14 lipca
wtorek
Ulryka, Bonawentury, Kamila
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ani kroku w tył

Ocena: 4.9
1325

Zwykliśmy mawiać, że „presja ma sens”, ale należy powiedzieć również, że „praca ma sens”. Wytrwała, systematyczna, konsekwentna praca, prowadzona mimo nieuchronnego zmęczenia, zniechęcenia i gęstniejącego oporu. Także w życiu publicznym, także w sprawach ideowych. Także w tych niesprzyjających patriotyzmowi i szeroko pojętej tradycji czasach, tak bardzo skupionych na tym, co w istocie ulotne, tanie, błahe.

Czasem widać efekty. Jak bowiem wynika z przeprowadzonego na początku listopada sondażu pracowni Social Changes, ogromna większość Polaków odnosi się z szacunkiem i uznaniem do żołnierzy wyklętych. Aż 59 proc. badanych stwierdziło, że ma do tej tradycji stosunek pozytywny lub bardzo pozytywny. Swoją niechęć zadeklarowało ledwie 14 proc. respondentów; pozostali wybrali odpowiedź „trudno powiedzieć”. Trzeba powiedzieć jasno: ten sukces nie przyszedł sam z siebie. Zapracowało na niego środowisko Ligi Republikańskiej, które w latach 90. pierwsze podniosło ten sztandar, przecierając szlaki, stawiając krzyże i pomniki. Zapracował prof. Krzysztof Szwagrzyk i jego zespół, uparcie szukający bohaterów pochowanych w nieznanych grobach. Swój udział mają także tacy ludzie jak Arkadiusz Gołębiewski, reżyser ważnych filmów, a także twórca Festiwalu „Niepokorni, Niezłomni, Wyklęci”, który od ponad dekady gromadzi wokół tego przedsięwzięcia pasjonatów odkłamanej historii.

W tle mamy próby zmiany nazw ulic, które upamiętniają żołnierzy wyklętych – w Białymstoku (próba skuteczna) i w Żyrardowie (na szczęście do tego nie doszło). Pojawiają się także coraz ostrzejsze wypowiedzi ze strony lewicy, także tej formalnie nie związanej z PRL. Lider partii Razem Adrian Zandberg mówił ostatnio, że „prawica wyniosła na pomniki ludzi, których życiorysy są, delikatnie rzecz ujmując, kontrowersyjne. Teraz broni tych decyzji, szantażując wszystkich wokół patriotyzmem, w myśl zasady: »Kto się z nami nie zgadza, nie jest patriotą«. Ale ten szantaż powoli przestaje działać”. W tej sprawie lewica jeszcze więc nieraz zaatakuje.

Dla prawicy wniosek jest jeden: nie należy sprawy odpuszczać. I choć ludzie, którzy radzą, by nie promować wyklętych „tak nachalnie”, bo to zmęczy publiczność i wywoła reakcję odwrotną od zamierzonej, kierują się często dobrymi intencjami, to nie mają racji. Zwróćmy uwagę: lewica nigdy nie ulega pokusie, by odpuścić, wyhamować, z czegoś zrezygnować, „bo to się przeje”. Nie, zawsze idą do końca. Podobnie nie widać, by zwolennicy budowy nowego społeczeństwa wątpili w sens korzystania z instytucji publicznych i państwowych, by uważali, że jedynie to, co oddolne i prawdziwie autentyczne, może być skuteczne. Jest odwrotnie: kolejne kawałki państwa są kolonizowane przez skrajnych ideologów. Bo lewica wierzy, że ważne są obie nogi: i ta społeczna, i ta instytucjonalna. W tej sferze należy się od lewicy uczyć.

Sukces w sprawie wyklętych musi być dla nas wszystkich lekcją również w innych sferach, także tej dziś najważniejszej i najpilniejszej, dotyczącej obrony dzieci i rodzin przed ideologią LGBT i genderyzmem, przed tym cuchnącym śmiercią tęczowym walcem. Strategia musi być dwutorowa: z jednej strony konieczne są działania na samym dole, w szkołach, małych środowiskach, przy parafiach; z drugiej strony państwo musi to wyzwanie potraktować naprawdę poważnie. Trzeba tę kwestię postawić w centrum myślenia instytucji publicznych. Nie gdzieś z boku, nie na marginesie, nie przy okazji, i nie na odczep się, ale w centrum. Trzeba przemyśleć i wdrożyć taką strategię, która sprawi, że wysiłek każdego z nas będzie się dodawał do wysiłku innych ludzi dobrej woli. Bo dziś często nie tyle walczymy, ile szamoczemy się bezradnie, każdy z osobna, każdy w przekonaniu, że został sam na placu boju. Jakaś dramatyczna niemoc prawicowych elit w tej sferze, tak kontrastująca ze skutecznymi często działaniami na innych polach, jest głęboko zastanawiająca. Kolejne sympozja i konferencje, także wypowiedzi polityków i dziennikarzy, ograniczają się do powtórzenia alarmu, do wołania o pomoc, czasem do straszenia smokiem, który czai się za drzwiami – ale dalej nikt nie śmie iść. A przecież już wiemy, co nadchodzi i dlaczego jest złe. Dziś trzeba stawiać sobie właściwie tylko jedno pytanie: jak to zatrzymać?

 

Idziemy nr 47 (736), 24 listopada 2019 r.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:
- Reklama -

Autor jest redaktorem naczelnym tygodnika „W Sieci”

DUCHOWY NIEZBĘDNIK - 14 lipca

Wtorek, XV Tydzień zwykły Rok A, II
+ Dzień Powszedni albo wspomnienie św. Kamila de Lellis, prezbitera albo wspomnienie św. Henryka
Nie zatwardzajcie dzisiaj serc waszych, lecz słuchajcie głosu Pańskiego.
+ Czytania liturgiczne (rok A, II): Iz 7,1-9; Ps 48,2-8; Mt 11,20-24
+ Komentarz do czytań (Bractwo Słowa Bożego)

E-WYDANIE


Zachęcamy do prenumeraty e-wydań tygodnika Idziemy


- Reklama -


Najwyżej oceniane artykuły

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -



Newsletter