9 lipca
czwartek
Lukrecji, Weroniki, Zenona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Mam tu kogoś dla ciebie

Ocena: 0
1386

Pod klinikę aborcyjną podjechał sportowy wóz. Przystojniak za kierownicą powiedział do modlących się pro-liferów: „Żyję dzięki waszej modlitwie”.

fot.arch. prywatne

Podczas modlitwy pod kliniką aborcyjną należy zachowywać się cicho, inaczej pojawi się policja. Pro-liferom nie wolno wchodzić na parking, zagadywać pacjentek, bo jest to odbierane jako „zakłócanie spokoju publicznego”. – Nie rzadziej niż raz w miesiącu podchodzi jakaś kobieta i dziękuje za uratowanie jej i dziecka – mówi Anita Stola, neonatolog, która przed kliniką Planned Parenthood w Arizonie w USA także modliła się na różańcu.

– Jako lekarz niemal codziennie byłam świadkiem narodzin nowego życia i często przekazywałam noworodka ojcu, który płakał ze szczęścia – opowiada. – Wtedy wychodziłam i także płakałam – bo mnie takie szczęście nie było dane.

Osiem razy przeszła in vitro, raz poroniła córeczkę, kiedy więc podjęła duchową adopcję, modliła się za dziewczynkę. – Równo po dziewięciu miesiącach od rozpoczęcia modlitwy rożańcowej, o czwartej nad ranem dostałam telefon od znajomej ginekolog położnik: „Czterdzieści minut temu moja pacjentka urodziła śliczną dziewczynkę, czekaj, najlepiej, jak sama ci to powie” – usłyszałam, a zaraz potem młody głos: „Mam tu kogoś dla ciebie”.

Dziewczyna chciała usunąć ciążę, ale postanowiła oddać dziecko do adopcji. Praw do niego zrzekła się w ciągu 72 godzin od porodu. – Prawnik, który nam pomagał, miał trzydziestoletnie doświadczenie i kilkoro adoptowanych dzieci – mówi Anita. – Nigdy mu się nie zdarzyło, by proces adopcyjny przebiegł tak sprawnie. Naszą Natalkę przywieźliśmy do domu zaledwie po dwóch dniach od narodzin. Dziś ma dziewięć lat. Wierzę, że przez tamte dziewięć miesięcy modliłam się o życie swojej córki.

Natalia była drugim dzieckiem adoptowanym przez Anitę i jej męża. Kiedy kilka lat wcześniej zdecydowali się na adopcję, myśleli o przyjęciu zdrowego i nieco odchowanego już dziecka. – Wtedy znajoma powiedziała mi o ciężarnej, której dziecko zaraz po narodzinach miało zostać odebrane – mówi Anita. – I dodała: „Z tym, że dzidziuś ma na plecach potworniaka”, to rodzaj nowotworu.

Nazajutrz małżonkowie byli zdecydowani. Anita już wtedy od 14 lat dzień w dzień modliła się o dziecko, a teraz od wzięcia je w ręce dzieliły ją dwie godziny. Nagle telefon. „Rozmyśliłam się, chcę zachować córkę” – usłyszała od biologicznej mamy. Załamała się, była tak blisko spełnienia jednego z największych marzeń... Niedługo później kolejny telefon. „Wiesz, jaki jest twój problem? Ty się modlisz, ale nie wierzysz, że twoje prośby się spełnią” – mówiła Carmen, koleżanka z pracy. Anita rozpłakała się i uklękła; nigdy wcześniej nie modliła się tak szczerze, żarliwie, z zaufaniem i przekonaniem, że to, o co prosi, zostanie jej dane. I znów telefon. Mama jej przyszłej córeczki zmieniła zdanie.

Kilka dni później, kiedy Carmen przyszła poznać małą Alicję, Anita dziękowała jej za tamten telefon, ale usłyszała: „Ja do ciebie nie dzwoniłam. Owszem, o tej porze modliłam się w kaplicy, przede wszystkim za ciebie. Ale nie dzwoniłam”.

Anita jest neonatologiem od 20 lat. Na jej rękach umarło wiele noworodków, wiele ochrzciła. Była świadkiem rodzinnych dramatów. Trzy lata temu zgłosili się do niej Marta i Marcin, oczekujący trzeciego dziecka. Okazało się, że ma ono skomplikowaną wadę serca i zespół Edwardsa. – Jedyne, co takiemu dziecku możemy zaoferować, jeśli dożyje porodu, to miłość i komfort umierania: pocałunek, przytulenie i lek przeciwbólowy – mówi Anita. – Większość rodziców decyduje się na aborcję, Marta i Marcin postanowili urodzić. Biła z nich głęboka wiara i pokój. Konsultację zakończyliśmy zawierzeniem Matce Bożej.

Dwa miesiące później Marta zgłosiła się na cesarskie cięcie. Na sali był ksiądz. Gdy ginekolog zaczął operację, na prośbę Marty wszyscy zaczęli odmawiać Różaniec. Oktavia urodziła się przy „Zdrowaś Mario”.

– Jedyną osobą na sali, która płakała, byłam ja – przyznaje Anita. – Zaraz po porodzie Oktavia przyjęła chrzest i rodzina została z nią sam na sam. Przychodziłam co 20 minut posłuchać, czy jej serduszko nadal bije – wspomina. – I widzę: Oktawia na rękach u taty, a mama i rodzeństwo śpiewają Happy birthday. Mama bierze córeczkę na ręce i w tym momencie młodsza dziewczynka, dwuletnia, mówi: Bye, bye, baby. Dlaczego akurat teraz? Przyłożyłam stetoskop do klatki piersiowej Oktavii. „Marto, Oktavia jest już z naszym Panem” – powiedziałam.

W takim momencie rodziny pogrążają się w zrozumiałym bólu. – Marta zareagowała nieoczekiwanie: uśmiechnęła się i podziękowała Bogu za dwie wspaniałe godziny z Oktavią – mówi Anita. – To była lekcja, którą dostałam jako lekarz i jako katoliczka. Lekcja wdzięczności za dar życia – niezależnie od jego jakości i długości.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Absolwentka polonistyki i dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, mężatka, matka dwóch córek. W "Idziemy" opublikowała kilkaset reportaży i wywiadów.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 9 lipca

Czwartek, XIV Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni albo wspomnienie świętych męczenników Augustyna Zhao Rong, prezbitera, i Towarzyszy
Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie.
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Oz 11,1-4.8c-9; Ps 80,2ac.3b.15-16; Mt 10,7-15
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane artykuły


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter