16 grudnia
niedziela
Albiny, Zdzisławy, Alicji
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ciche bohaterstwo

Ocena: 5
1546

W czasie okupacji pomoc Żydom niosło wielu Polaków, o czym nie wiedzieli nawet ich najbliżsi. Opowiadają o tym siostry urszulanki.

s. Jadwiga Wysocka SJK, fot. Irena Świerdzewska/Idziemy

– Z dwójką mojego rodzeństwa, Wandą i Czesiem, wychowywaliśmy się w Warszawie w mieszkaniu przy ul. Pańskiej 108. Rodzice prowadzili sklep z galanterią. Po drugiej stronie ulicy, pod adresem Pańska 109, mieszkała ciocia mojej mamy Franciszka Borowska – opowiada s. Jadwiga Wysocka SJK. – Była dla mamy jedyną krewną mieszkającą tak blisko. Nosiła się niezwykle elegancko: długie suknie, kapelusze, bluzki z żabotami, a w kieszeni srebrny zegareczek. Taka elegancka, z torebką, laseczką i oprawionym w skórę modlitewnikiem „Droga do nieba”, codziennie rano szła na Mszę Świętą do redemptorystów na ul. Karolkową – wspomina s. Jadwiga. Mąż ciotki prowadził zakład stolarski. Kiedy zachorował na nowotwór i wiedział, że umiera, zrobił dwa magle, żeby żona po jego śmierci miała zapewniony byt. W suterenie pani Franciszka maglowała bieliznę, a pokój, w którym mieszkała, znajdował się na parterze. Była już leciwa, miała 78 lat i nieco opadła z sił, wtedy klienci sami korzystali z magla, a ona tylko odbierała należność. – Co niedziela przychodziła do nas na obiad, u nas spędzała każde święta, a kiedy mniej już wychodziła z mieszkania, nosiliśmy jej posiłki.

– Wielkanoc 1942 r. spędziła razem z nami – kontynuuje opowieść s. Jadwiga. – Potem wróciła do siebie. Mama jak zwykle zapakowała cioci jej ulubione potrawy i ciasta. Trzeciego dnia po Wielkanocy zastaliśmy ciocię nieżyjącą. Mama przed pogrzebem zajrzała do kredensu i z wrażenia zaniemówiła. Było tam mnóstwo świątecznego jedzenia: baby, garnki z bigosem, wędliny, mięsa. Następnego dnia, kiedy podjechał karawan, wszystko się wyjaśniło – opowiada s. Jadwiga. – Przyszło kilkoro żydowskich dzieci. Widząc, co się dzieje, zaczęły lamentować i zawodzić. Płakały, że zmarła ich jedyna żywicielka. Mama uspokajała: „Przyjdźcie następnego dnia, otrzymacie jedzenie”. Powiedziała też, żeby przychodziły jak dawniej, będzie dla nich coś szykować – opowiada s. Jadwiga.

O tej pomocy pani Franciszki nikt wcześniej w rodzinie nie wiedział. – Oprócz tego pomoc Żydom niosła nasza służąca Eleonora Ciepielewska – dodaje s. Jadwiga. – Wsiadała na rikszę i zakładała opaskę z gwiazdą Dawida na rękę. Przemycała do getta żywność, którą przygotowała mama – relacjonuje s. Jadwiga. Przy ul. Żelaznej i Chłodnej był most. Górą chadzali piesi, dołem otwierano bramę, która wiodła do getta.

Siostra Maria Zapolska SJK opowiada, jak jej najbliżsi pomagali Żydom: dziadkowie Julianna i Piotr z rodziny Szołomickich oraz mama z rodziną Downar-Zapolskich. – Pomoc ta dotyczyła głównie naszych sąsiadów Herszla i Racheli Lieberman oraz ich siedmiorga dzieci. – Mieszkaliśmy w folwarku Konik, 60 km od Pińska – opowiada s. Maria. – W czasie Zagłady ojciec rodziny Lieberman z bratem Hackelem wstąpili do sowieckiej partyzantki. Często nocami odwiedzali nasz dom, żeby zjeść coś ciepłego i wziąć coś do lasu. Mój tata legionista w tym czasie, z obawy przed aresztowaniem przez bolszewików, przebywał u znajomych pod Warszawą. Moja mama z pięciorgiem dzieci schroniła się u swoich rodziców, a w naszym domu ukrywała się Rachela z dziećmi. Mama razem z najstarszą siostrą Zosią dostarczały im jedzenie. Szły trzy kilometry, żeby zanieść wiadro zupy. Kiedyś mama, zapomniawszy, że nie jedzą wieprzowiny, zaniosła smalec. Głodne dzieci rzuciły się na jedzenie, Rachela nie chciała zjeść. Moja mama wróciła wtedy do domu, żeby przynieść masło i ją nakarmić. Nie pamiętam, jak długo trwała ta pomoc, ale na pewno w okresie zimowym. Z licznej rodziny Liebermanów ocalał tylko ojciec i jego brat. Rachela zginęła w partyzantce. W tamtym czasie sąsiedzkie relacje były bardzo dobre, takie normalne, przyjazne, pomagano temu, kto tylko pomocy potrzebował – komentuje s. Maria.

– Za pomoc Żydom, a nawet za nieprzekazanie informacji, że ktoś inny pomaga, Niemcy karali śmiercią. Mimo to ludzie wspierali potrzebujących, nawet ci, którzy się bardzo bali – dodaje s. Jadwiga.

Takich cichych bohaterów w Polsce są tysiące. Wielu odeszło i zabrało ze sobą tajemnicę o tym, jak pomagali. O innych mamy jeszcze szansę się dowiedzieć. Trzeba tylko słuchać uważnie starszych osób.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Dziennikarka, absolwentka SGGW i UW. Współpracowała z "Tygodnikiem Solidarność". W redakcji "Idziemy" od początku, czyli od 2005 r. Wyróżniona przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w 2013 i 2014 r.



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły



Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -