25 września
wtorek
Aurelii, Wladyslawa, Kleofasa
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Co z tym smogiem?

Ocena: 4.7
2186

Sezon grzewczy w pełni, więc polskie miasta i miasteczka są spowite smogiem. Czy jednak główną jego przyczyną jest ogrzewanie w domach jednorodzinnych?

fot. PAP/EPA/FRIEDEMANN VOGEL

Premier Mateusz Morawiecki podczas rekonstrukcji rządu mówił o powołaniu ministerstwa do walki z tym zagrożeniem, i szkoda, że do tego nie doszło. Być może wówczas zostałaby rozwiązana kwestia prawdziwej przyczyny tego zjawiska. Czy rzeczywiście są to kotły grzewcze w domach jednorodzinnych, jak jednoznacznie przedstawiają to oficjalne wypowiedzi?

Wyjaśnienia te czynią Polskę krajem wyjątkowym, ponieważ zjawisko smogu występuje w całej Europie, włącznie z Niemcami. A przecież w tym państwie o opalaniu domów urządzeniami niezgodnymi z najwyższymi normami nie ma mowy! Owszem, mało wydajne kotły grzewcze w polskich domach i często używane w nich paliwo niskiej jakości jest powodem bardzo uciążliwego zanieczyszczenia środowiska – tyle że to niekoniecznie jest smog.


Smoke & fog

Zjawisko smogu polega bowiem na tym, że prawa fizyki, dokładnie działanie prawa ciążenia, jest ograniczone przez warstwę ozonu (symbol O3) tworzącą się nad powierzchnią ziemi. Owszem, warstwa ozonu rozpościerająca się wysoko w atmosferze chroni nas przed niebezpiecznym promieniowaniem ultrafioletowym, ale ozon unoszący się nad ziemią powoduje, że zanieczyszczenia tworzą zawiesinę – nie spadają na ziemię, tylko unoszą się w powietrzu. Amerykanie mówią, że tworzy się „zupa”.

W moim rodzinnym Krakowie przed wojną mieszkało ćwierć miliona ludzi i praktycznie wszyscy ogrzewali mieszkania, paląc w piecach kaflowych, przy których dzisiejsze kotły klasy pierwszej (najniższej) to istny cud techniki. Wtedy, owszem, była mowa o smogu, tyle że w… Londynie. W Warszawie, ponadmilionowym mieście, gdzie też piece kaflowe były w powszechnym użyciu, o smogu również nie było słychać. Owszem, powietrze było zanieczyszczone, śmierdziało spalanym węglem, śnieg pokrywał się czarnym nalotem, ale to nie był smog, czyli owa „zupa”, która nieustannie unosi się na ziemią.

Otóż smog występował w Londynie, i to właśnie język angielski stworzył ów neologizm ze słów smoke (dym) i fog (mgła). Londyn jest miastem, gdzie zimy są znacznie lżejsze, i tym samym zużywa się mało węgla do ocieplania domów. Ale już przed wojną panował tam spory ruch samochodowy. To właśnie spaliny samochodowe przyczyniają się do powstawania nad ziemią owej powłoki O3, która utrudnia działanie prawa ciążenia. Ozon na poziomie ziemi powstaje na skutek reakcji chemicznych, do których dochodzi pod wpływem promieni słonecznych pomiędzy wydzielanymi przez samochody związkami azotu (tlenkiem lub dwutlenkiem, stąd symbol NOx) i węglowodorami. A silniki wysokoprężne (diesle) wymagają dużo wyższej temperatury spalania w cylindrze silnika i z tego powodu wydalane przez nie związki azotu – konieczne do powstania smogu – stanowią około 85 proc. wszystkich NOx wytwarzanych przez transport kołowy. Transport samochodowy „produkuje” 40-70 proc. wszystkich związków azotu wytwarzanych przez człowieka w ośrodkach miejskich.

   
Jak źle jest w zakresie regulacji prawnych w UE, najlepiej świadczy lektura danych opublikowanych w zeszłym roku przez unijną Europejską Agencję Środowiska (EEA, Raport Nr. 13/2017). Czytamy tam, że w 2015 r. stężenie pyłu PM2,5 (tego najgroźniejszego dla zdrowia i życia człowieka) przekroczyło normy unijne tylko na obszarach obejmujących 7 proc. ludności miejskiej; jeśli jednak przyjąć normy Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), to okazuje się, że aż 82 proc. ludności miejskiej było narażone na działanie tego szkodliwego czynnika. Na tej samej ósmej stronie raportu można przeczytać, że 41 proc. ludności miejskiej na terenie UE mieszkało na obszarach przekraczających unijne normy dopuszczalnego poziomu ozonu, ale wartość ta osiąga 96 proc., gdy przyjmiemy normy zalecane przez WHO./red.
 

Drugim niezbędnym składnikiem smogu są pyły (ang. particulate matter, stąd skrót PM). Im drobniejszy pył, tym łatwiej unosi się on w powietrzu przez długi czas i tym groźniejszy jest dla zdrowia i życia człowieka. Dostaje się bowiem do pęcherzyków płucnych, a stamtąd do krwi i tym sposobem szkodliwe związki przedostają się do całego organizmu. Najbardziej szkodliwe są pyły nie większe niż 2,5 mikrometra (tysięcznej milimetra, symbol µm), noszące miano PM2,5. Otóż silniki wysokoprężne wydzielają sześć do 10 razy więcej tego drobnego pyłu w porównaniu do „benzyniaków”!


Jak to możliwe?

Są to sprawy dobrze znane od lat, dlatego w USA normy dotyczące silników wysokoprężnych są dużo bardziej rygorystyczne niż w UE. Między innymi z tego powodu amerykańskie, japońskie i koreańskie koncerny samochodowe w ogóle nie sprzedają tu samochodów osobowych o takim napędzie – czynią to tylko firmy niemieckie.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI