18 kwietnia
niedziela
Boguslawy, Apoloniusza
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Uporządkujmy pojęcia (2) - heroizm kobiet

Ocena: 4.24286
809

Na dziś feministki zwołują wielką manifestację swoich praw na Rondzie Praw Kobiet. Tak - niezależnie od faktów - nazywają warszawskie rondo Dmowskiego. Okoliczność w sam raz, by kontynuować rozpoczęty przed tygodniem temat powtarzanych w kółko przez środowiska proaborcyjne sloganów. Mają one jeden cel: przenicować naszą świadomość  tak, by – nawiązując do terminologii bokserskiej – ustawić sobie przeciwnika (czyli zdroworozsądkowo nastawione społeczeństwo) w wygodnej dla siebie pozycji do „ciosu”. Mam tu na myśli takie pojęciowe „ustawienia sobie” społeczeństwa, by było gotowe przyjąć i uznać za swoją każdą wmawianą im bzdurę, która usprawiedliwiłaby zabijanie dzieci nienarodzonych.

MOJE CIAŁO - MÓJ WYBÓR!!
Są slogany całkowicie infantylne, jak np. „moja macica – mój wybór”. Ten jest tak absurdalny, że aż żenujące jest poświęcanie czasu na jego demaskowanie. Owszem, kobieta ciężarna posiada swoją macicę, jednak dziecko, które w niej jest, to nie jest w żadnym stopniu jej ciało. Jest to tak oczywiste, jak konstatacja, że człowiek nie ma dwóch serc i dwóch układów krwionośnych, pokarmowych, czterech rąk, czterech nóg itd. To wie każdy, kto nie rozstał się ze swoim rozumiem. Reagujmy więc na takie próby manipulacji sprowadzając opowiadających te slogany z orbity absurdu na ziemię.

WYBÓR - NIE PRZYMUS!
To ciekawszy slogan. Święte prawo każdego człowieka do wolnego wyboru jest bezdyskusyjne. Trudno też nie przychylić się do postulatu: „nie przymus, ale wolny wybór”. Niestety przyjęcie tych postulatów bez pewnych założeń prowadzi w prostej drodze do nihilizmu i ma katastrofalne skutki.

Pierwsze założenie: wolny wybór jest zawsze wyborem czegoś. Ale czego? Już prosta obserwacja osób pro-choice, ich narracji, pokazuje, że manifestując prawo do „wolnego wyboru” jak diabeł święconej wody unikają doprecyzowania o jaki wybór w istocie chodzi? Ponieważ dobrze wiedzą, że nie o coś błahego. I że aborcja wcale nie jest OK. Dlatego warto zawsze domagać się odpowiedzi na pytanie: co jest przedmiotem Twojego wolnego wyboru? W rzeczywistości „wolny wybór” aborcji to zawsze jest wolny wybór zabicia drugiego człowieka, w dodatku kogoś całkowicie niewinnego i bezbronnego!

Drugie założenie: każdy nasz wolny wybór jest ograniczony wolnością i dobrem innych. Mamy prawo do samostanowienia o sobie, ale nie o innych. I znów kilka prostych pytań, które trzeba zadawać zwolennikom idei pro-choice.
- Czy Twoje prawo do wyboru, by zabić swoje nienarodzone dziecko, nie łamie prawa tego dziecka, by żyć?
- Czy Twój wolny wybór daje wolny wybór Twojemu dziecku? A jeśli nie, to dlaczego uważasz, że Twój wolny wybór się liczy, a Twojego dziecka – nie?
- A co z „wolnym wyborem” mężczyzny, który jest ojcem tego dziecka? Dlaczego wyłączasz jego prawo „wolnego wyboru” w sprawie jego dziecka?
To tylko przykłady. Postulowanie tzw. wolnego wyboru ws. dokonania aborcji nie świadczy o poszanowaniu innych, ich praw, ale wręcz odwrotnie - o pogardzie dla innych, dla ich prawa do życia i wolnego wyboru! Dlatego postulowanie „wolnego wyboru” ws. aborcji jest szczególnie podłą manipulacją, ponieważ oznacza dokładnie swoją odwrotność.

Przyznanie, że człowiek od chwili swojego poczęcia także ma swoje prawa i należy się liczyć z jego wolnością do samostanowienia nie oznacza, niestety, że zniknie proceder aborcji. Zmusza to jednak tych, którzy opowiadają się za aborcją, do realnej oceny swoich postaw, poglądów i działań, a tego unikają, jak ognia. Aborcja - zabicie niewinnego i całkowicie bezbronnego człowieka tylko dlatego, że ktoś go nie chce, by żył - jest barbarzyństwem największym z tych, które można sobie wyobrazić!

HEROIZM KOBIET?
Wreszcie slogan proaborcyjny z serii tych najsprytniejszych, na który nabierają się niemal wszyscy, łącznie z osobami o poglądach pro-life: heroizm kobiet!
Pewnie samym podjęciem tego tematu narażę się wielu kobietom, ale warto nazwać rzeczy po imieniu – z podkreśleniem, że chodzi nie o heroizm kobiet w ogóle, heroizm życia codziennego. Cechuje on większość kobiet i choćby dlatego Dzień Kobiet powinien być zawsze bardzo celebrowany. Bo jest za co kobiety cenić, podziwiać, kochać. Chodzi o heroizm kobiet, a ściśle - jego brak, jako argument proaborcyjny.

1. Przed urodzeniem dziecka. Każda ciąża jest swojego rodzaju heroizmem. Człowiek od swojego poczęcia do samych narodzin, i także później, korzysta wszechstronnie z organizmu matki, odbiera jej siły, obciąża kręgosłup i serce, wpływa na samopoczucie. A na końcu czeka ją poród, który dla kobiety na ogół jest wysiłkiem dla mężczyzn niewyobrażalnym. A po porodzie – zaczyna się nowy etap heroizmu. I to wszystko w często niekorzystnych uwarunkowaniach społecznych, przy słabym nieraz zdrowiu fizycznym i psychicznym kobiety. Ciąża kobiety ze swojej istoty jest naznaczona trudami, ograniczeniami wolności, pewnym przymusem.
Trzeba to jasno powiedzieć: każda kobieta nosząca pod sercem i wydająca na świat swoje dziecko jest bohaterką poniekąd skazaną na heroizm! Tyle, że po pierwsze: dotyczy to każdego poczętego dziecka: zdrowego i chorego! Po drugie: taki tok rzeczy dyktuje nam sama natura. Medycyna może kobietom jedynie pomóc przejść ciążę i poród poprzez np. cesarskie cięcie. Czy to oznacza, że jeśli kobieta uzna, że tego bohaterstwa nie chce – ma prawo do aborcji na życzenie? Bo tak naprawdę do tego sprowadza się argument o heroizmie kobiet. Każdy człowiek ma prawo żyć, nawet jeśli jest nieuleczalnie chory, niepełnosprawny, czy w początkowym, prenatalnym, stadium rozwoju.

Postulat o prawie do aborcji w imię odrzucenia niechybnego heroizmu kobiety związanego z ciążą jest w rzeczywistości niczym innym, jak stwierdzeniem, że dla kogoś dobrostan matki stanowi wyższą wartość, niż życie jej dziecka. Choćby to życie było krótkotrwałe – reguluje to sama natura, a aborcja jako przyspieszenie śmierci dziecka nawet z wadą letalną, zawsze będzie uśmierceniem.

2. Po urodzeniu. Samo nasze życie jest naznaczone heroizmem. Przyjęcie na świat i zapewnienie dziecku warunków do życia – heroizmem tym większym. Po urodzeniu sytuacja matki się jednak zasadniczo zmienia. Wanda Półtawska przekonuje:

Człowiek nie dlatego żyje, bo się urodził, ale urodził się, bo żyje!

Powinnością każdej ciężarnej kobiety jest żyjące w niej dziecko – którym ją Bóg obdarzył, które (pomijając gwałt) poczęło się w niej na skutek jej świadomego działania – urodzić. Z tej powinności nikt i nic kobiety nie może zwolnić oprócz samej natury, która sprawia nieraz, że dziecko w jej łonie umiera.
A co po urodzeniu? Wtedy powinności kobiety wobec swojego dziecka, które nie raz zmuszają ją do prawdziwego heroizmu, są natury społecznej i moralnej! Wynikają z jej miłości do własnego dziecka.

Jak czytamy na jednym z kobiecych portali: „Na aborcję decydują się kobiety, które obawiają się, że ze względu na swoją sytuację materialną nie będą w stanie zapewnić dziecku dobrobytu oraz te które zawiodła antykoncepcja, i które na danym etapie życia (bądź nigdy) nie są gotowe zostać matkami.”

Jest to jedno z najpoważniejszych nieporozumień w dyskusji o aborcji, które trzeba jasno wyjaśnić. Albowiem - i tu kwestia najważniejsza w całym tym tekście - PO URODZENIU DZIECKA kobieta NIE JEST bezwarunkowo skazana na heroizm. Jeśli nie zdecyduje się na przyjęcie urodzonego dziecka – ma do tego prawo i możliwości, by to dziecko w sposób humanitarny oddać/porzucić. Dlatego argumentowanie aborcji tym, że kobieta nie bedzie gotowa na heroizm przyjęcia i opieki nad (wszystko jedno) zdrowym czy chorym dzieckiem, kiedy przyjdzie na świat, to jedna z najniebezpieczniejszych manipulacji obecnych w naszej debacie publicznej.

Na wspomnianą manipulację środowisk pro-choice dają się nabrać niemal wszyscy – zwykli obywatele i celebryci, robotnicy i profesorowie. Stąd mieliśmy m.in. nieszczęsne zastrzeżenie Pierwszej Damy, Agaty Kornhauser-Dudy, czy Małgorzaty Kożuchowskiej, których nikt o sympatie proaborcyjne posądzać nie może, że „są przeciw aborcji, ale nikt nie może od kobiety żądać heroizmu”. Tu nie ma powodu do żadnego "ale".

Warto powtórzyć: jeśli nawet przyjmiemy, że każda próba wskazywania kobiecie obiektywnych zobowiązań wobec narodzonego przez nią dziecka jest rodzajem brutalności, czymś zupełnie nieczułym, co ignoruje potrzeby kobiety, nawet jeśli dla tej czy innej kobiety życie jej dziecka nie jest dobrem najwyższym – nikt jej nie może zmusić do heroizmu. Może swoje nowonarodzone dziecko pozostawić w szpitalu lub np. w oknie życia. Może wystąpić o pozbawienie praw rodzicielskich i dziecko oddać do domu dziecka. Oczywiście nie jest to rozwiązanie pożądane, jednak nieporównanie lepsze, niż zabicie dziecka poczętego tylko dlatego, że kobieta po urodzeniu nie może lub nie chce sie nim zająć.

Na koniec dwa fakty:
1.    Kobieta w swoim heroizmie nie może pozostać sama. Za niemal każdą decyzją o aborcji stoi porzucona kobieta, przy której nie stoi i której nie wspiera ojciec jej dziecka. Ale także nie stoją za nią w sposób wystarczający instytucje państwa. Dlatego wyjściem nie jest aborcja, ale takie zmiany prawne, które wymuszą na ojcu dziecka, na państwie, ale i na całym społeczeństwie odpowiedzialność i partycypację w wychowaniu nowych obywateli. Warto przypominać, że bycie pro-life nie oznacza tylko, że dąży się do prawno-karnego zabezpieczenia życia nienarodzonego dziecka, ale także, że wszystkimi możliwymi środkami będzie się wspierać jego rodziców.
2.    Feministki i ich żądania aborcji na życzenie w imię niezgody na heroizm kobiet - to działania wprost na szkodę kobiet!
- łatwo jest szermować hasłami o prawie do wolnego wyboru, jeśli w efekcie to na kobietę, a nie na feministki, spadnie cała odpowiedzialność za jej wybory.
- feministki są sprzymierzeńcami nieodpowiedzialnych ojców, dla których decyzja kobiety o dokonaniu aborcji to wymarzone rozwiązanie. Uwalnia to ich od wszelkiej odpowiedzialności za spłodzone przez siebie dziecko i jego matkę – łącznie z decyzją o zabiciu dziecka, która całkowicie obciąża wtedy nie tego ojca, ale właśnie matkę.
- feministki są także sprzymierzeńcami tych urzędników i przedstawicieli państwa, dla których zbudowanie systemu opieki i pomocy samotnym, porzuconym matkom to jedynie puste słowa. Jeśli matka sama zdecyduje o zabiciu swojego dziecka, zamiast podjąć się heroizmu jego przyjęcia lub zostawienia w szpitalu czy w oknie życia – dla kogo ten system, w tym domy i schroniska dla samotnych matek, budować?

O tym wszystkim warto nie tylko w Dniu Kobiet pamiętać.

Czytaj także:

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Katolik, mąż, absolwent UW, dziennikarz związany z "Idziemy” od pierwszego numeru tygodnika. Były członek Rady Programowej Polskiego Radia S.A. (VII kadencji 2017-2021, wiceprzew.), były redaktor naczelny idziemy.pl. Komentator w Polskim Radiu 24. Członek Domowego Kościoła.
radoslaw.molenda@idziemy.com.pl

 

NIEDZIELNY NIEZBĘDNIK DUCHOWY - 18 kwietnia

III Niedziela Wielkanocna
Sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»
+ Czytania liturgiczne (rok B, I): Łk 24,35-48
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)
+ Gdzie szukasz Jezusa? (komentarz "Idziemy")

ZAPOWIADAMY, ZAPRASZAMY

- Reklama -


E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter