25 listopada
sobota
Erazma, Katarzyny
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Czas na kontrrewolucję

Ocena: 5
925

Komunizm powoływał się na lud, ale z ludem miał niewiele wspólnego.

Piotr Tkaczow był pośród rosyjskich marksistów tym, który wywarł największy wpływ na Lenina. Jako młody rewolucjonista twierdził, że aby zbudować nowe społeczeństwo, najlepiej byłoby pozabijać wszystkich ludzi powyżej dwudziestego piątego roku życia. Z wiekiem – co zrozumiałe samo przez się – Tkaczow modyfikował swoje poglądy. Ale jednego był pewien: zmiany rewolucyjne można przeprowadzić jedynie przeciw większości społeczeństwa, więc w rosyjskich realiach – przeciw masom ubogich chłopów. „Rewolucyjna mniejszość” – pisał Tkaczow – najpierw „zniszczy bezpośrednich wrogów rewolucji”; w tej fazie poparcie ubogiej części społeczeństwa może być przydatne. Jednak zaraz potem „rewolucyjna mniejszość” musi „wnieść swą burzącą rewolucyjną działalność również do samego wnętrza życia chłopskiego – musi dążyć do usunięcia z tego życia form starych, wrogich wobec komunistycznego postępu” i „właśnie po to mniejszość rewolucyjna powinna mieć siłę, władzę i autorytet”.

To, co się stało potem, było tylko praktyczną realizacją „bezkompromisowych ideałów” ulubionego nauczyciela Lenina. Gdy po raz pierwszy wojenny komunizm i polityka odbierania chłopom żywności wywołała klęskę głodu, Lenin pisał, że ma to „wiele konsekwencji pozytywnych”. „Niszcząc przestarzałą chłopską gospodarkę”, głód „przybliża socjalizm”, a po drodze „niszczy także wiarę nie tylko w cara, ale i w Boga”. Świadome użycie, już przez Stalina, głodowego ludobójstwa do zniszczenia życia chłopskiego i własności rodzinnej było tylko kontynuacją tej samej rewolucji.

Było, minęło? Niezupełnie. Tak jak prawo natury wkodowane jest w życie ludu, tak nienawiść do ludu, do zwyczajnego życia ludzi, z jego skromnymi, codziennymi ideałami – wpisana jest w rewolucję.

Swoje ostatnie wystąpienie w Parlamencie Europejskim poświęciłem obronie Rumunii, choć w istocie – chodzi o obronę Polski i świata, w którym żyjemy. Rumunia chce – idąc śladem Chorwacji, Słowenii i Słowacji – przeprowadzić referendum w obronie naturalnego ustroju rodziny, przeciw przenoszeniu do rumuńskich szkół homoseksualnego ustawodawstwa i rewolucji. Cały obóz lewicowo-liberalny w Unii Europejskiej mobilizuje się, by to głosowanie Rumunom uniemożliwić.

Rewolucja bolszewicka niszczyła własność rodzinną, dzisiejsza rewolucja chce niszczyć samą rodzinę. W jej miejsce chce wprowadzić „nowe formy życia społecznego”. Na przeszkodzie – jak zawsze – stoją ludzie. Przez chwilę młodzież można skusić atrakcją zniesienia barier, wolności seksualnej, wiecznych wakacji. Ale gdy młodzi założą rodziny, a potem bronią wychowania swoich dzieci – rewolucja sięga po przemoc, w tym wypadku strukturalną przemoc międzynarodowych instytucji. Rewolucja trwa, więc, jak mówił premier Victor Orbán – czas na kontrrewolucję, póki nie jest za późno.

Idziemy nr 46 (632), 12 listopada 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Poseł do Parlamentu Europejskiego, prezes Prawicy Rzeczypospolitej. W latach 2005-2007 marszałek Sejmu.



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły