10 lipca
piątek
Sylwany, Witalisa, Antoniego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kłamstwa edukacji seksualnej

Ocena: 0
579

Tak zwana edukacja seksualna udaje obiektywizm i naukowość. Zwykle krytykowana jest z katolickiego punktu widzenia. A jak wygląda z perspektywy biologii i psychologii?

fot. Wojciech Świątkiewicz

Potocznie przez edukację rozumiemy naukę; w słowniku psychologii jest to rodzaj oddziaływania na dorosłe osoby, którym zostawia się wolność decyzji. W przypadku szkolnej „edukacji seksualnej” działa trik, że w szkole przecież nie przekazuje się nieprawdy, tylko naukę. Tymczasem „edukacja seksualna” to nie jest edukacja, tylko formacja.

 


CHOROBY BEZ PARYTETU

Twierdzi się, że edukacja seksualna przekazuje obiektywną wiedzę. Jeśli mówimy, że gameta męska i gameta żeńska łączą się i otrzymujemy diploidalną zygotę – rzeczywiście jest to nauka. Ale jeśli mówimy, że dobrze jest przerywać niechcianą ciążę – jest to sąd moralny. Wygłaszając go, seksedukatorki (potem wyjaśnię, dlaczego nie mówimy o seksedukatorach) budują nową antropologię, mówiącą, że rozwój płodowy człowieka się nie liczy; że to kobieta ma władzę zniszczyć lub utrzymać rozwijający się organizm dziecka.

Jeśli zaś mówić o aborcji, to całościowo, a nie wybiórczo. W tym celu należało by wytłumaczyć np., jak aborcja chemiczna rozpuszcza płód, i przytoczyć słowa kobiety, która przeszła taką aborcję. Ale takiej wiedzy dwunastolatkom przecież nie przekażemy!

Kolejna sprawa – antykoncepcja. Trudno uznać, że w kwestii antykoncepcji, zwłaszcza tej hormonalnej, dwudziestoletnia seksedukatorka może przekazywać wiedzę stricte lekarską, co do której zresztą samo środowisko medyczne jest podzielone. Seksedukatorka zatem nie mówi o zdrowotnych przeciwwskazaniach tego typu „zabezpieczenia”, za to przekazuje się mętną filozofię „wolności seksualnej”.

Dalej – tzw. edukacja równościowa. Równość płci wobec prawa i równa godność są czym innym niż biologiczna i psychologiczna „równość” kobiety i mężczyzny. Są to dwa odmienne światy: inna mechanika ciała, inne potrzeby psychiczne. Wiele o tym pisali choćby Kazimierz Imieliński i Wisława Wisłocka.

W okresie dojrzewania chłopcy i dziewczęta są poddani innemu procesowi. Chłopcy, ewolucyjnie przystosowani do poszukiwania kobiety i napędzani przez hormony, w wieku nastoletnim silnie odczuwają pobudzenie popędu płciowego; dziewczęta – nie. One testują, czy się podobają, i nastawione są na budowanie związku. W słowniku większości kobiet nie istnieje słowo „pożądanie” – mężczyźni się im podobają. Jeśli chłopcom i dziewczętom wmawiać się będzie, że są tacy sami, chłopcy nie zrozumieją siebie, a dziewczęta wejdą w nie swoją skórę. Jako dorosłe kobiety leczyć się będą na zaburzenia pożądania, a mężczyźni – błędnie wnioskować, że jeśli kobieta nie okazuje im zainteresowania seksualnego, to ich nie kocha.

Mówienie o równości płci nie tylko więc fałszuje rzeczywistość, ale też naraża dziewczęta na nadużycia. Czasem zresztą dziewczęta wystawiają się na nie same, pragnąć akceptacji czy popularności. Ponadto mówienie o równości jest wmawianiem potrzeb, których dziewczęta jeszcze nie mają, bo kobieca seksualność jest związana z nabywaniem doświadczeń i uczeniem się. Wreszcie takim podprogowym komunikatem uczy się je, że skoro jest równość, a dziewczyna nie jest seksualna lub seksem nie jest zainteresowana, to coś z nią nie tak. Na marginesie: z danych lekarzy ginekologów wynika, że ryzyko zarażenia się chorobami wenerycznymi dla kobiety wynosi 70 proc., dla mężczyzny – 30. O jakiej równości mówimy?

 


FRAJDA I MOLESTOWANIE

Dlaczego seksedukatorkami są młode dziewczyny? Mówi się, że służy to „edukacji rówieśniczej”. A ja myślę, że tylko tak młodym dziewczynom da się przekonstruować mózg i sumienie, by stały się apostołkami „wolnej miłości”. Starsze kobiety wiedzą już o relacji kobiety i mężczyzny nieco więcej. Te młode jak mantrę powtarzają więc frazę, że seks to przyjemność. Owszem, seks nie może być przykry, inaczej nasz gatunek by wyginął. Jednak słowo „przyjemność” ma znosić zahamowania, jakie niesie ze sobą sfera seksualna. W ten sposób może ono dokonać zmian cywilizacyjnych: w Anglii o seksie już mówi się fun, czyli „frajda”, co ani trochę nie zahacza o kwestię relacji międzyludzkich. Postpsychoanalityk Rollo May, bynajmniej nie katolik, używał terminu „wzruszenie”, czyli spotkanie. A tu buduje się młodym opowieść o ich indywidualnej przyjemności.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 10 lipca

Piątek, XIV Tydzień zwykły
+ Dzień Powszedni
Oto Ja was posyłam jak owce między wilki
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Oz 14,2-10; Ps 51,3-4.8-9.12-14.17; Mt 10,16-23
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter