30 września
środa
Wery, Honoriusza, Hieronima
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Płatek kwiatu

Ocena: 0
565

Stara się dostrzegać Chrystusa w każdym człowieku. Marzy, żeby zostawić po sobie w życiu coś dobrego, a dzięki audycji „Prymas Tysiąclecia – Dlaczego błogosławiony?” otrzymała duchowego przyjaciela.

fot. P.Lubryczyński

Randa Ombach urodziła się w Chartumie i spędziła tam ponad cztery lata życia. Tata wykładał wtedy biochemię na tamtejszym uniwersytecie. – Imię Randa jest pochodzenia arabskiego i oznacza „Płatek kwiatu”. Moja mama ma korzenie rosyjsko-tatarsko-francuskie i wywodzi się z rodziny prawosławnej. Gdy chcę sobie zażartować, mówię, że jestem wnuczką i prawnuczką księdza, a potem dodaję, że prawosławnego, ponieważ w tym wyznaniu księża mogą mieć żony i dzieci – mówi. Rodzina taty ma korzenie austriacko-niemieckie i jest wyznania ewangelickiego.

Randa bardzo przeżyła powrót z Afryki, skąd ma dużo dobrych wspomnień. W Chartumie miała pierwszą koleżankę Rosjankę – Irę, jako trzyletnie dziecko lepiej bowiem mówiła po rosyjsku niż po polsku.

W Radiu Warszawa prowadzi audycję „Prymas Tysiąclecia – Dlaczego błogosławiony?” – Kiedy dostałam propozycję, żeby poprowadzić tę audycję, z jednej strony ucieszyłam się, bo to niesamowita postać i ambitne wyzwanie, a z drugiej strony uświadomiłam sobie, że bardzo mało wiem o kard. Wyszyńskim. Poszłam do archikatedry św. Jana Chrzciciela, gdzie znajduje się jego grób i powiedziałam na modlitwie: „Ja zrobię tę audycję, ale musisz mi w tym pomóc” – przyznaje Randa Ombach, i dodaje: – Pracuję w radiu kilkanaście lat i nigdy nie miałam takiej łatwości w prowadzeniu audycji. Wierzę, że to dzięki wsparciu Prymasa.

Kilka miesięcy temu podejrzewano u niej poważną chorobę. Zaczęła się wtedy modlić za wstawiennictwem kard. Wyszyńskiego. – Mam takie wewnętrzne poczucie, że zostałam dzięki niemu uzdrowiona. Pamiętam, jak kiedyś jechałam z Wawra na Bielany i chciałam się pomodlić przy jego grobie. Warszawa była zakorkowana i pomyślałam, że nie będzie szans znaleźć miejsca w okolicach Starego Miasta. Powiedziałam wewnętrznym głosem: „Jeśli chcesz, żebym cię odwiedziła, to podjadę i zobaczę. Jak będzie miejsce, to się zatrzymam, a jeśli nie, to jadę dalej” – i akurat miejsce czekało na mnie.

Chciała studiować architekturę wnętrz, ale wybrała socjologię – wolała pracować z ludźmi. Stwierdziła, że nie chce związać życia zawodowego z projektowaniem mieszkań dla dobrze zarabiających ludzi, ale chce pomagać tym, którzy są w potrzebie.

Była wolontariuszką w Warszawskim Hospicjum dla Dzieci. Mali pacjenci nauczyli ją, że śmierć jest naturalnym etapem życia i przejściem do innej rzeczywistości. – Dzieci pocieszały rodziców, mówiąc: „Ja idę do nieba i tam się kiedyś spotkamy”. Mimo wszystko hospicjum nie było dla mnie doświadczeniem traumatycznym, ale raczej budującym z punktu widzenia transcendencji i eschatologii. Poszłam pomagać innym, a otrzymałam dużo więcej od ludzi, którym chciałam pomóc – wyjaśnia. Była również na misjach w Kenii i Indiach, gdzie zetknęła się z ogromną biedą. Zaskoczyło ją, że można tak żyć i być szczęśliwym.

Pomoc kontynuuje w firmie SuperDrob, gdzie jest menadżerem ds. społecznej odpowiedzialności biznesu. Współorganizuje SuperFestival, który integruje cudzoziemców pracujących w zakładzie. – Firma zatrudnia wielu ludzi z Ukrainy, Mołdawii, Białorusi, Tadżykistanu, Nepalu. Chcieliśmy dać szansę osobom pracującym na co dzień przy taśmie produkcyjnej na pokazanie ich unikatowej kultury narodowej i dobrze postrzeganej odmienności. W tym jednym dniu w roku pracownicy mogą zaprezentować kuchnię swojego kraju i wziąć udział w międzypracowniczych rozgrywkach piłki nożnej. Ludzie mówią, że dzięki festiwalowi dużo łatwiej im się współpracuje – podkreśla Randa. Przy firmie działa także Fundacja Uskrzydlamy, której jest prezesem. Fundacja pomaga rodzinom, organizując i finansując zajęcia dla dzieci i młodzieży np. z robotyki i angielskiego, a także półkolonie letnie i zimowe.

Od czasów szkolnych jest osobą wrażliwą na cierpienie innych ludzi. W liceum, wracając ze szkoły do domu, spotkała mężczyznę o imieniu Janusz. Zaczęła z nim rozmawiać, okazało się, że jest narkomanem chorym na AIDS. – Zapytałam, czy chce przyjść do mojego domu na obiad i wykąpać się, on odparł, że chętnie, bo jest głodny. Kiedy odprowadziłam go na przystanek, spytał, czy w podziękowaniu może mnie pocałować w policzek. Powiedziałam: „Dobra, nie ma problemu”. Nie bałam się, że mogę się czymś od niego zarazić – wspomina. – Z perspektywy czasu podziwiam moich rodziców, że byli tak tolerancyjni dla moich niestandardowych pomysłów. Bardzo wiele im zawdzięczam.

– Chciałabym być świętą, ale niekoniecznie taką wyniesioną na ołtarze. Po prostu dobrze przeżyć życie i zapisać się w ludzkiej pamięci – mówi. – Bp Jan Chrapek powiedział kiedyś: „Idź przez życie tak, aby ślady twoich stóp cię przetrwały”. I to jest moje marzenie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 30 września

Środa, XXVI Tydzień zwykły
+ Wspomnienie św. Hieronima, prezbitera i doktora Kościoła
«Pójdź za Mną»
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Hi 9,1-12.14-16; Ps 88,10b-15; Łk 9,57-62
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)


- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter