20 stycznia
sobota
Fabiana, Sebastiana
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

W miłej atmosferze

Ocena: 0
495

Kochać oznacza nie tyle lubić, co być – mimo wszystko – życzliwym dla człowieka, czyli chcieć dla niego dobra

Idą święta, już zaczynają się spotkania towarzyskie, tzw. opłatki i inne okazje, także rodzinne. Co robić z ludźmi, którzy mają na nas zły wpływ? Próbować ich „prostować”? Czy nie wdawać się w dyskusje, unikać? Czy tak samo powinniśmy postępować z krewnymi? Jak to pogodzić z przykazaniem miłości bliźniego?

Słowo Boga nakazuje nam kochać nie tylko bliskich, ale także nieprzyjaciół. Kochać oznacza nie tyle lubić, co być – mimo wszystko – życzliwym dla człowieka, czyli chcieć dla niego dobra. Nie wolno nam zwłaszcza pogardzać ludźmi lub twierdzić, że nic z nich nie będzie.

W miłości nie chodzi o bycie grzecznym czy bezkonfliktowym. Mamy tego przykład w relacji Pana Jezusa do faryzeuszów. Miłe stosunki z innymi nie mogą się dokonywać za cenę niesprawiedliwości czy krzywdy, zwłaszcza osób słabych.

Przeciwnie, prawdziwie kochając, winniśmy nieraz sprawić przykrość innym, np. wezwać policję, gdy są pijani czy używają przemocy. Takie zasady twardej miłości w stosunku do uzależnionych bywają jedyną szansą, aby nimi wstrząsnąć. Narażamy się wtedy na niechęć pozostałych członków rodziny, litujących się nad winowajcą, na wściekłość, że wyciągamy rodzinne brudy na zewnątrz. Żeby naprawdę kochać, trzeba być więc odważnym i nie bać się opinii środowiska. Ważne, że zadajemy ból nie z pogardy czy złości, ale z troski o rodzinę i z troski o winowajcę.

Bywamy słabi. Nie potrafimy czasem w miłości „wyprostować” człowieka, a nawet nie jesteśmy w stanie funkcjonować w jego bliskości. Potrzeba odsunąć się od źródła grzechu czy zła, choćby od krewnego. Nawet wobec współmałżonka Kościół przewidział instytucję separacji. Nie chodzi o karanie kogoś, ale o obronę słabych. Mamy prawo wybierać sobie przyjaciół oraz odmawiać przyjaźni, szczególnie tych prowadzących do grzechu. Możemy też dążyć do zdecydowanego zminimalizowania liczby spotkań czy czasu spotkań z rodziną, gdyby w całościowym bilansie było to grzeszne czy destrukcyjne. Należy jednak pamiętać, że członkowie rodziny mają swoje dodatkowe prawa, np. dzieci mają prawo do rodziców, a wnuki do dziadków. Potrzeba nieraz, abyśmy dla uszanowania tych praw sami przyjęli trochę cierpienia.

Sporo osób „rozpada się” psychicznie, bo zbyt wiele godzin przebywa ze swoją rodziną lub rodziną współmałżonka. Powinniśmy ustalić tu sobie granicę, np. ile czasu powinnam spędzać z rodzicami, żeby nie kończyło się to kłótnią albo depresją. Nie chodzi o ucieczkę, nasz „święty spokój” czy samozadowolenie naszej „dobrej” rodziny. Miłość każe szukać dobra wszystkich osób, także nas samych.

Idziemy nr 50 (636), 10 grudnia 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły