26 stycznia
wtorek
Tymoteusza, Michała, Tytusa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Klasa mistrza

Ocena: 0
783

Dzięki niemu 2021 rok zaczął się dla polskich kibiców przepięknie. Kamil Stoch znów był na ustach wszystkich.

fot. PAP/EPA/RONALD WITTEK

Tak jak dwie dekady temu Adam Małysz. A nie da się ukryć, że bez wyczynów skoczka z Wisły i bez „małyszomanii” nie byłoby pięknej kariery Kamila.

Najpierw tego małego, uczącego się skoków, a potem tego dorosłego, przeskakującego kolejnych rywali i kolejne szczeble kariery. Ktoś zapyta, dlaczego wracam do wydarzeń z pierwszych dni stycznia. Było pięknie, ale to już historia. Wracam, bo sprowokował mnie kolega. Od dwóch tygodni zaczepia mnie przy każdej okazji i nieco złośliwie (wiem, że lubi taki być) deprecjonuje sukcesy na skoczniach. Argument ma jeden, i to koronny: skoki narciarskie to dyscyplina, którą żyją ludzie w zaledwie kilku krajach świata. Oprócz Polski są to Niemcy, Austria, Norwegia, Słowenia i może jeszcze Japonia oraz Finlandia. I tutaj oczywiście kolega Artur ma sporo racji. Te silne, liczące się w skokach nacje można policzyć niemal na palcach jednej ręki. Ale z drugiej strony skoki to w sportach zimowych jedna z najważniejszych dyscyplin. I biało-czerwoni od lat zajmują w niej eksponowane miejsca. Jak więc nie podziwiać ich popisów?

Tegoroczny turniej Czterech Skoczni dobitnie pokazał, jaką rolę odgrywa drużyna. Polska to nie tylko Kamil Stoch. Sam mistrz wiele razy podkreślał, że liczy się team. Od zespołu szkoleniowego, przez fizjoterapeutów i lekarzy, na samych zawodnikach kończąc. Ta znakomita atmosfera była widoczna na każdym kroku. Można nazwać ją czymś zjawiskowym. W sporcie zawodowym często na porządku dziennym jest zawiść czy niezdrowa rywalizacja. W kadrze trenera Michala Doleżala nie ma o czymś takim mowy. I jestem przekonany, że ten dobry duch panuje wśród biało-czerwonych także dzięki Kamilowi. Teraz to on (który to już raz) był noszony na ramionach kolegów, ale gdyby sytuacja była odwrotna, sam pomógłby świętować Dawidowi Kubackiemu czy Piotrowi Żyle.

Wywody wspomnianego już znajomego denerwują mnie jednak z innego powodu. Zarzucanie czegokolwiek takiemu mistrzowi jak Stoch po prostu nie przystoi. Ilu jest naszych rodaków w wielkim sporcie z takimi osiągnięciami? Mało. Bardzo mało. Na dodatek Kamil dokonuje rzeczy na tym poziomie niespotykanej. Od jedenastu lat z rzędu wygrywa co najmniej jeden indywidualny konkurs Pucharu Świata. Jest pod tym względem najlepszy. Wyprzedził takie tuzy, jak Matti Nykaenen czy Gregor Schlierenzauer. Wielu jego rywali zapomniało już, jak smakuje miejsce na podium lub po prostu zakończyło kariery. A on trwa i wciąż wygrywa. Dlatego zajmuje w polskim sporcie miejsce wyjątkowe. Miejsce zarezerwowane dla mistrza o niespotykanej klasie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest dziennikarzem TVP

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 26 stycznia

Wtorek, III Tydzień zwykły
+ Wspomnienie Świętych biskupów Tymoteusza i Tytusa
Pan mnie posłał, abym ubogim głosił dobrą nowinę, więźniom głosił wolność.
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Mk 3,31-35 lub Łk 10,1-9
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter