22 października
poniedziałek
Halki, Filipa, Salomei
Dziś Jutro Pojutrze
     
°/° °/° °/°

Ratujmy podatnika

Ocena: 0
1173

„Da pan pięćset złotych czy nie? – pyta natarczywie dziennikarka czołowego polityka partii rządzącej. Ten, nieco zagubiony, daje wymijającą odpowiedź, a dziennikarka ponawia atak: „Daje pan czy nie?”.

fot. PAP/Bartłomiej Zborowski

Trwa to dłuższą chwilę, tak że ma się ochotę wrzasnąć w stronę telewizora: ludzie, co wy opowiadacie, rząd niczego nie „daje”, to podatnik daje. Wszystko, co władza „dała”: w postaci 500+, obniżonego wieku emerytalnego czy zwiększonej pomocy dla niepełnosprawnych, o którą to sprawę właśnie toczą się boje, pochodzi z kieszeni podatnika! Także z kieszeni owej dziennikarki usiłującej wykazać złą wolę obecnej władzy.

 

Kto tu daje?

W Polsce dominuje mentalność szlachecko-ziemiańska i w związku z tym władza jest postrzegana niczym jakiś Radziwiłł albo Potocki, który za wierną służbę wypuszczał w arendę jakiś folwarczek i drobny szlachetka mógł w spokoju dożywać reszty swoich dni. Ów magnat zaiste dawał – ze swojego, podczas gdy współczesne państwo daje tylko tyle, ile wydusi z podatnika. Nawet prezydent Donald Trump, w końcu miliarder, nie dokłada ze swojego majątku do kasy rządu federalnego, by sfinansować własne pomysły.

Władza „daje” tylko z kieszeni podatnika, nie „ze swojego”.

W Stanach Zjednoczonych bogaci stają na głowie, aby obniżyć swoje zobowiązania podatkowe; do takich zachowań przyczyniła się ostatnia reforma systemu podatkowego, skutkiem czego klasa średnia ponosi nieproporcjonalnie wysokie ciężary fiskalne. W Polsce klasa średnia jest w powijakach i trzeba łupić, kogo popadnie. Na razie mówi się o „daninie solidarnościowej”, czyli podatku od osób zarabiających powyżej miliona złotych rocznie, ale niebawem podwyżka podatków, bezpośrednia czy pośrednia, dotknie wszystkich.

GUS opublikował 20 kwietnia raport, który nie wzbudził większego zainteresowania mediów. Jak nikłe zainteresowanie wywołał, najlepiej świadczy to, że naczelny strażnik rodzimej czystości fiskalnej, Forum Obywatelskiego Rozwoju, w ogóle nie odnotował tego faktu. Chodzi zaś o szacunek „uprawnień emerytalno-rentowych gospodarstw domowych nabytych w ramach ubezpieczeń społecznych”. Na koniec roku 2015 wartość tych uprawnień wyniosła prawie pięć bilionów złotych, dokładnie 4 biliony 959 miliardów 144 miliony złotych, czyli równowartość 276 proc. PKB. Przypuszczam, że ta hiobowa wieść nie wywołała burzy, ponieważ wymieniona wartość jest tak ogromna, iż staje się wręcz abstrakcyjna. Dość powiedzieć, że jest ona ponad pięciokrotnie wyższa od oficjalnego zadłużenia skarbu państwa na koniec lutego 2018 r. (ponad 952 mld zł). Sumując te dwie wartości, uzyskujemy zadłużenie rzędu 5,9 bln zł, czyli około 150 tys. zł na głowę mieszkańca, włącznie z niemowlętami i starcami.

Raport GUS jest o tyle pouczający, że obrazuje dynamikę interesującego nas zjawiska. Tak więc na początku 2015 r. całkowita wartość nabytych uprawnień emerytalno-rentowych wyniosła 4 bln 580 mld 80 mln 800 tys. zł, czyli w ciągu zaledwie jednego roku wzrosła o prawie 380 mld zł. Licząc w stosunku do PKB, nastąpił wzrost z 255 do 276 proc., czyli o 21 punktów procentowych.

 

Krok od paniki

Celem mojego artykułu nie jest wpędzanie czytelnika w panikę, ale byłoby niewybaczalnym błędem z naszej strony, gdybyśmy pominęli to, że szacunki owych nabytych uprawnień emerytalno-rentowych były dokonywane przy założeniu ówczesnych regulacji prawnych, czyli przy założeniu, iż dla obu płci wiek emerytalny będzie stopniowo podnoszony do 67 roku życia. W roku 2017 rządzący przywrócili jednak uprzedni wiek emerytalny, czyli kobiety będą przez siedem lat dłużej otrzymywać świadczenia emerytalne i jednocześnie o tyle samo krócej płacić składki emerytalne, dla mężczyzn zaś ten – na pozór korzystny – obrót spraw wyniesie dwa lata. Za dwa lata GUS ogłosi kolejne szacunki, tym razem uwzględniające nowe regulacje prawne w zakresie wieku emerytalnego, więc na razie podatnik może żyć w przeświadczeniu, że nic złego się nie stało.

PODZIEL SIĘ:
OCEŃ:

Autor jest profesorem ekonomii w Hollins University w stanie Wirginia, USA



Najczęściej czytane komentarze



Najczęściej czytane artykuły



Najwyżej oceniane artykuły

SALON DZIENNIKARSKI

Reklama

Miejsce na Twoją reklamę
W tym miejscu może wyświetlać się reklama Twoich usług i produktów. Zapraszamy do kontaktu.
- Materiał partnera serwisu -