25 października
poniedziałek
Darii, Wilhelminy, Bonifacego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Piłka i ideologia

Ocena: 4.1
729

Mecz Polska – Anglia, rozegrany w Warszawie w ramach eliminacji do mistrzostw świata w piłce nożnej, zasługuje na uwagę nie tylko ze względu na bardzo dobry dla biało-czerwonych remisowy wynik. Ciekawe są także konteksty pozasportowe, społeczne i polityczne. Jak w soczewce mogliśmy bowiem zobaczyć imperialną postawę w nowym, „postępowym” i „tolerancyjnym” przebraniu.

Dla Anglików nie był to mecz szczególnie ważny. Awans na mundial mają praktycznie w kieszeni, wygrywają, co chcą i jak chcą. W całych eliminacjach stracili dotąd zaledwie dwie bramki, obie w meczach z Polakami, oraz jeden punkt, właśnie w Warszawie. Można nawet powiedzieć, że na boisku trochę się nudzą. I być może właśnie dla zabicia nudy, a także z potrzeby prowadzenia świętej krucjaty w nowym przebraniu pouczają tubylców z krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Na pierwszy ogień poszli Węgrzy, których wyspiarze pokonali w Budapeszcie aż 4:0. Brytyjska opinia publiczna nie kryła oburzenia z powodu rasistowskich incydentów, takich jak buczenie na czarnoskórych piłkarzy czy obrzucenie zdobywcy gola papierowymi kubeczkami. Boiskowy wynik uznano nie tylko za rozstrzygnięcie sportowe, lecz także za werdykt moralny: oto piewcy postępu boleśnie utarli nosa węgierskim „faszystom”, dowodząc wyższości demokracji lewicowo-liberalnej nad demokracją, którą buduje premier Orbán.

W Warszawie nie poszło tak łatwo. Po pierwsze Polacy nie przegrali, a po drugie nikt nie buczał i nie rzucał papierowymi kubeczkami. To jednak za mało, by zrezygnować z zabiegów reedukacyjnych. Miejscowi – czyli nasi – nie klęknęli bowiem przed meczem w hołdzie ofiarom rasizmu. Zwrócono jednak uwagę, że Robert Lewandowski pokazał na napis „Respect”, który nosi na koszulce. To już coś, jakiś znak dobrej woli ze strony obytego na Zachodzie kapitana drużyny. Niestety, za mało. Już po meczu Anglicy poskarżyli się sędziemu, że reprezentant Polski Kamil Glik obraził zawodnika drużyny przeciwnej, Kyle’a Walkera, na tle rasistowskim. Sam Glik opisuje to jednak inaczej: „Wszystko zaczęło się od rzutu wolnego dla nas. Była tam walka o pozycję, przepychanka. Chciałem podać Walkerowi rękę, ale on jej nie przyjął. To była słowna przepychanka, nic więcej się nie wydarzyło”. Kamery też nic nie wyłapały, ale żyjemy w czasach, w których każdy incydent z przedstawicielem realnej lub wyobrażonej mniejszości zawsze jest naszą winą. Glik pewnie się wybroni, ma bowiem nieposzlakowaną opinię i murem stanęli za nim koledzy oraz działacze PZPN, ale inni mogą mieć mniej szczęścia.

To nie koniec ciężkich przeżyć Anglików w Warszawie. Przywołajmy choćby ten oto autentyczny fragment relacji z meczu Polska – Anglia, zamieszczony na stronie brytyjskiego dziennika „The Guardian”: „Operator kamery w dalszym ciągu kieruje obiektyw na dzieci wśród kibiców. Nie wiem, czy celowo wyszukują najbardziej aryjsko wyglądających młodych, czy wszystkie dzieci w Warszawie okazują się blondynami”. Gdyby operator chciał pokazać ludzi o innym kolorze skóry, pewnie miałby spore problemy. Ale cóż, w nowym, wspaniałym świecie powinien się starać, w przeciwnym razie może podpaść. Czujność rewolucyjna obowiązuje wszystkich. Co prawda w internecie pokazano zdjęcia reprezentacji Anglii, która – jedząc śniadanie w hotelu – automatycznie podzieliła się na grupę „białą” i „kolorową”, ale nie powinniśmy tym się martwić. Skoro kadrowicze klękają, to znaczy, że idą w dobrą stronę, a przynajmniej wiedzą, co mówić przed kamerami.

W relacjach angielskiej prasy z Warszawy uderzało coś jeszcze: całkowita obojętność wobec kraju-gospodarza. Dla nas Anglia to tysiące skojarzeń, historia z dziedzictwem braterstwa broni. Sądzimy, że coś z tego na wyspach zostało, że z czymś się kojarzymy. Nic z tego. W optyce zachodniej Europa Środkowo-Wschodnia właściwie nie istnieje. Jest krainą położoną gdzieś bardzo daleko, i bardzo egzotyczną. Mecz z Polską toczy się więc w swoistej próżni, jest wycieczką w podejrzane, dzikie miejsce. I nawet jeśli realia na miejscu nie potwierdzają tych wstępnych założeń, to trzeba znaleźć albo wykreować coś, co sprawi, że świat będzie na swoim miejscu.

Piłka nożna to ważny element współczesności. Niestety, zgodnie z logiką neomarksistowskiej rewolucji i ona staje się obszarem kolonizowanym przez ideologów. W świecie lewicy nie ma miejsca dla neutralnych nisz. Ale wciąż warto patrzeć i wyciągać wnioski, nie tylko sportowe.

Idziemy nr 38 (829), 19 września 2021 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 25 października

Poniedziałek, XXX Tydzień zwykły
Dzień Powszedni
Słowo Twoje, Panie, jest prawdą,
uświęć nas w prawdzie.

+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Łk 13,10-17
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY



Najczęściej czytane artykuły



Najczęściej czytane komentarze

- Reklama -

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter