17 października
środa
Wiktora, Marity, Ignacego
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Plucie na Polskę

Ocena: 0
1444

Reżyser Steven Spielberg przypomniał sobie ostatnio, że kiedy kręcił w Polsce „Listę Schindlera”, do aktora przebranego za oficera SS podeszła jakaś kobieta i krzyknęła, „jak bardzo podoba jej się ten mundur i jak życzyłaby sobie, żeby Niemcy tu wrócili i znów nas chronili”. Prawda, że ciekawa relacja? Wygląda na to, że my, tu urodzeni i tu wychowani, nie znamy własnego kraju i nie wiemy, że tęsknota za ludźmi z trupią czaszką na czapkach jest u nas powszechna.

Z kolei burmistrz amerykańskiego miasta Jersey City (faktycznie części Nowego Jorku) zareagował na wypowiedź marszałka senatu Stanisława Karczewskiego broniącą pomnika katyńskiego stekiem wyzwisk. I to nie byle jakich: „ten człowiek jest żartem”, „znany antysemita”, „biały nacjonalista”, „człowiek zaprzeczający Holokaustowi”, „człowiek o zerowej wiarygodności”. Podkreślił, że „to jest prawda o sile stojącej za tym pomnikiem”. Czyli że – w domyśle – wszyscy Polacy tacy są, i pewnie słusznie części z nich pozbyto się w Katyniu. W kolejnych wypowiedziach Steven Fulop podtrzymał zapowiedź przeniesienia pomnika, ustawionego w 1991 r., w inne, mniej prestiżowe miejsce. Jasno stwierdził również, że z polskimi władzami rozmawiać nie zamierza.

Tu jesteśmy. Przedstawiciele lewicowego amerykańskiego establishmentu uważają, że mogą o Polsce powiedzieć wszystko, mogą nam postawić każdy zarzut, nawet całkowicie pusty – i nie spotka ich za to żadna przykra opowieść. To także pośredni portret siły amerykańskiej Polonii, która nie stanowi takiej siły politycznej, aby tego typu zachowania mitygować. W tym kontekście nie ma także sensu szukać drogi prawnej. Sądy wszędzie na świecie w sprawach światopoglądowych, tożsamościowych, historycznych zazwyczaj odzwierciedlają pogląd dominujący w danym społeczeństwie. Nie będą więc obojętne na falę antypolonizmu, która  zdaje się osiągać moment kulminacyjny. Jest to zresztą antypolonizm mający wiele wspólnego z antysemityzmem; przede wszystkim dlatego, że stanowi emocjonalne odreagowanie różnych problemów i w ten chory sposób  „łączy” całą pozostałą wspólnotę.

Sytuacja jest poważna. Już kilka lat temu Maciej Świrski sformułował tezę, że jeśli Polska zostanie uznana za współsprawcę Holokaustu i kraj antysemicki, staniemy się niemal bezbronni. Bo któż będzie chciał  pomagać państwu o tak marnej opinii? Dziś ten fatalny scenariusz jeszcze nie zaczął się spełniać, ale co będzie, jeśli prezydenturę w USA zdobędzie ktoś pokroju Stevena Fulopa, który na dodatek zechce dogadać się z Rosją i w zamian za np. Bliski Wschód odda Moskwie Europę Środkową? Antypolska kampania, której jesteśmy świadkami, jeszcze raz przypomina nam, że w sytuacjach ostatecznych, krańcowych, ważne jest tylko to, co mamy w swoim ręku. Dlatego wypowiedzi panów Spielberga czy Fulopa, nagonka w związku z ustawą o IPN czy ustawa 447 powinny skłaniać nas do jeszcze szybszego wzmacniania i uzbrajania naszej  armii.

Polska broni dziś nie tylko prawdy o swojej historii, ale także prawdy o II wojnie światowej. Nie po raz pierwszy jest sama. Prezes IPN dr Jarosław Szarek przypomniał ostatnio, że to wszystko już było. „Dziś wydaje nam się, że jesteśmy sami, że cały świat ma inną opowieść o naszej historii. A jak było w 1920 r.? Też byliśmy osamotnieni, zarzuty wobec nas były identyczne: nacjonalizm, antysemityzm, zacofanie”. Co więc robić? Dr Szarek odpowiada: „Musimy tę presję wytrzymać. Musimy pisać książki, bo każda rzetelna książka to już utrudnienie dla kłamców. Książka zostaje, nawet jeśli jest przemilczana. Za kilka lat ktoś uczciwy powie: przepraszam, ale tu jest napisane tak i tak”.

Chodzi, rzecz jasna, nie tylko o książki. Przywrócenie światu prawdy o naszych dziejach i naszych wartościach staje się pilnym zadaniem całego narodu, równie ważnym, jak troska o rozwój gospodarczy, edukację czy dzietność. Ale nie zrobimy tego bez elementarnej refleksji po stronie sił lewicowo-liberalnych w Polsce. Dziś te środowiska cieszą się, że rząd prawicy ma kłopoty, i nie widzą związku między swoją aktywnością na polu oczerniania Polski (tej z okresu wojny i tej współczesnej) z tym, co się dzieje. Ale może w końcu otrzeźwieją, przynajmniej niektórzy? W końcu pluje się także na ich dziadków.

Idziemy nr 19 (657), 13 maja 2018 r.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane komentarze

 

Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI