25 listopada
sobota
Erazma, Katarzyny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Za, a nawet przeciw

Ocena: 0
266

Politycy nie tylko mają prawo do zmiany zdania, ale także powinni zdanie zmieniać, jeżeli dojdą do wniosku, że ich poprzednie stanowisko szkodzi społeczeństwu. W przeciwnym razie czekają nas rządy zacietrzewionych ideologii, które nie dostrzegają rzeczywistości. Woltę PO w sprawie imigrantów z krajów muzułmańskich można by więc powitać oklaskami, bo zwycięstwo zdrowego rozsądku w szeregach głównej partii opozycyjnej może tylko cieszyć. Niestety, nie mamy do czynienia z uczciwym rozliczeniem się z błędami przeszłości, ale z bardzo czytelnym fałszem, i to na dwóch poziomach.

Po pierwsze, politycy PO próbują nam wmówić, że „nigdy nie byli za przyjęciem uchodźców”, a więc partia „nigdy nie zmieniła zdania”. Jest to nieprawda tak oczywista, że szkoda wysiłku na przywoływanie materiału źródłowego. Co ważne, późnym latem 2015 roku rząd Ewy Kopacz zgodził się nie tylko na przyjęcie 7 tys. osób z Syrii, ale przede wszystkim na mechanizm relokacji. Oznacza to, że po pierwszej transzy byłyby kolejne – gdyby nie zmiana rządu w Warszawie. Podobnie nieprawdziwe jest twierdzenie Grzegorza Schetyny, że „problemu uchodźców dziś nie ma”. Jest, a w Brukseli stale trwa poszukiwanie skutecznego sposobu na złamanie oporu państw naszego regionu. Pomysł wysokich kar finansowych wcale nie upadł, ostatnio pisał o tym niemiecki tygodnik „Der Spiegel”, przywołując nieoficjalną propozycję Malty.

Po drugie, szczerość Schetyny budzi wątpliwości. Po wcześniejszej twardej deklaracji w kolejnych wypowiedziach mówił już tylko o „nielegalnych imigrantach”. Czy imigranci, którzy dziś są w Niemczech, mają status „nielegalnych”, czy już nie, skoro zostali zarejestrowani? Nie ulega dla mnie wątpliwości, że rząd PO nie byłby w stanie oprzeć się presji w tej sprawie. Oprzeć się mogą tylko politycy naprawdę podmiotowi – tacy jak Jarosław Kaczyński czy Victor Orbán, których władza nie zależy od unijnych elit, bo została zdobyta w sposób samodzielny, a nawet wbrew Brukseli.

Platforma już raz skutecznie przebrała się w cudze szaty. W latach 2005-2007 prezentowała się jako partia przyjazna Kościołowi, antykomunistyczna, prolustracyjna, mająca własne pomysły na walkę z korupcją. Po dojściu do władzy natychmiast przeszła na pozycje obrony status quo. Teraz byłoby zapewne podobnie, a może jeszcze bardziej. Salonowe zaplecze PO nie ukrywa przecież, że chce tak zmienić i przebudować Polskę, by utrata władzy już nigdy się nie powtórzyła. Oznacza to także presję na zmiany kulturowe, które duże grupy imigrantów zawsze przyspieszają. Presja na poszczególne kraje jest wyraźnie podszyta celami ideologicznymi: chodzi o to, by wszystkie kraje unijne miały podobną strukturę społeczną i podobne problemy. Gdyby wyciągano wnioski z tego, czego doświadczył Zachód, nie namawiano by nas do powielania cudzych błędów. Cokolwiek by powiedziano, ile by słów padło, masowa imigracja z innego kręgu kulturowego kończy się powstaniem gett, a te z kolei generują ekstremizm. Gdybyśmy tych zależności nie dostrzegali, oznaczałoby to, że przestajemy widzieć świat takim, jaki jest.

Platforma zawsze była partią, dla której program miał drugorzędne znaczenie. Jest to bowiem formacja przede wszystkim interesów, jawnych i niejawnych, krajowych i zagranicznych. Gdy zaczynała swoją drogę, jej liderzy w wewnętrznych rozmowach używali słowa „projekt”. Nie mówili o misji, o pomyśle na Polskę, o korzeniach ideowych, ale o „projekcie”. To słownictwo rodem ze świata korporacji nie było przypadkiem. To był i jest plan wyrastający z tego poziomu rzeczywistości, ze świata zarządzania, a nie rządzenia. Na drugim biegunie jest PiS, pracowicie i nawet nieco archaicznie piszący kolejne wersje swojego programu. To są opasłe tomy, które niewielu czyta, ale które są i świadczą o poważnym traktowaniu własnej misji.

Kwestia podejścia do imigracji to jedno z najważniejszych pytań naszego czasu. Dlatego warto dociekać, co naprawdę proponują politycy. Bo w tej sprawie decyzję możemy podjąć tylko raz. Gdy drzwi zostaną otwarte, nie da się ich ponownie zamknąć.

 

Idziemy nr 21 (607), 21 maja 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły