17 listopada
niedziela
Salomei, Grzegorza, Elzbiety
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

W Portugalii o Powstaniu Warszawskim

Ocena: 0
858

Portugalska opinia publiczna była dobrze informowana o przebiegu powstania warszawskiego, choć nie wszyscy chcieli o nim pisać.

fot. ks. Henryk Zieliński/Idziemy

Mieszka dziś w lizbońskiej dzielnicy Chiado i ma już ponad osiemdziesiąt lat. Zasiadłem do rozmowy z nim w jedno z czerwcowych popołudni. Przez dom, w którym od czasów II wojny światowej niewiele się zmieniło, przeszło wielu dziennikarzy, historyków i dyplomatów. Portugalczyk zamyślił się, gdy zapytałem go o powstanie warszawskie. Jak było odbierane w neutralnej i spokojnej Portugalii?

– No, oczywiście większość portugalskiego społeczeństwa nie wiedziała o warunkach życia w getcie. Dopiero po rewelacjach ludzi takich jak Jan Karski wyszła na jaw prawda o tragicznym życiu Żydów w okupowanej Warszawie i o ich powstaniu... – odrzekł, nie dostrzegając mojego zakłopotania.

 


ZAPOMNIANY ZRYW

Powstanie warszawskie jest mało znane mieszkańcom Portugalii. Odkrywają je zazwyczaj podczas podróży do Polski, zaskoczeni, że poza powstaniem w getcie z 1943 r. w okupowanej przez Niemców Warszawie był jeszcze jakiś inny bunt. Antonio Silva, 81-letni syn przedwojennego lizbońskiego lekarza i pasjonat kina, potwierdza, że w portugalskiej opinii publicznej przetrwała bardziej pamięć o rewolcie mieszkańców getta niż o powstaniu z 1944 r. – Jednym z filmów, popularnych w Portugalii, w którym doskonale oddzielono te dwa powstania, był „Pianista” Romana Polańskiego. W kinach dzieło to obejrzały tłumy. Jeszcze więcej osób kupiło płytę z filmem – wyjaśnia.

– To dziwne, bo przecież o buncie w getcie wiedziało w Portugalii w czasie wojny niewiele osób, a o powstaniu sierpniowym mówili wszyscy – wskazuje na paradoks emerytowany nauczyciel z lizbońskiej dzielnicy Benfica. – Radio i prasa informowały o nim niemal każdego dnia. Wtedy, w 1944 r., nasz dyktator Antonio Salazar, który wcześniej sympatyzował z Hitlerem, bratał się już z aliantami. Pomimo to niemal do końca wojny informacje obciążające Niemców za zbrodnie wojenne, także te z okupowanej Polski, należały w Portugalii do rzadkości – zaznacza.

Z raportów polskiego poselstwa w Lizbonie do emigracyjnego rządu w Londynie wysyłanych w czasie powstania warszawskiego wynika, że ujawnianie niemieckich zbrodni na mieszkańcach Warszawy nie było łatwe. Dokument z 14 listopada 1944 r., opublikowany w książce Adama Grzybowskiego i Jacka Tebinki „Na wolność przez Lizbonę”, dowodzi, że poselstwo III Rzeszy złożyło w portugalskim MSZ notę, wyrażając dezaprobatę wobec redaktora naczelnego dziennika „A Voz” Pedra Correi Marquesa. Zmarły w 1972 r. dziennikarz był nad Tagiem autorem największej liczby publikacji na temat prześladowań mieszkańców Polski pod niemiecką okupacją. Po zakończeniu powstania warszawskiego szeroko opisywał formy prześladowań stosowane przez hitlerowskiego agresora, a także trudne warunki życia warszawiaków internowanych w Pruszkowie. Ujawniał też powszechne w Warszawie łapanki i rozstrzeliwania ludności cywilnej, pisał o kobietach i dzieciach pędzonych przed czołgami oraz o rabunkach dokonywanych przez niemieckich żołnierzy. Jego żyjący dziś w Irlandii wnuk Lino Moreira wspomina odważne publikacje dziadka „o tym, jak Polska została zdradzona”.

Jose de Sousa Mendes, syn Cesara, przedwojennego ambasadora Portugalii w Polsce, podkreśla duże znaczenie publikowanych w „A Voz” tekstów. – Choć kierowana przez Marquesa gazeta nie była tak poczytna jak „Diario de Noticias”, docierała do wpływowych osób w Portugalii. Jednym z prenumeratorów był mój ojciec. Po powrocie z okupowanej Polski na pewien czas osiadł w rodzinnej posiadłości w Mangualde. Pamiętam, że gazeta Marquesa docierała do nas regularnie – wspomina. Opuszczając okupowaną Warszawę pod koniec września 1939 r., jego ojciec wywiózł na sfałszowany dokument polską nauczycielkę Cecylię Dolatę.

 


DRAMATYCZNE WSPOMNIENIA

Wybuch wojny nie zaskoczył ambasadora. Kilka dni wcześniej Portugalczyk odesłał żonę z dziećmi ostatnim pociągiem z Warszawy do Lizbony. – To nie był zwykły pociąg pasażerski. Do dziś mam w pamięci szereg wagonów osobowych, do których dołączono towarowe. Jedyną pamiątką z tej podróży jest stempel wbity do mojego paszportu podczas przekraczania hiszpańsko-portugalskiej granicy w Vilar Formoso. Do ojczyzny wjechaliśmy w dniu wybuchu wojny, 1 września 1939 r. – wspomina Jose de Sousa Mendes.

Portugalska prasa już kilka godzin po niemieckim ataku na Polskę donosiła o wydarzeniach znad Wisły. „Diario de Noticias”, bazując na informacjach przekazywanych przez Polskie Radio, przygotowała nawet poranną okładkę dotyczącą rozpoczęcia II wojny światowej. Do dziś kopia egzemplarza wisi w gabinecie redaktora naczelnego tego najbardziej opiniotwórczego portugalskiego dziennika.

Ambasador de Sousa Mendes był jedną z osób, która przywiozła do Lizbony prawdziwe, a zarazem tragiczne wiadomości z zaatakowanej Polski. – Ojciec wielokrotnie wspominał, że bardzo bał się podczas trwających kilkanaście dni niemieckich bombardowań Warszawy, które przeżył w piwnicy ówczesnego poselstwa w Alei Róż wraz z jego personelem i zaprzyjaźnionymi Polakami. Wśród nich była Cecylia Dolata. To, że ich budynek nie został zbombardowany, ojciec przypisywał temu, że niemal nieustannie w piwnicznym schronieniu odmawiali Różaniec – wspomina syn portugalskiego dyplomaty.

Zarówno Cecylia Dolata, jak i Cesar de Sousa Mendes, którzy w 1940 r. dotarli do Portugalii, odnieśli szwank na psychice, spowodowany traumatycznymi przeżyciami w zaatakowanej przez Niemcy Polsce. – Ojciec wrócił do rodzinnego Mangualde pociągiem – dodaje Jose de Sousa Mendes. – Pamiętam jego uśmiechniętą twarz na stacji. Jednak przeżycia warszawskie siedziały w nim głęboko, a on sam wracał do tamtych dramatycznych wydarzeń.

 


WARSZAWA, WYRZUTY SUMIENIA

Po upadku Francji latem 1940 r. neutralna Portugalia stała się jednym z najważniejszych miejsc krzyżowania się linii komunikacyjnych oraz interesów stron walczących, a także oknem na Europę i Amerykę dla państw koalicji antyhitlerowskiej. Wraz z coraz większym obszarem Europy zajmowanym przez Niemców do wolnej od działań wojennych Portugalii przybywało coraz więcej uciekinierów. Dla Polski stała się też niejako łącznikiem z londyńskim rządem na uchodźstwie. W pozostawionej korespondencji między obu ośrodkami jeden z oficerów polskiego wojska pisał: „Nie wiem, czy (…) ktoś w Warszawie przypuszczał przed 1939 r., że Lizbona będzie główną centralą pracy wywiadowczej tej wojny”.

Pomimo zbliżenia do III Rzeszy Salazar nie oddalił się od starego portugalskiego sojusznika, Wielkiej Brytanii. Po wojnie jego zwolennicy będą przypisywali mu „inteligentną grę” z dwiema potęgami. Widać ją m.in. w czasie powstania warszawskiego. Choć po 1943 r. władze w Lizbonie współpracowały z aliantami, udostępniając im m.in. bazę lotniczą na Azorach, to wciąż ulegały naciskom dyplomatów III Rzeszy próbującym blokować informacje z ogarniętej walkami Warszawy. W sierpniu 1944 r. niektóre dzienniki, np. „Diario de Noticias”, po tygodniu pisania o powstaniu nagle zamilkły. Pod koniec roku władze Portugalii nakazały konfiskatę książki „Warszawa! Przypadek międzynarodowego sumienia” wydanej przez Pedra Correię Marquesa we współpracy z rządem RP w Londynie. Ta 74-stronicowa książka, opisująca przebieg powstania, została opublikowana już dwa tygodnie po upadku powstania warszawskiego. Kiedy tylko opuściła drukarnię, sam Marques rozesłał trzysta egzemplarzy do najważniejszych osób w Portugalii, w tym do premiera Salazara. Dyktator wprawdzie żywo interesował się sytuacją w polskiej stolicy po upadku powstania, ale długo zwlekał z apelem o pomoc dla warszawiaków.

Portugalskie władze, chętnie deklarujące swój antykomunizm, stonowały też krytykowanie ZSRR za zaniechanie pomocy walczącej Warszawie. Tym razem na Portugalczyków naciskała Wielka Brytania, próbująca ułożyć sobie stosunki ze Stalinem. Z korespondencji między polskim poselstwem w Lizbonie a rządem emigracyjnym w Londynie wynika, że w styczniu 1945 r. portugalski MSZ zasugerował Marquesowi, aby ten powstrzymał się z pisaniem o Polsce. Rodzimi dyplomaci ujawnili redaktorowi naczelnemu „A Voz”, że brytyjski ambasador w Lizbonie interweniował osobiście, aby „Marques zaprzestał kampanii w obronie Polski” i pisania, że zachodni alianci „wydali ją na łup Rosji”.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

NIEDZIELNY DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 17 XI

Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.
Dziś w Kościele:
niedziela XXXIII tygodnia zwykłego
+ Czytania liturgiczne (rok C, I): Ml 3,19-20a; Ps 98 (97),5-9; 2Tes 3,7-12; Łk 21,5-19
+ Komentarz Bractwa Słowa Bożego do czytań
+ Komentarz tygodnika Idziemy

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Nasze patronaty

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -