23 listopada
czwartek
Adelii, Klemensa, Felicyty
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Kogo popierać?

Ocena: 0
386

Powołanie chrześcijan jest takie, aby, zachowując prawdę, kochać przyjaciół i nieprzyjaciół

Pisał Ksiądz kiedyś, że polityka jest jak wrzątek, który szybko stygnie i trzeba uważać z palcami, bo oparzenia długo się leczą. Jestem ciekaw Księdza opinii na temat tegorocznego Opola, które minęło przecież, więc temat wrzątkiem nie jest. Co Ksiądz myśli o akcji piosenkarzy? Czy był to wyraz przyzwoitości, buntu przed wykluczaniem kogoś ze świata artystycznego?

Przytaczałem też kiedyś zdanie prymasa Stefana Wyszyńskiego, że prawdziwa polityka ma bardzo niewiele wspólnego z tym, co podają nam w środkach masowego przekazu. W mediach można było – jak przypuszczam – obserwować jedynie, jak poszczególni zainteresowani rozgrywają coś medialnie, czyli na pokaz. Ile to miało wspólnego z prawdą, nie wiem.

Co do przyzwoitości w świecie rozgrywek politycznych, to wspominam postać ks. Romana Indrzejczyka. Pamiętam, jak poszedł kiedyś na obiad do mieszkającego niedaleko Jacka Kuronia. Wieczorem tego samego dnia odwiedził rodziców braci Kaczyńskich. Dla równowagi. To był wyraz jego przyzwoitości. Miał taki priorytet, aby bez potrzeby nie dzielić ludzi, ale łączyć. Bolał nad tym, że środowiska solidarnościowe przestają ze sobą rozmawiać.

Pan Jezus, nasz Nauczyciel, jasno odniósł się do tradycji synagogalnej. Tam należało kochać swojego, a nienawidzić wroga. Inne standardy sprawiedliwości obowiązywały wobec Izraelity, a inne wobec poganina. Pan Jezus przyniósł swoją odpowiedź na pytanie, kto jest moim bliźnim. Każdego człowieka mamy kochać, na wzór Ojca Niebieskiego, którego słońce świeci nad złymi i nad dobrymi.

Gdyby więc artyści stawali tak samo po stronie wykluczania kogoś ze strony lewej, jak i prawej, byłaby to przyzwoitość w rozumieniu chrześcijańskim. I w świecie artystycznym istnieją ludzie przyzwoici, którzy bronią nie tylko homoseksualisty, ale i księdza, nie tylko komunisty, ale i narodowca. Jeśli jednak artysta czy artystka broni tylko „swoich”, według klucza obozu, do którego czuje sympatię, jest to z mojej perspektywy nie tyle przyzwoitość, co czynny udział w życiu politycznym.

A powołanie chrześcijan jest takie, aby, zachowując prawdę, kochać przyjaciół i nieprzyjaciół. A żeby kogoś kochać, trzeba go poznawać. A jak się człowieka nie lubi, to się go nie poznaje. Tak więc zbyt zawzięta polemika polityczna zaślepia, bo nie pozwala poznawać racji drugiej strony sporu. Bez odrobiny szacunku i sympatii czy też decyzji miłości do człowieka nie ma chrześcijańskiego światła rozświetlającego ciemność świata i umożliwiające zburzenie muru wrogości.

Idziemy nr 44 (630), 29 października 2017 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:


Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najczęściej czytane komentarze



Najwyżej oceniane artykuły