22 maja
środa
Heleny, Wieslawy, Ryty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Sumienie: głos Boga?

Ocena: 4.66667
590

Zawsze należy iść za głosem sumienia. To stwierdzenie często pojawia się w debatach, szczególnie dotyczących aborcji czy eutanazji. Tylko czym jest to sumienie?

fot. Freepik

Pojęcie sumienia wprowadzili do naszej cywilizacji chrześcijanie. W epoce nowoczesnej zatraciło ono jednak pierwotne znaczenie. Warto więc zrozumieć, czym naprawdę jest sumienie.

 


CZUJE-MI-SIĘ

Sumienie bywa dziś rozumiane jako rodzaj uczucia, które pokazuje, czy jakieś postępowanie jest dobre lub złe. Pół biedy, gdy owo uczucie jest traktowane jako „czujnik” obiektywnej prawdy. Często jest to raczej emocja, na podstawie której to ja decyduję, czy coś jest dobre, niezależnie od obiektywnej prawdy. Idzie to w parze z założeniem, że w kwestiach moralnych rzadko możemy ustalić obiektywną prawdę (albo nigdy nie możemy jej ustalić). Ludzie ją nieustannie wykuwają swoimi wyborami, więc nieustannie się zmienia.

Takie rozumienie sumienia zaszczepił w myśli europejskiej francuski filozof końca XVIII w. Jan Jakub Rousseau. Jego traktaty filozoficzne niosą w sobie urok poezji, uwodząc czytelników. Niestety, w wielu kwestiach zwodził na manowce. Oto, co pisał o sumieniu: „Sumienie, sumienie, Boży instynkcie, nieśmiertelny głosie z Nieba, pewny przewodniku istoty nieuczonej i słabej, ale inteligentnej i wolnej, niezawodny sędzio tego, co dobre i złe, które czynisz człowieka podobnym Bogu”. Mogłoby się wydawać, że to słowa pełne wiary. Z biografii Rousseau wynika, że rzeczywiście czuł się podobny Bogu, uznając swoje ego za normę moralności, krzywdząc wiele osób, w szczególności swoje dzieci. W tej koncepcji bowiem instynkt, namiętności i żądza autoafirmacji nie są wyrazem woli Boga, lecz zostały ubóstwione. Jeśli Bóg miał Rousseau coś do powiedzenia, to jedynie aby zatwierdzić jego pragnienia. I taka wizja sumienia przeniknęła kulturę europejską. Wielu nadal sądzi, że sumienie to widzimisię – albo raczej „czuje-mi-się”.

 


SANKTUARIUM CZŁOWIEKA

Niecały wiek później inny mędrzec dał definicję sumienia, która w pełni odpowiada nauce chrześcijańskiej: „Sumienie jest posłańcem Tego, który zarówno przez naturę, jak i poprzez łaskę zza zasłony do nas mówi, poucza i nami rządzi. Sumienie jest pierwszym namiestnikiem Chrystusa”. Słowa te napisał John Henry Newman, angielski filozof, ale przede wszystkim wielki święty Kościoła katolickiego. W sumieniu słyszymy głos Boga, a nie własny. On mówi do każdego z nas osobiście, w głębi naszego serca. To głos, który przychodzi z zewnątrz, ale który usłyszeć możemy tylko w nas samych.

W katechizmie czytamy, że „sumienie jest najtajniejszym ośrodkiem i sanktuarium człowieka, gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa” (KKK 1776). Tak ojcowie Soboru Watykańskiego II podsumowali wielowiekowe nauczanie Kościoła. Trudno o mocniejsze wyrażenie znaczenia sumienia. To miejsce najbardziej osobistego spotkania z Bogiem. Równocześnie Sobór podkreśla, że sumienie zawsze odnosi się do obiektywnej prawdy. „W głębi sumienia człowiek odkrywa prawo, którego sam sobie nie nakłada, lecz któremu winien być posłuszny i którego głos wzywający go zawsze tam, gdzie potrzeba, do miłowania i czynienia dobra a unikania zła, rozbrzmiewa w sercu nakazem (…). Człowiek bowiem ma w swym sercu wypisane przez Boga prawo” (Gaudium et spes, 16).

W Ewangelii w ogóle nie pojawia się słowo „sumienie”, lecz właśnie „serce”. Dopiero św. Paweł wprowadza do obiegu biblijnego „sumienie”. Biblijne rozumienie „serca” jest szersze, obejmuje rozum, wolę i uczucia. Jest tym, co w człowieku najbardziej osobiste. Właśnie tam najłatwiej usłyszeć głos Boga. Być może część nieporozumień dotyczących tego, czym jest sumienie, wynika ze zredukowania serca do emocji.

 


WPISANE W NATURĘ

Czy człowiek niewierzący ma sumienie, skoro oznacza ono spotkanie z Bogiem? Tradycja Kościoła odpowiada jednoznacznie, opierając się na nauczaniu św. Pawła (np. Rz 1, 19-20). Każdy człowiek, nawet nieoświecony łaską wiary, może rozumem poznać prawo naturalne. A ono jest wpisane w naszą naturę, której stwórcą jest Bóg. Każdy człowiek szczerze szukający prawdy o dobru i złu słyszy głos Boga, choć nie jest tego świadomy. Wielu niewierzących słusznie nazywa go głosem swojego sumienia.

Sumienie możemy więc rozumieć jako miejsce, oczywiście nie w sensie fizycznym, w którym osobiście słuchamy głosu Boga. Głos Boga rozbrzmiewa w różny sposób. W naszą naturę mamy wpisane podstawowe zasady moralne, np. dążenie do dobra. Rozum pozwala nam dostrzec zasady dobrego postępowania, docierają one do nas również przez drugiego człowieka, kulturę, wreszcie Duch Święty porusza nas swymi darami i natchnieniami.

Skoro sumienie ma nam służyć jako codzienny drogowskaz, warto sprecyzować, jak ono działa. I tutaj znowu przychodzi nam z pomocą katechizm. „Sumienie moralne jest sądem rozumu, przez który osoba ludzka rozpoznaje jakość moralną konkretnego czynu, który zamierza wykonać, którego właśnie dokonuje lub którego dokonała” (KKK 1778).

 


BŁĘDNY OSĄD

I tutaj wrócimy do początku rozważań. „Człowiek powinien być zawsze posłuszny pewnemu osądowi swojego sumienia. Gdyby dobrowolnie działał wbrew takiemu sumieniu, potępiłby sam siebie” (KKK 1790). Punkt ten odzwierciedla nauczanie św. Pawła z Listu do Rzymian (Rz 14, 22-23). Dlaczego apostoł tak podkreśla posłuszeństwo sumieniu? W centrum chrześcijańskiego pojęcia sumienia jest prawda. Jeżeli sumienie wskazuje mi, że coś jest obiektywnie dobre, powinienem za tym iść. Człowiek z natury powinien dążyć do prawdy. Pan Jezus mówi o sobie: „Ja jestem Drogą, Prawdą i Życiem”. Dążenie do prawdy w odniesieniu do dobra i zła łączy nas z Panem Jezusem.

Co jednak zrobić, jeśli źle rozpoznam prawdę? Sumienie może wydać błędny osąd. Owszem, w sumieniu słyszymy głos Boga, ale nie zawsze dobrze go słyszymy. W osądzie sumienia uczestniczy nasz rozum, a przecież nasza natura jest zraniona grzechem. W PRL, gdy media były narzędziem propagandy komunistycznej, aby mieć wiarygodne wiadomości, słuchano rozgłośni zachodnich. Trzeba było mieć nie tylko dobre radio, ale też umieć je regulować, bo nadajniki były oddalone o setki kilometrów, a władze rozmieściły specjalne systemy zagłuszające. Bóg nie jest daleko, ale Jego głos jest ciągle zagłuszany przez diabła i nas samych. Sumienie wymaga ciągłego regulowania, a często naprawiania, w przeciwnym razie nie będziemy słyszeć głosu Boga albo zostanie on sfałszowany.

 


ZAWSZE SZUKAĆ DOBRA

Mimo że głos sumienia może nie wskazywać prawdy obiektywnej, to jednak Kościół naucza, że należy go słuchać. Dlaczego? Bo człowiek zawsze powinien szukać dobra, na ile potrafi je odkryć. Powinien postępować według tego, co widzi jako prawdę. Ocena jego sumienia może być błędna, jeśli jednak błąd nie jest zawiniony, człowiek nie popełnia grzechu, słuchając wskazań swego sumienia. Poganin nie ze swojej winy sądzi, że siły natury są bogami. Jeśli sumienie nakazuje mu złożyć ofiarę bożkowi deszczu, nie popełnia bałwochwalstwa. Co więcej, gdyby z lenistwa unikał modlitw do owego bożka, popełniłby grzech wobec Boga prawdziwego. To jednak nie oznacza, że „każdy ma swoją prawdę” i powinien iść za tym, co w danym momencie „czuje”. W tym wypadku sumienie jest błędne z winy człowieka, zostało przezeń zdeformowane.

Dlatego katechizm, mówiąc o obowiązku postępowania według sumienia, mówi również o obowiązku jego formowania. Modlitwa, o ile jest naprawdę rozmową z Bogiem, oczyszcza i prostuje sumienie, wyczula na głos Boga, daje poznanie prawa moralnego. Sumienie kształtujemy też przez wychowanie. Odpowiedzi na trudne pytania moralne można szukać w nauczaniu Kościoła, w przykładzie ludzi, o których wiemy, że są prawi.

Sumienie formujemy również przez praktykowanie cnót. Cnota jest świadomie nabytym nawykiem czynienia dobra. Człowiek o wyrobionych cnotach wie, co jest słuszne, niemalże instynktownie, bo jego uczucia, dzięki ćwiczeniu i refleksji, idą w parze z rozumem. Wtedy rzeczywiście idzie za głosem sumienia, jakby popychany „Bożym instynktem”. W ostateczności jednak idzie za prawdą obiektywną, która ma źródło w Bogu.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest kapłanem Prałatury Opus Dei, doktorem filozofii, jako świecki był wykładowcą stosunków międzynarodowych

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 maja

Środa, VII Tydzień wielkanocny
Wspomnienie św. Rity z Cascii
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem.
+ Czytania liturgiczne (rok B, II): J 21, 15-19
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Nowenna do św. Urszuli Ledóchowskiej 20-28 maja



Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter