22 czerwca
sobota
Pauliny, Tomasza, Jana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Z pustyni do pełni

Ocena: 4.4
919

Cisza szokuje i pociąga. Na tyle, że chcemy jej zasmakować. Stąd rosnąca popularność pobytów w pustelniach i klasztorach kontemplacyjnych, gdzie regułą jest milczenie.

fot. arch. Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach

O Pustelni Złotego Lasu w Rytwianach Grażyna Olbryś dowiedziała się z popularnego kobiecego pisma, które w tamtym czasie prenumerowała. – Byłam jak wieczny dzieciak – mówi. – Robiłam tylko to, na co miałam ochotę. Szczerze? Zajmowałam się głównie sobą i zaspokajaniem własnych potrzeb.

Do odwiedzenia pustelni skłoniła ją perspektywa ciszy, niczym nie zmąconego relaksu na łonie natury. Drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia obudziła się z natrętną myślą, by natychmiast pojechać do Rytwian. „Może od razu do klasztoru wstąp! ” – pukali się w czoło znajomi. Dwa dni później o północy wysiadała na końcowym przystanku autobusu relacji Warszawa–Staszów, skąd odebrał ją ks. Ireneusz – pierwszy kapłan, z którym w ciągu 48-letniego życia miała okazję towarzysko rozmawiać.

Choć z Bogiem niewiele miała wspólnego, odniosła wrażenie, że miejsce jest szczególne. Na każdym kroku miała ochotę skłaniać głowę w wyrazie szacunku. Dopiero później się dowiedziała, że chodzi po terenie klasztoru, w którym przez ponad dwa wieki modlili się i pracowali kameduli. Już po kilku dniach błogo zapowiadająca się cisza zaczęła świdrować coraz głębsze pokłady jej serca. – Największy kryzys przeżyłam, gdy stanęłam w prawdzie i zrozumiałam, jak pysznie i egoistycznie dotąd żyłam – wspomina Grażyna. – Dotarło do mnie, że dążyłam przede wszystkim do przyjemności, a ludzi traktowałam jako środek do celu. Myślałam, że mam wszystko, a zrozumiałam, że nie mam nic. Owładnęła mną przerażająca pustka.

Poszła w las. Po 30 km wróciła i przed figurą Maryi błagała Ją o pomoc. Ostatniego dnia pobytu w pustelni przystąpiła do pierwszej od kilku lat spowiedzi. Jednak do domu wróciła zirytowana i z poczuciem straconego czasu.

Dopiero po kilku dniach zauważyła, że zaszła w niej zmiana. – Pojawiło się obce mi dotąd pragnienie uczestniczenia we Mszy i przyjmowania Komunii Świętej. Otrzymałam dar wiary, a Bóg dał mi odczuć swoją bezwarunkową miłość – wyznaje Grażyna. Dziś do rytwiańskiej pustelni przyjeżdża każdego roku, od dwunastu lat. Przede wszystkim po ciszę. Choć o tę dba również na co dzień. Do kościoła naprzeciwko domu chodzi dzień w dzień, trwając nawet po dwie godziny przed wystawionym Najświętszym Sakramentem. – Jogę zamieniłam na medytację chrześcijańską i adorację – mówi. – Nie wyobrażam sobie lepszego spa dla ducha. W ciszy łatwiej wychwycić subtelne poruszenia serca. Czasem Bóg odpowiada, a czasem milczy. Ale w Jego obecności nawet zwykły odpoczynek staje się wielką wartością.

 


HUK CISZY

– Nie doświadczymy Boga w chaosie, hałasie i bieganinie. Do tego potrzebna jest cisza i wyrwanie z codziennych aktywności – mówi ks. Wiesław Kowalewski, dyrektor rytwiańskiej pustelni. Wspomina, jak 23 lata temu „wrzucono” go w to miejsce prosto ze świata technologii i urzędów kurialnych. Samotność i brak zasięgu dawały się we znaki. Po kilku dniach cisza huczała w uszach. Pewnego razu aż wyszedł na zewnątrz, żeby sprawdzić, czy na teren nie wjechała armia buldożerów. Z czasem zaczął się z ciszą oswajać. Zamiast rozglądać się za drugim człowiekiem, coraz częściej spoglądał w niebo. I tak zaczęło się budowanie jego niczym nie zagłuszonej relacji z Bogiem.

Do pustelni przyjeżdżają i gorliwi katolicy, i agnostycy. Niektórzy chcą po prostu wyspać się i odpocząć. Czasem – z pragnienia serca czy z ciekawości – zaczynają pojawiać się na Mszy albo adoracji. – Zachęcam naszych gości – mówi ks. Wiesław – żeby chociaż na jedną dobę zostawili telefon w sejfie na recepcji. Na początku miotają się, nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Niektórzy bez kontaktu ze światem nie wytrzymują nawet dwudziestu czterech godzin.

Kapłan zaleca, by nie porywać się z motyką na słońce i nie przyjeżdżać do pustelni od razu na tydzień czy dwa. Komuś, kto wcześniej nie praktykował ciszy, weekendowy pobyt w zupełności wystarczy. Zachęca też, by próbować wyrywać taki czas z codzienności: tuż po wstaniu, podczas obierania ziemniaków, na spacerze albo w łóżku pod koniec dnia. Nieważne, kiedy i gdzie; ważne, by znaleźć choć jeden moment, w którym żaden rozpraszacz nie odciągnie nas od intymnego spotkania z Panem Bogiem.

 


ŁASKA I PRACA

Dla Natalii Żurawskiej takim momentem jest regularna medytacja nad słowem Bożym. Nauczyła się tego u salwatorianów w Krakowie. W prowadzonych przez ojców ośmiodniowych rekolekcjach ignacjańskich w ciszy uczestniczy któryś rok z rzędu. Za pierwszym razem przyjechała w słabej kondycji psychicznej. Żaden specjalista nie potrafił pomóc jej w walce z depresją, załamaniem nerwowym i fobią społeczną. Udało się dopiero we współpracy z Bogiem. I ciszą.

– Odcięta od świata, usłyszałam bolesną prawdę o sobie. I głos Jezusa: „Razem możemy z tego wyjść” – opowiada Natalia. – Zalała mnie fala miłości i łez, które tak usilnie wstrzymywałam przez pięć lat.

Łaska łaską, ale bez ciężkiej pracy nad sobą i planu dnia, którego konsekwentnie przestrzega, nic by się nie zmieniło. Z szarej myszki, która praktycznie nie wychodziła z domu, stała się uśmiechniętą i odważną kobietą. – Publiczne głoszenie świadectw, czytanie czytań i śpiewanie psalmów w kościele, wspólnota. Kilka lat temu to było nie do pomyślenia. Paraliżował mnie strach przed ludźmi i ich oceną. Dziś nadal się boję, ale Jezus dodaje mi siły do podejmowania kolejnych wyzwań – mówi. – Przekonałam się, że prawdziwe życie rozgrywa się poza strefą komfortu, a pozornie jałowa pustynia prowadzi do pełni życia.

O ciszy będącej pełnią (a nie pustką!) dużo mówi też s. Scholastyka, która w opactwie benedyktynek w Żarnowcu odpowiada za organizację rekolekcji opartych na regule milczenia. – Cisza to coś więcej niż brak słów – zapewnia. – To twórcza przestrzeń spotkania z Bogiem. Ale i dar, o który trzeba zadbać. Bez zaangażowania, polegającego chociażby na znalezieniu osobnego miejsca i wyciszeniu myśli, nie usłyszymy Najwyższego. Oczywiście, że On przemawia również przez ludzi, wydarzenia i dźwięki, ale żeby móc to w ogóle dostrzec, potrzebna jest cisza. I uspokojenie myśli. Jeśli nie zaufam, że Jego opatrzność czuwa nad moimi sprawami, trwanie przy Nim będzie tylko pozorne, bo tak naprawdę pozostanę we własnych myślach i sprawach.

Ostatniego dnia rekolekcji w klasztorze uczestnicy dzielą się owocami tego czasu. – Niesamowite – mówi s. Scholastyka – ile ten najprostszy środek wyrazu, jakim jest cisza, może zdziałać w sercu człowieka. I jak bardzo konfrontuje z umiejętnością panowania nad sobą. Kiedy odsłonięte zostają trudne emocje, pojawia się pokusa, żeby natychmiast zagłuszyć je potokiem słów. Nie każdy to wytrzymuje.

 


BOŻY HAŁAS

– W ciszy więcej słychać. Ona może być twórcza i życiodajna, ale trzeba mieć świadomość, że w niej na wierzch wypływają trudne sprawy, z którymi trzeba się zmierzyć – mówi Magdalena Urbańska, która niedawno spędziła weekend u mniszek w Żarnowcu. – Wciąż uczę się to przyjmować – dodaje. – Świadome przeżywanie trudności bywa bolesne. To dlatego, że chcemy mniej czuć i choć na chwilę zapomnieć, sięgamy po zagłuszacze.

Magda nie ma w domu telewizora ani radia. Wiele obowiązków, jak gotowanie czy rozwieszanie prania, wykonuje w ciszy. Na początku czuła się nieswojo. Wiedziała jednak, że w kakofonii słów i dźwięków (a tych przy dwojgu dzieciach nie brakuje) nie potrafi się skupić i twórczo pracować ani nie nadąża za własnymi myślami i emocjami. – Śmiałam się do sióstr, że przyjechałam, żeby w spokoju napić się wreszcie ciepłej kawy – mówi. – Ja tam przede wszystkim odpoczywam. Wartością dodaną jest to, co zalegało gdzieś w głębinach mnie, a teraz wypływa na powierzchnię. Czy bez ciszy nie miałoby szansy wypłynąć? Ależ skąd, w hałasie też jest Bóg, tyle że trudniej Go usłyszeć.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka tygodnika „Idziemy”, fotografka, absolwentka dziennikarstwa w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. M. Wańkowicza


magda.prokop@idziemy.com.pl

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 22 czerwca

Sobota, XI Tydzień zwykły
Dzień powszedni
Jezus Chrystus, będąc bogatym, dla was stał się ubogim,
aby was ubóstwem swoim ubogacić.

+ Czytania liturgiczne (rok B, II): Mt 6, 24-34
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)



Najwyżej oceniane artykuły

Blog - Ksiądz z Warszawskiego Blokowiska

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.



Newsletter