23 czerwca
sobota
Wandy, Zenona
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Szacunek

Ocena: 4.5
1617

Piszę te słowa po pierwszym występie skoczków narciarskich w Pjongczangu

fot. PAP/Grzegorz Momot

Na skoczni normalnej Polacy spadli z podium w kontrowersyjnych okolicznościach. Przed nimi jeszcze dwie próby – indywidualna oraz drużynowa. Już teraz nie mam jednak wątpliwości: ekipie trenera Stefana Horngachera należy się wielki szacunek.

W ostatnich miesiącach o kadrze naszych skoczków mówiło się dużo, bardzo dużo lub ekstremalnie dużo. Wszyscy poddani zostali ogromnej presji. A nie poddać się jej nigdy nie jest łatwo. Pewnie każdy z nas jej w życiu jej doświadczył i każdy wie, że bez względu na jej wagę oraz ciężar podołać jej nie jest łatwo. Gdyby każdy przypomniał sobie największe wyzwanie i pomnożył je przez sto, może wtedy odczułby to, co czuli skoczkowie. A oni poradzili sobie z presją bardzo dobrze.

Dlatego należą im się wielkie słowa uznania. Największe – Kamilowi Stochowi. Lider naszej kadry ostrzegał, że dwa złote medale zdobyte w Soczi to historia i nie można nią żyć. W Korei chciał napisać historię nową. I napisał, chociaż bez medalowej radości. Tej radości dawał nam jednak wcześniej dużo, i jestem przekonany, że w Pjongczangu nie powiedział ostatniego słowa. To sportowiec, który słów na wiatr nie rzuca. Przed wylotem do Azji Kamil Stoch w wywiadzie dla TVP Sport powiedział: „Ewa, moja żona, to jest tak naprawdę najpiękniejszy dar, jaki w życiu otrzymałem od Pana Boga. Bo nie wyobrażam sobie życia w tym momencie bez tak wspaniałej osoby, która pomaga mi tak naprawdę we wszystkim. Jest wspaniałym wsparciem, znakomitym menadżerem, ale też, gdy trzeba, potrafi mnie sprowadzić na ziemię”.

W pierwszym olimpijskim konkursie na ziemię naszych kadrowiczów sprowadzili sędziowie. Zabrali nam co najmniej jeden medal, ale nie wpłynęli na moją ocenę tego, czego dokonał Stefan Horngacher. A jest to zasługujący na najwyższy szacunek majstersztyk. Pamiętam jeszcze letnie przygotowania i nieoficjalne sygnały od zawodników, że jest ciężko, że strasznie mocno dostają w kość. Trener Horngacher lubi ciężką pracę. I nie mam wątpliwości, że to szkoleniowiec, który wie, co dobre. Jest trochę człowiekiem z cienia. Uwielbia mocną muzykę. Jest gitarzystą samoukiem. Ale dla nas to przede wszystkim człowiek, który postawił na nogi reprezentację Polski.

Przypomnę, że przejmował drużynę od Łukasza Kruczka. Drużynę rozbitą przez sportowy kryzys. I w swojej pierwszej samodzielnej pracy z dorosłą kadrą (ponad dekadę temu prowadził polskich juniorów) udowodnił, że zna swój fach jak mało kto. Słowa szacunku kieruję więc także ku Adamowi Małyszowi. To on przyłożył rękę do zatrudnienia Horngachera. I była to bardzo mądra decyzja.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły