19 listopada
wtorek
Seweryny, Maksyma, Salomei
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Zakochanie: lekcja bliskości

Ocena: 0
4615

Zakochanie to zauroczenie emocjonalne, które powoduje zależność podobną do więzi dziecka z rodzicami. To faza rozwoju, a nie sposób na całe życie. Jednych ludzi zakochanie prowadzi do miłości, a innych radykalnie od niej oddala.

Zakochanie to stan uczuciowy. To silne zauroczenie drugą osobą i pragnienie przebywania ciągle blisko niej. Podobny stan psychiczny przeżywamy w dzieciństwie, gdy jesteśmy bardzo mocno związani emocjonalnie z rodzicami. Dzięki przywiązaniu do mamy i taty dziecko czuje się bezpieczne. Wie, że obok są osoby, których bliskości i pomocy jest pewne, u których w każdej sytuacji znajdzie schronienie i obronę. Silna zależność emocjonalna dziecka od rodziców trwa zwykle kilkanaście lat i słabnie w okresie adolescencji. Dorastający syn czy córka przestają być tak mocno zależni emocjonalnie od rodziców, jak we wcześniejszych fazach rozwoju. Potrafią wiele godzin, a nawet dni czy tygodni radzić sobie bez nich. Dojrzałość rodziców polega na tym, by z czułą miłością przyjąć zakochane w nich dziecko i by następnie pozwolić mu na stopniowe usamodzielnianie się i autonomiczne funkcjonowanie w dorosłym życiu. Postawa niedojrzała to emocjonalne odrzucenie dziecka, czyli brak miłości ze strony rodziców, lub emocjonalne uwięzienie, czyli czynienie wszystkiego, by dorosłe dziecko nigdy się nie usamodzielniło.
 

Radosny początek

Gdy słabnie emocjonalne zauroczenie rodzicami, wtedy pojawia się to drugie, klasyczne zakochanie. Jego istota pozostaje podobna. Zmienia się jedynie wiek zakochanego – to już nie dziecko, lecz nastolatek lub dorosły – oraz adresat uczuć. Zakochany nie jest już zauroczony rodzicami, lecz kimś spoza rodziny. Więź emocjonalna prowadzi do wyjątkowo silnej zależności. W konsekwencji przeżycia zakochanego zależą niemal całkowicie od postawy tej drugiej osoby. Potrafi on dla niej uczynić i poświęcić niemal wszystko, byle tylko nie utracić jej bliskości. Zakochanie pojawia się spontanicznie. Nie da się go zaplanować. Przychodzi bez powodu i może odejść bez przyczyny. Bywa nieobliczalne i chimeryczne – jak każdy stan emocjonalny. Jeśli nie zamieni się ono w miłość, to po kilku czy kilkunastu miesiącach osłabnie i zaniknie.

To właśnie dlatego narzeczeni ślubują sobie miłość, a nie zakochanie. Początkom zakochania towarzyszy entuzjazm i wzruszenie. On i ona czują się nieskończenie szczęśliwi i bezpieczni, gdy są blisko siebie. Chcą o sobie coraz więcej wiedzieć i pragną ze sobą nieustannie przebywać. Zakochany jest wręcz „porażony” zależnością emocjonalną od tej drugiej osoby. Potrafi już tylko o niej myśleć i chce pozostać z nią na zawsze. Trwanie całymi latami w takim stanie byłoby nieznośnym ciężarem zarówno dla zakochanego, jak i dla osoby, w której się zakochał i którą wszelkimi sposobami pragnie ukryć przed światem, by „mieć” ją tylko dla siebie.


Nie tylko romantyzm

Zakochanie z natury wiąże się z przesadną koncentracją na własnych przeżyciach, z dużą zmiennością nastrojów, z agresywną zazdrością i zaborczością, z emocjonalnymi szantażami. Jeśli zakochują się ludzie niedojrzali, to mogą poważnie skrzywdzić tę drugą osobę lub pozwolić, by to ona ich skrzywdziła. Nierzadko w takim przypadku zakochanie prowadzi do inicjacji alkoholowej, narkotykowej czy seksualnej. Może też wiązać się z ucieczką do Boga, z opuszczeniem rodziców, z łamaniem własnego sumienia czy z rezygnacją z dotychczasowych priorytetów i planów na przyszłość. Zakochany kieruje się uczuciami, zamiast kierować się miłością, mądrością, odpowiedzialnością czy zdrowym rozsądkiem. Staje się nieobliczalny. Czasem jest zdolny do heroicznej ofiarności czy wzruszającej czułości, a za chwilę – na przykład w porywie zazdrości – może boleśnie skrzywdzić osobę, w której się zakochał.


Jaki finał?

Celem zakochania nie jest trwanie w romantycznych nastrojach, lecz dorastanie do miłości i przygotowanie się do założenia rodziny. Pierwsze zakochanie rzadko kończy się ślubem. Zwykle przychodzi ono zbyt wcześnie. Nieraz ze względu na studia czy pracę zawodową zakochani tracą ze sobą kontakt i wiążą się emocjonalnie z kimś innym. Nierzadko ktoś zakochuje się w osobie, która nie jest zdolna dojrzale kochać lub która ma inne plany na swoje życie. W takiej sytuacji decydowanie się na małżeństwo byłoby bolesną pomyłką. Najbardziej radosny finał zakochania ma miejsce wtedy, gdy on i ona razem dorastają do ofiarnej i wiernej miłości, pobierają się i zakładają szczęśliwą rodzinę. Inną formą radosnego zakończenia jest przejście od zakochania do serdecznej i czystej przyjaźni, dzięki której on i ona wspierają się do śmierci, niezależnie od ich sytuacji życiowej czy odległości, jaka ich dzieli. Czasem zakochanie kończy się obojętnością, gdy okaże się, że nic wielkiego jej i jego nie połączyło, ale też żadne z nich nie wyrządziło krzywdy drugiej stronie. Bywa jednak i tak, że zakochanie kończy się tragicznie, na przykład wtedy, gdy jedna ze stron podporządkowuje sobie i krzywdzi tę drugą stronę lub gdy dochodzi do zabójstwa z zazdrości albo samobójstwa z rozpaczy.


Miejsce na miłość

Zakochanie nie jest tym samym co miłość. Zakochanie to uczucie, a miłość to postawa, której uczucia towarzyszą, ale nie decydują o sposobie postępowania. W zakochaniu jest zazdrość, która może zadręczyć, a w miłości jest tęsknota, która wzrusza i jest wolna od lęku, że ta druga osoba mnie opuści. Zakochany jest natarczywy i niecierpliwy, a ten, kto kocha, jest subtelny i potrafi czekać. Zakochany dąży do czułości natrętnej i okazywanej cieleśnie, a ten, kto kocha, okazuje czułość w sposób nie tylko czysty, ale też respektujący wrażliwość drugiej osoby. Przykładem takiej czułości jest mąż trwający wiernie przy schorowanej żonie i okazujący jej taką serdeczność, jakiej zakochani mogą mu pozazdrościć. Zakochany skupia się na sobie, a kto kocha, skupia się na sytuacji i potrzebach tej drugiej osoby. Zakochanie wiąże się z męczącym napięciem emocjonalnym. Miłość wiąże się z pogodą ducha i trwałą radością, jaka jest nieosiągalna w fazie emocjonalnego zauroczenia. Zakochanie prowokuje do spontaniczności nawet wtedy, gdy prowadzi to do zranień czy rozczarowań. Miłość mobilizuje do odpowiedzialności i rozwagi. Zakochać się można w kolorze oczu danej osoby czy w tonie jej głosu, a miłość odnosi się do całej osoby i dostrzega w niej także to, co w niej niewidzialne z zewnątrz. Nie można ślubować zakochania, bo nie można ślubować stanów emocjonalnych. Są one niezależne od naszej woli. Nie można nikomu ślubować, że zawsze i w każdej sytuacji będziemy się nim cieszyć. Można natomiast ślubować miłość, czyli zobowiązanie, że zawsze i w każdej sytuacji będę przy tej drugiej osobie i będą ją wspierał.
 

Kogo wpuszczać do serca?

Tylko w romantycznych powieściach zakochanie wiąże się wyłącznie z radością, zachwytem i wspólną szczęśliwością „razem na zawsze”. W realnym życiu niektórzy z zakochanych wikłają się w toksyczne związki i podejmują tak błędne decyzje, że ich bolesne skutki mogą trwać do końca życia. Skoro nie da się zaplanować tego, kiedy i w kim się zakochamy, bo to kwestia spontaniczności, to czy jesteśmy w tym względzie skazani na przypadek i po prostu mamy pecha, gdy zakochamy się w kimś, kto nas skrzywdzi? Otóż nie. Każdy z nas decyduje o tym, z kim zaczyna się spotykać, komu się zwierza, do kogo się przyzwyczaja. Dla przykładu: jeśli jakaś dziewczyna zaczyna spotykać się z rówieśnikiem czy kimś starszym, kto kłamie, jest leniwy, nie panuje nad popędem czy ma problemy z alkoholem, to wcześniej czy później w nim się zakocha, a wtedy on może ją okrutnie skrzywdzić. Do wszystkich ludzi powinniśmy odnosić się z szacunkiem, ale to nie znaczy, że wszystkich mamy wpuszczać do domu i do osobistego życia. Zadaniem rodziców i wychowawców jest wyjaśnianie nastolatkom, że powinni unikać bliższych kontaktów z rówieśnikami czy dorosłymi, którzy są w kryzysie. Pomaganie takim osobom to zadanie dorosłych. Mądre przeżywanie młodości polega na tworzeniu więzi z tymi, którzy są zdolni do małżeństwa i rodziny.
 

ks. Marek Dziewiecki
fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Idziemy nr 27 (510), 5 lipca 2015 r.

 

 

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 19 listopada

Bóg pierwszy nas umiłował i posłał swojego Syna jako ofiarę przebłagalną za nasze grzechy.
Dziś w Kościele:
+ wtorek, XXXIII tydzień zwykły, wspomnienie dowolne bł. Salomei, dziewicy
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): 2 Mch 6,18-31; Ps 3,2-7; Łk 19,1-10
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane komentarze



Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -