21 stycznia
niedziela
Agnieszki, Jarosława
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Bilans starego roku

Ocena: 1.66667
914

To był bez wątpienia niezwykle ciekawy rok. Ale przede wszystkim rok klarowania się wielu spraw. Bo dziś już o tym nie pamiętamy, ale w grudniu 2016 r. przez Polskę przetaczały się masowe demonstracje opozycji spod znaku KOD, politycy opozycji blokowali sale sejmową, a Donald Tusk snuł wizję kolejnego „polskiego grudnia”. Upłynęło dwanaście miesięcy i krajobraz jest jasny: tą drogą władzy w Polsce nie da się zdobyć. Mateusz Kijowski już nie jeździ do Brukseli w roli przedstawiciela ciemiężonego narodu; zamiast tego zbiera pieniądze na podtrzymanie standardu życia, będąc jednocześnie bohaterem memów i żartów. Liderzy partii opozycyjnych też nie mają łatwo: Ryszard Petru przegrał wszystko, co mógł przegrać, ale nie do końca poszło to na marne. Udowodnił wszak niedowiarkom, że klasyczne wykształcenie nawet w epoce smartfonów ma pewne znaczenie, więc warto dobrze wykorzystać czas w szkole. Grzegorz Schetyna zapada się w polityczną szarość i niby jest, a jakby go nie było.

Wniosek z tego taki, że w roku 2017 nastąpiło ostateczne załamanie się III RP. Ona już nie wróci, niezależnie od tego, co będzie dalej. Albo IV RP okrzepnie, uleży się i potrwa przynajmniej lat kilkanaście, dając początek de facto odnowionej państwowości polskiej, albo przyjdzie coś nowego. Czy będzie to coś w rodzaju polskiego zapateryzmu, jeszcze bardziej wasalnego w stosunku do potężnych sąsiadów? – bo tak, jest to możliwe. Dzbanek republiki pookrągłostołowej z jej specyficznym pomieszaniem starego i nowego, z jej niezdolnością do zrobienia czegokolwiek dalej idącego, jest już rozbity. Symbolicznie koniec roku przyniósł podpisanie przez prezydenta ustaw sądowych, a tym samym rozbicie ważnego fundamentu ostatniego ćwierćwiecza. Potwierdzają to każdego dnia celebryci salonu, wylewający z siebie coraz bardziej toksyczne żale pod adresem społeczeństwa. Oni już nie mają nadziei na szybką zmianę, więc nie kalkulują, nie hamują się; chcą jedynie odreagować, poczuć się choć przez moment lepszymi.

Skoro poprzedniczka umarła, życie przeniosło się do obozu zwycięzców. To właśnie zobaczyliśmy w ciągu roku 2017: wszystko, co naprawdę ważne, działo się w szerokim obozie Prawa i Solidarności. Nowa sytuacja wymagała nowego ułożenia, i być może tak należy patrzeć na konflikt wokół ustaw sądowych. Prezydent Andrzej Duda ustawy zawetował, ale poprawione już zaakceptował, choć zmiany miały raczej charakter drugorzędny. Te parę miesięcy między lipcem a grudniem zmieniło jednak wiele; prezydent jest dużo bardziej podmiotowy, niż był, a jego relacje z Jarosławem Kaczyńskim stały się bardziej partnerskie. Ważne, że konflikt, który nie wyglądał dobrze, udało się wpisać w ramy niegrożące wybuchem na pełną skalę, a nawet w jakiejś mierze korzystne dla wszystkich.

To wszystko owocuje poczuciem mocy. To dlatego Jarosław Kaczyński zdecydował o zmianie premiera. Mateusz Morawiecki ma spełniać polskie marzenia o rozwoju, innowacyjności, wielkich inwestycjach, przełamaniu resortowości. Ma też uspokoić sytuację, tak w kraju, jak i w relacjach z zagranicą. Można spodziewać się zmiany kursu w kilku istotnych sprawach, bo to będzie jednak nowa epoka. Lider PiS twardo stąpa po ziemi i wie, że Polska nie może odwrócić się od Zachodu plecami, nie może też pozwolić mocarstwom, by zepchnęły nas na margines. Warunek jest jeden: musimy być traktowani poważnie, po partnersku, a nie z góry. Musimy mieć prawo do naprawy własnego państwa.

Nie brakuje kłopotów, pomyłek, błędów. Ale tych zawsze jest więcej, gdy człowiek – ale także państwo – myśli i działa samodzielnie. Realizowanie cudzych recept, rola klienta, zawsze są łatwiejsze, choć na dłuższą metę to trucizna. Dla Polski i Polaków nie ma innej drogi niż pracowite, uparte budowanie niepodległości w oparciu o rodzinę i chrześcijaństwo.

Są sprawy, które naprawdę cieszą: po latach dramatycznej zapaści rodzi się więcej dzieci. Wciąż za mało, ale ważny jest trend. Bez dzieci najwyższe nawet PKB nie ma sensu. Dlatego rządy PiS rodzinę muszą stawiać naprawdę w centrum swojej polityki. W tej sferze trzeba wymagać znacznie więcej.

 

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”



Najczęściej czytane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI



Najwyżej oceniane artykuły