życia jest czasem danym nam przez Chrystusa, winien być czasem z Chrystusem i do Niego należy.

Pisze Ojciec także, że poniekąd sami jesteśmy czasem. Jeśli jesteśmy dobrymi ludźmi – będziemy dobrym czasem w życiu tych, którym towarzyszymy. I mimo przemijania tacy pozostaniemy w ich pamięci.
Potwierdza to osoba Jana Pawła II, który był wspaniałym czasem dla świata. Podobnie, kiedy mieliśmy np. ukochaną babcię. Umarła, czas z nią się skończył, ale pozostał wspaniałym, danym nam elementem naszego życia, o którym nie chcemy zapomnieć.

Prymas Tysiąclecia mawiał, że czas to miłość. Zamiast martwić się własnym, nieuchronnym przemijaniem, lepiej więc postarać się dobrze swój czas wykorzystywać?
Innego doczesnego życia, niż to, które mamy, nie będzie. Dlatego warto przypomnieć sobie przypowieść o talentach i pytać siebie, jakim jestem czasem dla innych: współmałżonka, domowników, sąsiadów, w pracy? Czy mój czas się dłuży, czy biegnie? Jak go używam? Na wieczność „zarabiamy” sobie w doczesności, w oparciu o to, jak żyjemy. To od nas zależy, czy będziemy wprowadzać w życie innych jasność, radość i pokój. Czy po naszym odejściu ktoś powie: „jaki to był wspaniały czas, kiedyśmy przebywali razem!”.

A jeśli ktoś był złym człowiekiem?
Nie wiemy, co Bóg zrobi ze Stalinem, Hitlerem czy Putinem. Wiemy jednak, że Bóg chce ocalenia wszystkich ludzi. Dlatego my – choćby w naszej opinii – nikogo, nawet najgorszego zbrodniarza, nie możemy wsadzić do piekła. Bóg ma swoje metody i nawet w ostatnim momencie, kiedy już w agonii tracą świadomość, Bóg może do nich dotrzeć i wydusić z nich coś, co pozwoli im - po bardzo solidnym czyśćcu – na zbawienie.

Najlepszym wzorem dobrze na ziemi wykorzystanego czasu może być sam Jezus Chrystus.
Nie dziwi więc, że ludzie wierzący są zakochani w Bogu, że wierzą Mu, kiedy mówi o życiu wiecznym, i nie boją się śmierci, by się z Nim spotkać twarzą w twarz. Niemniej jednak to prawda, że przemijanie i śmierć pozostanie dla nas tajemnicą. „Umrzyj, to się dowiesz. A jeśli wrócisz z grobu, to opowiesz!” – czytamy w „Balladynie” Juliusza Słowackiego.

Popatrzmy na naszą rzeczywistość, kiedy ataki na wiarę, na Kościół, na wszystko co święte, wymagają bardziej radykalnego podejścia. Dziś - kiedy ludzie umierają na Covid, kiedy trwa wojna na Ukrainie - nie są czasy wiary na pół gwizdka, byle jakiego zaufania Bogu. Trudno nam to zrozumieć, ale Bóg naprawdę nad tym wszystkim panuje, wszystko ogarnia. Nasz czas do Niego należy i każda nasza chwila powinna być ad majorem Dei gloriam.

Jeśli „czas ucieka, wieczność czeka” – warto nie tylko nie bać się przemijania, ale także nabrać mądrego dystansu wobec tego, co doczesne.
Z tym mamy pewne trudności. Są przykłady świętych, którzy tak kochali Boga, że tęskniąc za życiem wiecznym nie mogli się doczekać śmierci. „Nie żyję w sobie, bo znam inną drogę — pełnego życia, więc wołam w tęsknocie: Ja tym umieram, że umrzeć nie mogę.” – pisała św. Teresa z Avila. Ale to są duchowe wyżyny. Nie każdy z nas ma doświadczenia mistyczne.

Pamiętajmy, że wraz z naszym przeminięciem ustają także m.in. nasze trudy, czasem cierpienie, nasze liczne obowiązki. Nie darmo mówimy o „wiecznym odpoczynku”. Jedna rzecz jednak nie przeminie: miłość. I jeśli nie każdy z nas jest mistykiem, każdy z nas jest powołany do tego, by dziś kochał Jezusa i ludzi bardziej, niż wczoraj, a jutro - bardziej, niż dziś. Potrzeba nam wiary Abrahama, do którego Bóg mówił: wyjdź. Nie martw się o siebie. Ja cię będę prowadził!

Jak dobrze przeżywać przemijanie innych, których kochamy? Jak nie żałować zmarłych dzieci mających życie dopiero przed sobą, mającego jedynie 35 lat Mozarta, który mógł jeszcze tyle skomponować? Podobnie 39-letniego Chopina…?
To tajemnica, którą zna tylko Bóg. Pozostaje nam - jak w przypadku naszego przemijania - uznać – jak wspomniana matka bł. ks. Jerzego - Jego plan w przemijaniu innych – wierząc bez żadnej wątpliwości, że Bóg ich kocha i chce dla nich jedynie dobra. On ich stworzył z miłości i do Niego należą.

Zawsze pozostaje gdybanie: a co byłoby, gdyby dziś żył prymas Wyszyński, Jan Paweł II, ks. Popiełuszko? Jak inaczej wyglądałby Kościół w Polsce i na świecie? Czy mielibyśmy w Polsce takie spory polityczne, jak obecnie? Może by nie doszło do wojny na Ukrainie? Ale to wszystko wie tylko Bóg. To tak, jakby pytać garncarza, dlaczego ulepił takie, a nie inne naczynia.
Ufamy mądrości Bożej, choć jej najczęściej nie rozumiemy. Maryja także wielu rzeczy nie rozumiała, ale zachowywała wszystko w swoim sercu. I przyszedł czas, kiedy - po wniebowzięciu – już wie wszystko, o co chodzi. Podobnie kiedyś dowiemy się i my. Jezu, ufam Tobie! – to ma głęboki sens.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent polonistyki UW, dziennikarz i publicysta, współtwórca "Idziemy" związany z tygodnikiem w latach 2005-2022. Były red. naczelny portalu idziemy.pl. radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 3 lutego

Piątek, IV tydzień zwykły
Będę szukał oblicza Twego, Panie. *
+ Czytania liturgiczne (rok A, I): Mk 6, 14-29
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna przed świętem Matki Bożej z Lourdes cz.1

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz
Blisko nas
chcesz dodać swoją informację - napisz

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.

POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Newsletter