23 kwietnia
poniedziałek
Jerzego, Wojciecha
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Za tamtej Polski

Ocena: 0
1449

Nieubłaganie zbliża się czas przygotowywania świątecznych pierników

„Żadna książka o dwudziestoleciu międzywojennym zahaczająca choć trochę o tematykę kulinarną nie mogłaby się obyć bez wzmianki o Adrii, Simonie i Steckim, Wróblu czy Ziemiańskiej. Lokale gastronomiczne pełniły role salonów towarzyskich, i to nie tylko w stolicy” – pisze Aleksandra Zaprutko-Janicka w książce „Dwudziestolecie od kuchni. Kulinarna historia przedwojennej Polski”. Przypomina jednak, że dwudziestolecie to nie tylko czas beztroskich biesiad eleganckich panów i wytwornych dam, ale przede wszystkim walka o przetrwanie, którą toczyły prababki prawie każdego z nas. Po 11 listopada 1918 r. mieliśmy wszak do czynienia ze zrujnowanym działaniami wojennymi krajem, a gdy sytuacja powoli się stabilizowała, na przełomie lat 20. i 30. doszedł światowy kryzys ekonomiczny. Drożyzna, niedostępność produktów, fałszowanie żywności, trudności z jej przechowywaniem – z tym gospodynie mierzyły się każdego dnia.

Bieda rodziła jednak zapobiegliwość, która już wkrótce przydała się w czasie okupacji niemieckiej. Nasze antenatki nauczyły się wykorzystywać produkty do ostatniej okruszyny. Zupełnie nie powinny nas więc dziwić – cytowane przez autorkę – złote rady dotyczące wykorzystywania obierek z jabłek czy ziemniaków.

Dwudziestolecie to jednocześnie fascynujący czas, kiedy pojawiają się różnego rodzaju udogodnienia, bez których nie wyobrażamy sobie żadnej dzisiejszej kuchni – np. kuchenki czy lodówki gazowe. Te, oczywiste dla nas, urządzenia wtedy wymagały nauki na specjalnych kursach. Oszczędnego gotowania na gazie uczono na bezpłatnych szkoleniach organizowanych m.in. przez dyrekcję Gazowni Miasta Stołecznego Warszawy.

Nowoczesność nie wyparła jednak tradycji. W ostatnim rozdziale autorka opisuje (nie tylko) kulinarne zwyczaje związane ze Świętami Wielkanocnymi i Bożego Narodzenia. Zaznaczając, że świętowanie wyglądało często skromniej, niż nam się wydaje, pisze jednak o autentycznym kulcie wielkanocnej baby. Mnie zaś w listopadowy wieczór przypomniała przede wszystkim, że nieubłaganie zbliża się czas przygotowywania świątecznych pierników. Przecież ciasto na staropolski piernik powinno leżakować 5-6 tygodni, a trzeba go upiec kilka dni przed świętami. Nasze prababki już by się brały do dzieła!

 

PIERNIK STAROPOLSKI

Składniki: ½ kg miodu, 1½ szklanki cukru, 1 kg mąki pszennej, 250 g masła, 3 jajka, 3 łyżeczki sody oczyszczonej, 125 ml mleka, pół łyżeczki soli, 80 g przyprawy do piernika, 2-3 słoiki powideł śliwkowych

Sposób przygotowania: Do garnka wlać miód, dodać cukier i masło. Stopniowo doprowadzić do wrzenia. Mieszać, aż cukier całkowicie się rozpuści. Mieszaninę wystudzić i dodać mąkę, rozpuszczoną w mleku sodę oczyszczoną, jajka, sól i przyprawę do piernika. Ciasto starannie wyrobić (będzie dość luźne), przełożyć do kamionkowego lub szklanego naczynia i przykryć. Przechowywać w lodówce przez 5-6 tygodni. Upiec kilka dni przed świętami: najpierw podzielić ciasto na trzy równe części, rozwałkować na grubość mniej więcej pół centymetra i piec w dużej formie 15-20 minut w temperaturze 170ºC. Wystudzone blaty przełożyć podgrzanymi powidłami śliwkowymi. Następnie przykryć arkuszem papieru i równomiernie obciążyć. Odstawić na kolejne 3-4 dni w chłodne miejsce. Wtedy wykończyć ciasto polewą czekoladową lub lukrem.

Idziemy nr 46 (632), 12 listopada 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Absolwentka dziennikarstwa, etnologii i teologii. Od 2012 roku związana z tygodnikiem „Idziemy”. Należy do Wspólnoty Sant’Egidio.



Najczęściej czytane artykuły

- Reklama -

SALON DZIENNIKARSKI


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły