23 maja
poniedziałek
Iwony, Dezyderego, Kryspina
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Rosłem z Niepodległą

Ocena: 4.93333
3994

Paweł Elsztein pamięta wspaniałe klimaty przedwojennej Warszawy, czasy Marszałka Piłsudskiego i pseudonormalność z PRL. Ma 96 lat i przeżył wszystkie etapy polskiej niepodległości i jej utraty.

fot. Irena Świerdzewska/Idziemy

Już to jest w Warszawie ewenementem: mieszka w kamienicy, w której urodził się w 1922 r., w tym samym mieszkaniu i pod tym samym numerem przy ul. Małej na Pradze, kamienicy tak niezmiennie „warszawskiej”, że zagrała już w kilku filmach.

– Rodzicom na pewno nie było łatwo: kraj zniszczony, ludzie wycieńczeni, bo przecież mieli za sobą jeszcze najazd bolszewicki. Mama za bochenek chleba płaciła milion marek. Ale dzieciństwo miałem beztroskie, to rodzice martwili się o wszystko – opowiada Paweł Elsztein.

Wychowywał się jako jedynak, a żywot św. Genowefy i katechizm znał, zanim nauczył się czytać, bo była to podstawowa lektura w domu. Mama miała wielką estymę do praskiego proboszcza, ks. Ignacego Kłopotowskiego, dziś błogosławionego. – Ojciec, ze względu na mistrzowskie kazania ks. Kotowskiego, chadzał na Mszę Świętą na godz. 12.30 do parafii św. Floriana – wspomina Paweł Elsztein i podkreśla, że ks. Kłopotowski był promotorem prasy katolickiej i książeczek do modlitwy, wydawanych skromnie, ale licznie.

– Ojciec dużo ze mną spacerował i uczył kochać miasto rodzinne, a Warszawa była piękna! – mówi z zachwytem Paweł Elsztein. O nieistniejących już dziś kinach, cukierniach i fabrykach opowiada barwnie w książce „Moja Praga, moja Warszawa”.

– Pamiętam te przechadzki z ojcem: „Tu są Łazienki, tu pałac taki a taki, tu ważny urząd, tu pomnik” – pokazywał. Często też odwiedzałem z nim muzea. Przewroty polityczne mnie zupełnie nie zajmowały. Byłoby bosko i anielsko, gdyby na początku lat 30. nie wybuchł kryzys w Ameryce – ocenia. Wtedy, jako ośmiolatek, zobaczył kilometrowe kolejki po chleb czy mleko. – Nagle okazało się, że mój ojciec z dnia na dzień z bardzo dobrej posady zostaje bezrobotny. Zwalniano z pracy masowo, likwidowano urzędy, zamieszanie było niesamowite – wspomina.

Paweł chodził wtedy do VI Miejskiego Gimnazjum na Bródnie, które później uzyskało imię płk. Leopolda Lisa-Kuli. – Szkoła była kuźnią wychowania ogólnego i patriotycznego, ze znakomitymi nauczycielami, wśród nich wielu było zawołanych piłsudczyków, którzy brali udział w bitwie o Lwów czy w innych walkach. Byli dla mnie przykładem patriotycznej, niezafałszowanej pracy. Mieliśmy największe boisko w Warszawie, odstąpione przez 36. Pułk Legii Akademickiej, który tam ćwiczył. Wyniosłem ze szkoły sympatię do Marszałka Piłsudskiego, którego nazywaliśmy „Dziadkiem”.

Śmierć Marszałka poruszyła wszystkich. – Nosiliśmy czarne opaski żałobne, jak wszyscy uczniowie w całej Polsce. Pogrzeb był królewski, to wszystko robiło ogromne wrażenie – opowiada pan Elsztein, który jako ośmiolatek przeżył króciutkie spotkanie z Marszałkiem: – Wysłano mnie po jakąś odbitkę do Biblioteki Wojskowej w Alejach Ujazdowskich, w dzisiejszej Kancelarii Premiera – wspomina tamto zdarzenie. – Wychodząc z biblioteki, spostrzegłem na ulicy Marszałka, za nim adiutanta; chciałem zasalutować, ale nie miałem czapki harcerskiej, więc tylko zdjąłem nakrycie głowy. Marszałek zasalutował i śpiesznie się oddalił. W domu mieliśmy wiele pamiątek po Marszałku, bo mój ojciec w ostatnich latach po kryzysie był dyrektorem, potem prezesem zespołu restauracji w czołowych hotelach w Warszawie, w których odbywały się spotkania inwalidów wojskowych z udziałem Marszałka, w rocznice bitew czy innych wydarzeń – dodaje.

Jako starszy uczeń zaangażował się w Ligę Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej – masową organizację, która miała promować lotnictwo sportowe, komunikacyjne i wojskowe. – Chyba więcej czasu spędzałem na Polu Mokotowskim wśród samolotów i szybowców, niż przy odrabianiu lekcji – wspomina ze śmiechem – wśród znakomitych naukowców, lotników, konstruktorów, jak inż. Antoni Kocjan, późniejszy współpracownik wywiadu AK.

Z powodu kłopotów Pawła ze wzrokiem lekarz medycyny lotniczej dopiero po wielkiej awanturze dopuścił go do lotów. „Jak to, panie doktorze, my tu szykujemy młode kadry lotnictwa, a pan odmawia?” – burzył się instruktor.

 

Nagle wojna

– Wojna nastąpiła niespodziewanie dla siedemnastolatka, ale była także zaskoczeniem dla wielu znajomych ojca – ciągnie wątek pan Elsztein. – Kiedy 1 września 1939 r. bomby spadły na Warszawę, pocieszałem rodziców, że są to próbne ćwiczenia. Od wielu miesięcy odbywały się przecież próby zaciemnienia miasta, symulowano ataki lotnicze, ludzie przywykli do hałasu i dymu. A 1 września życie toczyło się niby normalnie, czynne były kina, kawiarnie pełne ludzi, jeździły tramwaje. Ale już 3 września z przerażeniem stwierdziłem, że barykady i zapory przeciwczołgowe budowane są na ul. Wileńskiej, gdzie z łopatami przeszliśmy kopać rowy.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 23 maja

Poniedziałek, VI Tydzień Wielkanocny
Niech święci cieszą się w chwale, *
+ Czytania liturgiczne (rok C, II): J 15,12-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

Co? Gdzie? Kiedy?
chcesz dodać swoje wydarzenie - napisz

- Reklama -


Najczęściej czytane artykuły



POLACY POMAGAJĄ UKRAINIE

Polecane przez "Idziemy" inicjatywy pomocy
(chcesz dodać swoją inicjatywę - napisz)



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter