13 grudnia
czwartek
Lucji, Otylii
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Nie tylko pieniądze

Ocena: 0
1806

Chcemy zlikwidować wszelkie premie dla ministrów i wiceministrów – zapowiedział premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji „Sprawne państwo”. Mają też być zmiany w polityce stosowania kart kredytowych przez urzędników, audyt w resortach i personalne odchudzenie rzadu. Obecnie w rządzie mamy 126 osób na stanowiskach w ministerstwach. Premier chce zmniejszyć tę liczbę o 25 proc. Pewnie dobrze… ale w natłoku zmian wielu różnych przepisów, także tych, które generuje UE, duża liczba zastępców jest często niezbędna.

Kolejnym krokiem ma być zmniejszenie liczby członków gabinetów politycznych. Dobrze, bo bywa, że „schronienie” znalazło tam wielu znajomych. Na pewno potrzebny jest przegląd kadr i może integracja różnych gabinetów? Tak robi się w każdej dużej firmie, a rząd taką „firmą” jest. W dodatku opłacaną przez wszystkich podatników.

Następna zmiana to zmniejszenie liczby lub likwidacja kart kredytowych w ministerstwach. Potrzebny jest przegląd osób, które mają karty. Tylko czy używanie kart jako zamiennika pieniądza to nie jest coś niezbędnego? Czy nie lepiej po prostu sprawdzić wszystkie rachunki i wydatki z kart, czyli zwiększyć transparentność w wydatkach różnych podmiotów administracji pańśtwowej? Pokazać, na co idą te pieniądze? Podatnicy na pewno to zauważą!

No, ale od czego to wszystko się zaczęło i zbulwersowało opinię publiczną? Były to kwoty nagród brutto dla poszczególnych ministrów w 2017 r. Nagrody od 65 tys. 100 zł rocznie do 82 tys. 100 zł otrzymało 21 konstytucyjnych ministrów, 12 ministrów w KPRM (od 36 tys. 900 zł rocznie do 59 tys. 400 zł) oraz b. premier Beata Szydło (65 tys. 100 zł). Decyzję fatalnie ocenili Polacy, co pokazały od razu sondaże.

Opozycja pytała: jak można samemu sobie przyznać nagrodę i za co? Warto więc przypomnieć, że każdy rząd czy wysocy urzędnicy takie rzeczy robili, np. Ewa Kopacz jako marszałek sejmu – w czasie kryzysu finansowego – przyznała sobie 45 tys. zł, a wicemarszałkom po 40 tys. zł premii. Premii, nawet jeśli z pozoru bulwersująco wysokich, to dawanych także dlatego, że przy obowiązującej ustawie kominowej, która ogranicza pensje np. ministrów, jest to jedyna możliwość, by uczciwie, a nie pod stołem, dać komuś wyższe zarobki. Dziś rząd wycofuje się i z podwyżek, i z premii – i robi to pod wpływem nacisku opozycji i opinii publicznej.

Rozumiem logikę politycznej układanki, bo PiS w ostatnich dniach wyraźnie stracił zdolność narzucania narracji, a zyskała ją opozycja. Tylko że kiedy ona w przyszłości dojdzie do władzy, będzie robić to samo! Bo inaczej się nie da. Nie znajdzie się na rynku fachowca, który z biznesu chciałby przejść do pracy w ministerstwie za 5-6 tys. zł brutto. Problem wynagrodzeń w rządzie istnieje, niezależnie od tego, jak niefortunne są wypowiedzi polityków.

Dziś zarobki specjalistów są co najmniej dwa razy wyższe niż wiceministrów. Ale są też uzależnione od wyników. I może to jest pomysł na wysokość wynagrodzenia w rządzie czy sejmie?

Idziemy nr 10 (648), 11 marca 2018 r.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest dziennikarzem TVP
www.krzysztofziemiec.pl

 

Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -