21 maja
poniedziałek
Wiktora, Kryspina, Tymoteusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Lilia Mohawków

Ocena: 5
1354

Po śmierci ukazała się przyjaciółce i powiedziała: „Przyszłam się pożegnać, jestem w drodze do nieba”. Taka była ta Indianka: w swej wierze szczera i ani trochę niezwykła.

Indianie – w większości filmów przedstawiani jako uosobienie duchowości niedostępnej białym – nie cackali się z wyznawcami Chrystusa. Niechlubny prym wiedli Irokezi. W 1649 r. spektakularnie rozprawili się z francuskimi jezuitami, w szczególności ze św. Janem de Brebeufem. Oskalpowany żywcem, nabijany na pal, polany wrzącą wodą, co miało być wykpieniem aktu chrztu, z wyłupionymi oczami, ze zmiażdżoną twarzą i klatką piersiową, umierał powoli. W końcu zadziwieni jego męstwem Indianie wyrwali mu serce i zjedli. Oczywiście, nie każde plemię było tak krwiożercze, jednak kiedy na jaw wyszło, że Tekakwitha z matki Algonkinki i ojca Mohawka zakochała się w niejakim Jezusie, kpinom nie było końca. Ale Tekakwitha nie wymyśliła sobie wiary, lecz ją odziedziczyła. Po swojej mamie, która w dzieciństwie została porwana ze swojego plemienia do innego, a tam ochrzczona przez francuskich jezuitów, poprzedników o. Jana. Odebrana niczym własność przez Mohawków, poślubiła wodza plemienia i miała z nim dwójkę dzieci.

Mohawkowie sporo porywali, byli z tego znani. Musieli zastępować tych, którzy polegli w bitwie lub zmarli od przywleczonych z Europy chorób. Kiedy Tekakwitha miała cztery lata, ospa zabiła jej mamę, tatę i młodszego brata. Ją zostawiła oszpeconą i z uszkodzonym wzrokiem. Adoptował ją wuj, a na pamiątkę po matce został jej różaniec. Dziewczynka odznaczała się skromnością i unikała większych zgromadzeń, co mogło być spowodowane tym, że wstydziła się swojej twarzy pokrytej bliznami. Nauczyła się za to różnorodnych prac: wytwarzania ubrań ze zwierzęcych skór, mat i koszy z trzcin i traw oraz przygotowywania posiłków.

Wszystko to działo się w okolicach dzisiejszego Nowego Jorku. Tekakwitha dorastała w gorących czasach handlu futrami. Mohawkowie handlowali z Holendrami, toteż Francuzi, żeby zdobyć więcej terenów łowieckich, zaatakowali Mohawków w 1666 r., kiedy Tekakwitha miała 10 lat. Indianie uciekli do lasów, dziewczynka z nimi. Po pokonaniu Mohawków Francuzi w ramach układu pokojowego narzucili im misjonarzy. Ci bardzo starali się pozyskać nowych wyznawców: uczyli się ich języka i przemawiali do nich w sposób bliski do ich pojmowania duchowości. Kiedy więc Tekakwitha powróciła do wioski i spotkała trzech jezuitów, poczuła się jak w domu, ale jej wuj nie życzył sobie żadnych kontaktów z zakonnikami. Wystarczającym ciosem było dla niego to, że jedna z jego córek porzuciła wcześniej plemię na rzecz jednej z katolickich misji w okolicach dzisiejszego Montrealu.

Czas mijał, a młoda Indianka coraz bardziej zbliżała się do Boga. Odmawiała zamążpójścia. Jezuici, z którymi przebywała, opisywali ją później jako tę, która robiła wszystko, co możliwe, aby zostać świętą w świeckim zgromadzeniu. Kiedy miała 19 lat, z wielkim entuzjazmem przyjęła chrzest, a jej patronką została św. Katarzyna ze Sieny. W wersji indiańskiej młodą chrześcijankę nazywano Kateri. Mohawkom nie podobała się jej przemiana, oskarżali ją o gusła. Jezuici postanowi przenieść Indiankę do misji, tej samej, w której znajdowała się córka jej wuja. Tam Tekakwitha-Kateri dowiedziała się o praktyce pokutowania za grzechy innych, modliła się też zawzięcie o nawrócenie swoich współbraci – kładła się wtedy na macie wypełnionej kolcami. Kateri wierzyła w moc ofiarowanego cierpienia. Mając na myśli straszne oparzenia, którymi traktowano więźniów, sama się przypalała. Jezuici byli zadziwieni jej pobożnością. Musieli też zrewidować swoje poglądy na temat nawróconych rdzennych mieszkańców. Do tej pory byli przekonani, że potrzebowali oni prowadzenia, aby utrzymać się na drodze wiary. Kateri zmieniła tę opinie.

Odeszła w Wielką Środę po południu, w wieku 23 czy 24 lat, ze słowami: „Jezusie, Maryjo, kocham Was”. Po jej śmierci zgromadzeni spostrzegli, że z jej twarzy zniknęły wszystkie blizny i stała się ona niezwykle piękna i jasna. W ciągu tygodnia ukazała się trzem osobom. Jeden z misjonarzy podziwiał ją przez dwie godziny, kiedy stała w barokowym przepychu przy swoim grobie z twarzą podniesioną ku niebu w ekstazie. Kateri-Tekawitha jest „najpiękniejszym kwiatkiem, który zakwitł wśród Indian” – te słowa można przeczytać na kamieniu na jej grobie w Kahnawke.

Została beatyfikowana w 1980 r. przez Jana Pawła II i kanonizowana w 2012 r. przez Benedykta XVI. Była darem dla Indian, którzy przyszli po niej i przyjęli wiarę w jedynego Boga, niejednokrotnie przypłacając to życiem. Wciąż jest darem dla ludzi odrzuconych i wyśmiewanych z powodu swojej wiary.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły